
– Inwestor przedkłada np. opinię księdza, koła gospodyń wiejskich, a nawet wprowadza w błąd instytucje naukowe – twierdzi Radosław Ślusarczyk, prezes organizacji ekologicznej Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, opisując proces budowy polskich dróg. Jego zdaniem nie liczy się ochrona przyrody i bezpieczeństwo kierowców, lecz zysk budowniczych.
REKLAMA
– Ludzie i firmy związane z budową dróg w Polsce to państwo w państwie. Źle realizują inwestycje, aby zarobić kosztem dewastacji przyrody – przekonuje Ślusarczyk w rozmowie z Piotrem Ibrahimem Kalwasem opublikowanej w Onecie.
Prezes Pracowni opisuje między innymi procesy budowy przejść dla zwierząt (czasem korzystają z nich także ludzie...). Takie muszą się znaleźć w każdym miejscu, gdzie są szlaki migracji dzikich stworzeń. Chodzi zarówno o ochronę tychże zwierząt, jak i kierowców oraz pasażerów.
Przejechanie chronionego w Polsce chomika europejskiego nie wyrządzi ludziom krzywdy, poza pewną przykrością. Ale już wjechanie w półtonowego łosia albo dzika z prędkością 120 km/h kończy się zniszczeniem samochodu oraz poważnymi obrażeniami u ludzi. Nierzadko są to wypadki śmiertelne, których dałoby się uniknąć, gdyby droga wraz z przejściami była odpowiednio zaprojektowana i zbudowana.
Najważniejsze jest zdanie księdza?
Radosław Ślusarczyk mówi, że Pracownia na rzecz Wszystkich Istot monitoruje budowę wielu dróg i kompletne ignorowanie przepisów jest powszechne. Często dotyczy właśnie likwidowania koniecznych przejść ekologicznych dla dzikich zwierząt.
Radosław Ślusarczyk mówi, że Pracownia na rzecz Wszystkich Istot monitoruje budowę wielu dróg i kompletne ignorowanie przepisów jest powszechne. Często dotyczy właśnie likwidowania koniecznych przejść ekologicznych dla dzikich zwierząt.
– Przyglądamy się temu procesowi i jesteśmy zdumieni. Żeby uzasadnić wycinanie przejść inwestor przedkłada np. opinię księdza, koła gospodyń wiejskich, a nawet wprowadza w błąd instytucje naukowe. Każde przejście mniej, to oszczędność rzędu kilkudziesięciu milionów złotych. Zyskują inwestor i wianuszek firm z nim powiązanych. To dlatego za wszelką cenę inwestor próbuje udowodnić, że białe jest czarne – mówi Ślusarczyk.
Jego zdaniem odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą drogowcy i branża drogowa.
– Te środowiska chcą, żeby społeczeństwo miało obraz ekologa, którego obchodzą tylko kwiatki, motylki i żabki, bo niejednokrotnie tym przykrywają własną nieudolność w projektowaniu inwestycji. Zdecydowana większość monitorowanych przez nas odcinków dróg realizowana jest z naruszeniem wymogów ochrony środowiska, a co za tym idzie także bezpieczeństwa ludzi. My pokazujemy na wielu polach, że drogi można i trzeba budować dobrze. Ale to się nie podoba – dodaje.
Przypomina też sprawę budowy małopolskiego odcinka S7 Szczepanowice – Widoma. To słynna “droga z chomikami”. Jej planowany przebieg przechodzi przez siedliska rzadkiego i cennego przyrodniczo chomika europejskiego. Dzięki temu przypadkowi wielu Polaków dowiedziało się o tym, że są u nas dziko żyjące chomiki. Przez 5 lat inwestor ignorował istnienie na tym terenie chomików i przygotowywał inwestycję. A fakt, że tam żyją nie był dla nikogo niespodzianką. Dopiero medialna wrzawa sprawiła, że drogowcy przyznali, że chomiki żyją, jest ich sporo i faktycznie trzeba je jakoś ochronić.
