
Reklama.
Analitycy zaczęli już szacować, o ile wzrosną ceny na stacjach paliw. Jedni mówią o kilku, inni o kilkunastu groszach. Pewne jest jednak to, że podwyżki będą.
– 15 groszy to na razie wariant bardzo pesymistyczny. Szacuję, że w ciągu najbliższych dni może nam to przynieść podwyżki rzędu 10 groszy na litrze. Nie wiadomo jednak, jak sytuacja będzie się rozwijać. Na razie ropa zdrożała o ok. 10 proc., co przekłada się na mniej więcej 10 groszy – mówi w rozmowie z INNPoland.pl Grzegorz Maziak, redaktor naczelny serwisu e-petrol.pl.
Sytuacja jest dla wszystkich olbrzymim zaskoczeniem. Jeszcze pod koniec zeszłego tygodnia między irańskimi i amerykańskimi władzami zapanowała odwilż. Donald Trump zapewniał, że jest gotów spotkać się z prezydentem Iranu Hasanem Rouhanim. W sobotę nastąpił atak – drony lub precyzyjnie sterowane pociski uderzyły w instalacje naftowe w Bukajk (Abqaiq) i Churajs (Khurais) w Arabii Saudyjskiej i zredukowały potencjał produkcyjny Saudów o połowę. O połowę!
Trump odwołał miłe słowa pod adresem Rouhaniego i nie zamierza wpadać do Teheranu, chyba że na czele wielkiej armii. Co prawda do ataku przyznała się grupa bojowników z Jemenu, ale nikt nie wierzy w ich słowa. Bo to przecież Iran od dawna próbuje zdestabilizować rynek ropy, w odwecie za sankcje gospodarcze wprowadzone w odpowiedzi na irański program jądrowy.
Co to oznacza dla cen paliw?
– Wyznacznikiem ceny dla naszych rafinerii są notowania paliw na rynkach europejskich, one są z kolei pochodną cen ropy naftowej. Ceny paliw zauważalnie wzrosły po ataku na instalacje w Arabii Saudyjskiej. Ale tak naprawdę w perspektywie kilku dni nikt nie odczuje zniknięcia dostaw z tego kraju – mimo tego, że z rynku zniknie potężna ilość ropy. Jak szacuje Saudi Aramco, zmniejszy to ich eksport o 5,7 miliona baryłek. Biorąc pod uwagę, że ostatnio wydobywali nawet 9,7 miliona baryłek, to jest to bardzo duży ubytek. Saudyjczycy sięgną jednak do zapasów, podobną gotowość zadeklarowali Amerykanie – tłumaczy nam Grzegorz Maziak.
– Wyznacznikiem ceny dla naszych rafinerii są notowania paliw na rynkach europejskich, one są z kolei pochodną cen ropy naftowej. Ceny paliw zauważalnie wzrosły po ataku na instalacje w Arabii Saudyjskiej. Ale tak naprawdę w perspektywie kilku dni nikt nie odczuje zniknięcia dostaw z tego kraju – mimo tego, że z rynku zniknie potężna ilość ropy. Jak szacuje Saudi Aramco, zmniejszy to ich eksport o 5,7 miliona baryłek. Biorąc pod uwagę, że ostatnio wydobywali nawet 9,7 miliona baryłek, to jest to bardzo duży ubytek. Saudyjczycy sięgną jednak do zapasów, podobną gotowość zadeklarowali Amerykanie – tłumaczy nam Grzegorz Maziak.
Dlaczego ceny paliw rosną?
– Ropy fizycznie w najbliższych dniach nie będzie brakować. Ale jest to taki element, który bardzo działa na wyobraźnię. Bo zredukowane zapasy to mniejszy bufor bezpieczeństwa na kolejne takie wydarzenia. A czynnik destabilizujący jakim stało się to wydarzenie - zresztą bezprecedensowe - przekłada się po prostu na podwyżki cen. W ostatnich kilkunastu latach z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia – mówi ekspert.
– Ropy fizycznie w najbliższych dniach nie będzie brakować. Ale jest to taki element, który bardzo działa na wyobraźnię. Bo zredukowane zapasy to mniejszy bufor bezpieczeństwa na kolejne takie wydarzenia. A czynnik destabilizujący jakim stało się to wydarzenie - zresztą bezprecedensowe - przekłada się po prostu na podwyżki cen. W ostatnich kilkunastu latach z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia – mówi ekspert.
