
Łączna kwota wyłudzeń z tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju sięga co najmniej 150 mln zł, a sam Fundusz ma problem z odzyskaniem części należności. Dzięki ułatwionej procedurze ubiegania się o pieniądze, trafiły one m.in. do kantoru należącego do krakowskich "łowców kamienic".
REKLAMA
Mechanizm przyznawania subwencji z tarczy finansowej PFR oparty był o oświadczenia przedsiębiorców, którzy deklarowali w nim m.in. spadek obrotów. Jak podaje wtorkowa "Gazeta Wyborcza", 108 kantorów, które sztucznie zawyżyły swoje wyniki finansowe, zostało wezwanych do zwrotu pieniędzy. Niektóre jednak wciąż się od tego uchylają.
Według "Wyborczej", jedną z uchylających się firm jest krakowski kantor, należący kiedyś do "łowców kamienic", skazanych za lichwę i działanie w zorganizowanej grupie przestępczej. Aktualnie kantor prowadzą syn oraz konkubina jednego ze skazanych. 19 maja mieli otrzymać 3,5 mln zł pomocy. Sprawą zwrotu tej subwencji zajęło się już Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Firmy rezygnują z pieniędzy PFR
Tymczasem, jak pisaliśmy niedawno w INNPoland, w odnodze tarczy finansowej przeznaczonej dla największych firm aż 25 spółek wycofało swoje wnioski o pomoc. Część zrezygnowała ponieważ pomocy już nie potrzebuje, część się na nią nie załapie, bo nie spełnia wyśrubowanych kryteriów.Tarcza Finansowa PFR dla Dużych Firm to pomoc przewidziana dla polskich przedsiębiorstw zatrudniających ponad 249 pracowników, którzy z powodu pandemii odnotowali spadek obrotów, musieli zaprzestać lub ograniczyć działalność, czy nie otrzymali płatności za sprzedaż.
W programie opartym o kilka instrumentów pomocy, przewidziano łączną kwotę wsparcia 25 miliardów złotych. Eksperci PFR oceniają, że realnie wydane zostanie około 10 miliardów.
