Mark Zuckerberg nie może być zadowolony z dodatkowych kosztów.
Mark Zuckerberg nie może być zadowolony z dodatkowych kosztów. Fot. flickr.com / Anthony Quintano / CC BY 2.0
Reklama.

Facebook i Google zapłacą w Australii

Uchwalone w czwartek nowe prawo jest owocem trzyletniego konfliktu władz Australii z internetowymi gigantami. Przepisy są przełomowe na skale światową, bo żaden kraj nie zdecydował się wcześniej na takie zagranie – informuje Next Gazeta.
Usługi obu firm są bardzo podobne do agregatorów treści, co stało się przyczyną nowych regulacji. Na platformach można wyszukiwać, czytać i udostępniać artykuły napisane przez konkretne publikacje. Oznacza to, że Facebook i Google dotychczas zarabiały na treściach nie ponosząc żadnych kosztów z tego tytułu.
Nowe regulacje wskazują, że serwisy będą musiały uzgodnić system opłat z publikacjami. Jeśli w ciągu dwóch miesięcy nie uda się ustalić kwoty między stronami, w sprawę włączy się arbitraż wyznaczony przez rząd kraju.
Co ciekawe, cyfrowi giganci mogą uniknąć opłaty, jeśli wykażą "znaczący wkład w lokalne dziennikarstwo".
Koncerny niechętnie skłaniają się ku nowym przepisom. W lutym Facebook na parę dni zablokował w Australii możliwość wysyłania artykułów na platformie. Google zagroziło zaś nawet wycofaniem swojej wyszukiwarki z Australii, choć ostatecznie do tego nie doszło.

Podatek od mediów a podatek od linków

W lutym na łamach INNPoland.pl na temat polskich planów podatków dla mediów i internetowych gigantów wypowiadała się ekspert ds. gospodarki cyfrowej Jan Zygmuntowski.
– Media mają coraz większy problem z uzyskiwaniem stabilnych przychodów. Po to musi być wprowadzone inne rozwiązanie – "podatek od linków", czyli link tax. Wbrew szumnej nazwie polega on na płaceniu wydawcom przez Big Tech za treści medialne, które wyświetla, nie trafia on do budżetu państwa – przekonywał.
Proponowany przez PiS podatek reklamowy, czy też "składka z tytuły reklamy internetowej i konwencjonalnej", jest zdaniem eksperta zupełnie niepotrzebnym złączeniem różnych pomysłów podatkowych, m.in. podatku cyfrowego proponowanego prze Komisję Europejską.
– W Polsce zamiast transferować pieniądze Google i Facebooka do tych mediów i zamiast wprowadzić podatek cyfrowy, który jest nakładany na wszystkie te globalne korporacje cyfrowe, to robi się jakiś miks. Z jednej strony odbiera się tym mediom, które są już w trudnej sytuacji, a z drugiej strony trochę się też uderza w te giganty, żeby móc się zasłaniać, że jest to podatek cyfrowy. Nie rozumiem, w jaki to sposób powstawało – dziwi się Zygmuntowski.
Czytaj także: