Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Okazała się takim hitem, że rzucił pracę i założył firmę

Zespół zarządzany przez Jakuba liczy około 15. osób. Jak dodaje założyciel, wszyscy znaleźli się w nim z powołania. Jakub Pawelski w dolnym prawym rogu.
Zespół zarządzany przez Jakuba liczy około 15. osób. Jak dodaje założyciel, wszyscy znaleźli się w nim z powołania. Jakub Pawelski w dolnym prawym rogu. Jakub Pawelski
Może wydawać się, że prowadzenie prywatnego żłobka lub przedszkola to głównie opieka nad dziećmi. Natomiast w rzeczywistości to godziny biurokracji, mnóstwo telefonów od rodziców i monotonne wyliczenia w Excelu. Przekonała się o tym mama Jakuba Pawelskiego, po tym jak postanowiła otworzyć prywatny żłobek. Jakub włożył mnóstwo pracy w to, aby ułatwić swojej mamie życie.


Widząc jak kobieta męczy się przy wykonywaniu codziennych obowiązków związanych z pracą, postanowił jakoś ułatwić jej zadanie. Wpadł na genialny pomysł stworzenia aplikacji, która rozwiąże wiele logistycznych problemów związanych z prowadzeniem żłobka lub przedszkola. Teraz Jakub pomaga setkom innych placówek będąc młodym prezesem firmy LiveKid.


Pomimo młodego wieku jesteś na stanowisku, na którym zazwyczaj zasiadają osoby po 30.

Stanowisko to jest jedno, możesz być menadżerem w wielkiej firmie, a możesz być właścicielem malutkiej. I nie ma zwycięzcy w tym zestawieniu.

To prawda, tylko w twoim przypadku to już jest spora firma.

"Spora firma" to na pewno przesada, natomiast faktycznie zespół liczy kilkanaście osób, a przychody przekraczają milion złotych. Jeżeli chodzi o skalę działania, zaczynamy mieć coraz szerszy oddźwięk. To jest naprawdę fajne, że udało się to osiągnąć w relatywnie krótkim czasie, bo zaczęliśmy cały projekt dwa lata temu, natomiast tak naprawdę rozwijanie tej firmy zaczęliśmy dopiero w grudniu zeszłego roku, jak wróciłem z emigracji zarobkowej.



Tak czy inaczej już jesteś prezesem. Jak czujesz się z tym czujesz?

Bycie prezesem w zarządzie to jest jedno, a druga sprawa, to jeżeli jesteś prezesem lub członkiem zarządu z powołania, jesteś też udziałowcem. Ja i mój wspólnik jesteśmy jedynymi właścicielami firmy. To jest bardzo trudna rola, zwłaszcza że ja byłem osobą techniczną – nie żebym przestał, ale zajmowałem się tylko i wyłącznie technologią przez ostatnie trzy lata.


Rozumiem, że wcześniej nie miałeś do czynienia z zarządzaniem zespołem.

Programowanie to nie jest branża, w której jest jakoś dużo okazji do interakcji międzyludzkich. Przyzwyczaiłem się do rozwiązywania binarnych problemów, których stopień złożenia może być bardzo duży, natomiast co do zasady są one dosyć proste. Z kolei zarządzanie firmą to tak naprawdę zarządzanie ludźmi. A to już na pewno nie jest proste, bo ludzie są bardzo złożeni.

Jak to wygląda w twoim przypadku?

Od pół roku oswajam się z tym, że moją rolą nie jest wykonywanie zadań, a pomaganie innym. Wcześniej produktywny dzień to było zrobienie wielu zadań. Teraz - pomoc tym 15 osobom w taki sposób, że to oni wykonali swoje zadania.

Skąd wyszedł pomysł na aplikację?

Pomysł powstał z tego, że moja mama otworzyła żłobek i okazało się, że zajmowanie się dziećmi nie jest największym problemem, co wydawało mi się dosyć kuriozalne.

Jak zobaczyłem, że kolejne wieczory spędza na pisaniu na kartkach, liczeniu w Excelu, godziny tygodniowo spędza na papierologii, to postanowiłem poszukać gotowego systemu do tego. Nie znalazłem nic takiego. A że byłem na etapie swojej pierwszej pracy jako programista, to uznałem że to będzie bardzo fajne doświadczenie, jeżeli po godzinach będę sobie tworzył swój projekt, w którym jestem odpowiedzialny za wszystko.

Czyli liczyła się wtedy głównie pomoc mamie?

Nie było jeszcze żadnego komercyjnego zamysłu. To był raczej taki poligon doświadczalny, taka piaskownica dla młodego programisty, żeby wziąć odpowiedzialność na siebie za cały projekt od A do Z.

Chyba lubisz podejmować nowe wyzwania?

Jak najbardziej, wydaje mi się, że jestem takim głównym driverem, że zarówno mnie i mojego wspólnika napędza to, że nie potrafimy sobie wyobrazić siebie na tym kolejnym levelu.

Jakiś przykład?

Jak mieliśmy mały projekt i było nas pięciu, i to byli głównie znajomi, to posiadanie 15-osobowego zespołu, normalnego biura, pensji do wypłacenia ludziom, kilkudziesięciu czy -set tysięcy, to była jakaś totalna abstrakcja. Nie wyobrażaliśmy sobie, jak będziemy w stanie coś takiego ogarnąć.

Nie wyobrażaliście, a jednak się udało.

Wchodzenie na te kolejne levele i to poczucie, patrząc wstecz, że to było tak małe, to jest chyba to, co najbardziej napędza. Nie mogę się doczekać tego, jak poradzimy sobie z zarządzaniem firmą, która ma 10 mln przychodu rocznie. I wtedy pojawiają się zupełnie nowe problemy. To jest po prostu coś, co mnie ekscytuje. Na pewno robienie tego samego w tej samej skali przez kilka lat z rzędu nie jest czymś, co jest moją ambicją.

Wracając do aplikacji, spodziewałeś się takiego sukcesu, czy jednak rzeczywiście chciałeś odciążyć swoją mamę?

Na samym początku, tak jak wspomniałem, było to zupełnie nieprzekalkulowane i nienastawione komercyjnie. Z czasem, kiedy zobaczyłem potencjał, to pojawiła się ekscytacja, że to jest bardzo prosta droga do tysiąca klientów, do mnóstwa pieniędzy itd. Ale potem jak przystąpiliśmy do fazy realizacji, doszło do nas jak bardzo ciężka jest egzekucja tych pomysłów. To nie problem wyprodukować jakąś aplikację, tylko problemem jest sprzedaż, marketing, to wszystko o czym nie miałem wtedy zielonego pojęcia.

Rynek był oporny?

To jest rynek, na którym takie aplikacje nie istniały. Byliśmy jednymi z pierwszych i to ma swoje wady i zalety. Zalety są oczywiste – nie ma za dużo konkurencji. Z drugiej strony musisz edukować rynek i czasami troszeczkę go nawet kreować.

Nie jesteś pierwszą osobą, która to mówi. Ludzie boją się nowości.

To jest faktycznie pewnego rodzaju koszt, jaki trzeba ponieść będąc innowacyjnym na rynku. Natomiast jak tylko przebrniemy przez ten pierwszy etap – kiedy musimy naprawdę edukować rynek i to często z rzeczy zupełnie niezwiązanych z naszym produktem – to wtedy leci z górki.

To jak pokonaliście tę barierę?

Nasz produkt nie jest kolejną aplikacją w żłobku czy przedszkolu, to jest często ich pierwszy styk z mobilnymi technologiami. Aplikacji używa się na telefonach, na tabletach, więc my bierzemy na siebie brzemię edukacji z zakresu używania tego typu urządzeń. Czy na przykład tego, że musi być internet w placówce.

Są jeszcze miejsca bez internetu?