Dodaje, że niepokój wzmacnia niepewność co do przyszłości. Jeśli bowiem atak na rafinerie stanie się przyczynkiem do poważnego konfliktu zbrojnego w rejonie Zatoki Perskiej, to skala podwyżek może być o wiele większa. Na szczęście nie wygląda na razie na to, by groziła nam wojna.
– Dziś nie jest to "scenariusz bazowy". Na razie mamy wzrost cen o kilka, kilkanaście procent. I jeśli napięcie polityczne nie będzie rosło, a sytuacja się uspokoi, to wydaje mi się, że to może wyczerpać pulę wzrostów. W Polsce podwyżki o kilkanaście groszy na litrze w perspektywie tygodni są realne, ale warto pamiętać o tym, że są to nadal niższe ceny, niż tegoroczne maksima – zwraca uwagę Grzegorz Maziak.
Faktycznie – całkiem niedawno płaciliśmy na stacjach 5,25 - 5,30 za litr paliwa, więc nawet przy takich podwyżkach nie będzie to dramat dla kierowców. Jednak w ostatnich dniach ceny spadły nawet poniżej 5 złotych i wszystko wskazywało na to, iż benzyna będzie tanieć. Nic z tego.
– Warto pamiętać, że były to efekty poprawy sytuacji między Iranem i USA. A w piątek za baryłkę ropy BRENT płaciło się nieco ponad 60 dolarów, w sobotę wydarzyło się niespodziewane i rynek zareagował bardzo nerwowo – wyjaśnia ekspert.
Kto zaatakował Saudów i dlaczego?
Otwarte pozostaje pytanie, jak to możliwe, że ktoś tak dotkliwie ukąsił serce saudyjskiego przemysłu naftowego. Do ataku przyznali się na razie szyiccy bojownicy z jemeńskiego ruchu Huti. Jeśli chodzi o sprawy religijne, jest to odłam szyitów, ale pozostający w świetnych stosunkach z władzami w Iranie. Dlatego właśnie od razu oczy wszystkich powędrowały na Teheran. Na sprawstwo, bezpośrednie lub kierownicze, tego państwa wskazuje także precyzja i skala zaawansowania zamachu. Wiadomo już, że do ataku użyto prawdopodobnie nie dronów, ale sterowanych pocisków rakietowych. Na dodatek nadleciały one nie od strony Jemenu, ale Iranu.
Otwarte pozostaje pytanie, jak to możliwe, że ktoś tak dotkliwie ukąsił serce saudyjskiego przemysłu naftowego. Do ataku przyznali się na razie szyiccy bojownicy z jemeńskiego ruchu Huti. Jeśli chodzi o sprawy religijne, jest to odłam szyitów, ale pozostający w świetnych stosunkach z władzami w Iranie. Dlatego właśnie od razu oczy wszystkich powędrowały na Teheran. Na sprawstwo, bezpośrednie lub kierownicze, tego państwa wskazuje także precyzja i skala zaawansowania zamachu. Wiadomo już, że do ataku użyto prawdopodobnie nie dronów, ale sterowanych pocisków rakietowych. Na dodatek nadleciały one nie od strony Jemenu, ale Iranu.
– Ktoś bardzo dobrze wybrał cel. To jest rafineria, do której trafia ropa z największego saudyjskiego złoża Khurais. Jest tam stabilizowana i pozbawiana siarkowodoru przed dalszym transportem. W tym miejscu zbiegają się różne nitki i bez niego saudyjska infrastruktura staje się w znacznej części bezużyteczna - mówi Maziak. - W rafinerii można przetwarzać nawet do 7 mln baryłek ropy dziennie. To uderzenie było bardzo precyzyjne i wyjątkowo skutecznie przeprowadzone a cel dobrze wybrany. Jest to na tyle skomplikowana instalacja, że jej naprawa trochę potrwa - dziś mówi się o kilku tygodniach powrotu do pełnej zdolności operacyjnej – dodaje.
Wyjaśnia, że za wcześnie mówić o tym, czy cała sytuacja może jakoś wpłynąć na polską gospodarkę, PKB czy inflację. Patrząc bowiem na przykład na ten ostatni wskaźnik, porównujemy ceny rok do roku – na razie chwilowy wzrost ceny nie będzie zauważalny. Na dodatek w zeszłym roku płaciliśmy za litr benzyny nawet ok. 6 złotych, więc obecna podwyżka z pewnością nie popchnie wskaźnika inflacji do przodu.