To brzmi kuriozalnie, ale to jest coś z czym my się jeszcze codziennie zmagamy, i to jest coś, co nasza konkurencja za 2-3 lata będzie miała z głowy. Oczywiście będzie miała dużo trudniej z tego względu, że my już na rynku będziemy mocno zakorzenieni, natomiast nie będą musieli się skupiać na takich zupełnie postronnych rzeczach, jak tłumaczenie jak korzystać z telefonu.

Skąd mieliście fundusze na aplikację?

To jest coś, z czego jesteśmy w jakimś stopniu dumni, coś co nam dostarczało wielu wrażeń po drodze, bowiem finansowaliśmy się w stu procentach ze środków prywatnych – naszych środków. Na początku to była moja pensja jako programisty i ze wszystkich innych zleceń, które wykonywałem po to, żeby móc sobie odkładać na nasz projekt. Potem jak wyjechałem za granicę, to już była kilkukrotnie wyższa pensja z kontraktu programistycznego dla duńskiego banku i ostatnim takim dużym zastrzykiem gotówki było realizowanie dedykowanych wdrożeń naszego produktu między innymi dla m.st. Warszawy.

Jak przekonaliście właścicieli żłobków, żeby skorzystali z waszej usługi?

Cała nasza sprzedaż ogranicza się do tego, jak w pełni zaprezentować produkt pod kątem problemów jakie ma dana placówka. W każdej placówce są po prostu inne problemy. I trzeba jak najszybciej przestać mówić o naszej aplikacji, a jak najszybciej przekonać dyrektorki jak zmieni się ich dzień, co w trakcie dnia będzie szybsze, łatwiejsze, gdy będzie się odbywać z udziałem aplikacji.

To w czym apka pomoże rodzicom, a w czym pracownikom żłobka?

Mamy tak naprawdę trzy grupy docelowe, to są dyrektorki, wychowawcy i rodzice. Każdy, kto ma aplikację, rozumie ją inaczej. Dyrektorkom pozwala lepiej zarządzać całym przedszkolem czy żłobkiem. Mam na myśli kontrolowanie finansów. Kilkoma kliknięciami wysyłasz rachunki do rodziców. Oni mogą to opłacić. Kwestia rozliczeń to jest duży ciężar, który zdejmujemy z dyrektorek.

Kolejnym obszarem jest kwestia statystyk i wszystkich raportów, które musimy generować. U nas wszystko dzieje się za pomocą aplikacji, ona sama generuje, np. listę posiłków do zamówienia. To samo ze wszystkimi raportami zbiorczymi na koniec miesiąca, roku.

Trzecim takim obszarem, jeżeli chodzi o dyrektorki, jest organizacja pracy całego personelu. Teraz właśnie wypuszczamy moduł grafików pracowników, wnioski urlopowe, listy obecności i tutaj mamy taki inteligentny moduł analizy czasu pobytu personelu i dzieci w żłobku, bo są pewne korelacje. To w ten sposób dostosowujemy liczbę personelu do liczby dzieci.

A co z wychowawcami?

Komunikacja zarówno w formie ogłoszeń, jak i notek z przebiegu dnia, wysyłanie wiadomości o brakach np. pampersów to jest to, co rozwiązujemy w przypadku wychowawców. Oczywiście wszystkie informacje, jakie muszą zapisywać wychowawcy, czyli dane odnoście dzieci – obecności, kiedy przyszło i wyszło, jak spało, co jadło, ile jadło – to są już w stanie dużo szybciej zrobić za pomocą aplikacji niż na kartkach, jak to miało miejsce wcześniej.

Wspomniałeś o trzech grupach.

Tak, ostatnia grupa ludzi to są rodzice i dla nich aplikacja jest miejscem, gdzie widzą swoje dziecko, gdy go nie ma w domu. Ja nie wyobrażam sobie tego – „nasi rodzice”, czyli ci, którzy korzystają z naszej aplikacji, też sobie tego nie wyobrażają – że oddają dziecko na 8 godzin do żłobka i totalnie nie wiedzą, co się z nim dzieje. Nie mają pojęcia, jakie były zajęcia, nie widzą żadnych zdjęć, czasami nie ma żadnych notatek. Także takie informacje mają w czasie rzeczywistym od nauczycielek i to jest coś, co daje im bardzo dużo spokoju i radości, co można zobaczyć w panelach z opiniami na temat naszej aplikacji.

Ile placówek korzysta już z waszej aplikacji?

Na rynku polskim mamy ponad 400 żłobków i przedszkoli i o ile ta liczba sama w sobie nie jest imponująca, to tempo wzrostu i adopcji jest duże, bo zaczęliśmy tak naprawdę w styczniu z pułapu 30 klientów.

Zostawmy już aplikację. Opowiedz, jak znalazłeś się w rankingu Forbesa.

Cała sprawa tego rankingu była dosyć przypadkowa. Przebywałem na Litwie, pracowałem wtedy po kilkanaście godzin dziennie. W pewnym momencie jeden z naszych pracowników podesłał informację, że szukają sylwetek do rankingu 25 under 25, czyli takiej wersji juniorskiej 30 under 30. Ja jestem bardzo pod tym względem wstrzemięźliwy – takie wychylanie się było czymś, co nie leżało w naszym DNA.

Ale ostatecznie jesteś w rankingu.

Wracając do tego, jak to się stało – chwilkę się pokłóciliśmy o to, czy powinienem tam zgłosić w ogóle swoją kandydaturę czy nie. Natomiast szybko doszło do mnie, że marketingowo byłaby to świetna dźwignia dla firmy, więc wysłałem tam krótki biogram. Dzięki temu później mogliśmy porozmawiać z kapitułą konkursu - etapy przypominały klasyczny proces rekrutacji do pracy. A po wszystkim dostałem telefon od Forbesa, że będę w grudniowym wydaniu.



Obecność w tym rankingu jakoś pomogła?

Gdy miałem w stopce mailowej logo Forbesa, moje wiadomości przestały lądować w spamie.

Czy masz czas na to, żeby korzystać jeszcze z młodości?

Jestem introwertykiem. Mam wewnętrzne poczucie tego, co powinno się robić w życiu albo na co powinno się poświęcać czas. Nie czuję, że tracę jakąś młodość. Ja zupełnie nie kupuję takiego modelu, bo potem jak masz 30 lat, to już musisz pracować codziennie na kredyt, na mieszkanie itd. Wydaje mi się, że spokojnie jestem w stanie do 25. roku życia tak wypracować swoją pozycję pod wieloma względami, że te następne 50 lat przeżyję dużo fajniej, niż gdybym wybrał typową drogę.

Udało ci się pomóc mamie?

Tak. Wydaje mi się, że jest zadowolona. Ostatnio śmialiśmy się często, co by się stało, gdyby nie założyła tego żłobka i powiem ci, że totalnie nie jestem w stanie wyobrazić sobie mojego życia bez tego projektu. To zaabsorbowało mnie tak bardzo, otworzyło mi tyle dróg i tak bardzo zmieniło to całe moje myślenie, postrzeganie świata, to czym się interesuje, to jakie mam możliwości i perspektywy. Także cieszę się, że mama ten żłobek założyła.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Polacy wymyślili świetną apkę, która ubierze cię, jak gwiazdę serialu. Atakują nowy, odległy rynek
0 0Krótka ławka trenera Morawieckiego. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska
0 0Do kogo trafiają pieniądze z PFN? Detektyw ujawnia sztuczki na "wyprowadzanie środków"
0 0Smartfona powinniśmy używać co najmniej 25 lat. Ten raport jest zatrważający
0 0"Znaleźli lukę w systemie". Atak na rafinerie obnażył słabe punkty ich zabezpieczeń
0 0"Ktoś dobrze wybrał cel". Uderzenie w saudyjską ropę zaboli cały świat, również nas
NAUKA 0 0Polacy szykują inspirowaną glonami rewolucję w medycynie. Właśnie dostali na to 21 mln zł
0 0Rząd chce wiedzieć, gdzie jeździsz i za ile. Dane z Ubera i Bolta przejmą służby