Polska coraz częściej musi awaryjnie kupować prąd od sąsiadów
Polska coraz częściej musi awaryjnie kupować prąd od sąsiadów Bartlomiej Magierowski/East News

Coraz częściej Polska musi wieczorami dokupować prąd od sąsiadów. Kosztuje nas to krocie, ale nie mamy wyjścia. Nasz system energetyczny nie daje sobie rady z zapotrzebowaniem. Co najgorsze – jeszcze nie ma zimy, za miesiąc czy dwa problem będzie już bardzo poważny.

REKLAMA
  • Polska coraz częściej sięga po ratunkowe zakupy energii od sąsiadów
  • Dzieje się to głównie wieczorami, gdy zapotrzebowanie na prąd rośnie
  • Skala importu prądu jest ogromna - o wiele wyższa niż rok temu, a 2021 i tak był pod tym względem rekordowy
  • Efektem są coraz wyższe rachunki za prąd
  • Remonty kilku dużych bloków energetycznych, częściowe ubytki mocy zgłaszane przez niektóre elektrownie z uwagi na oszczędzanie paliwa, a także nagłe awarie sprawiają, że w kryzysowych godzinach konieczny jest ratunkowy import prądu od sąsiadów – pisze businessinsider.pl. Te kryzysowe godziny to po prostu zapadnięcie zmroku, wtedy kiedy Polacy zapalają światła, włącza się uliczne oświetlenie a zapotrzebowanie firm na prąd rośnie.

    Rośnie też problem i to od dawna. Jak pisze BI, Polskie Sieci Elektroenergetyczne już w 2021 r. aż siedmiokrotnie zwiększyły wydatki na interwencyjne zakupy energii. Teraz nie jest lepiej. Za niską dyspozycyjność naszych elektrowni płacimy więc krocie - czytamy w BI.

    Z danych PSE wynika, że w 2019 roku na import energii poszło 8,6 mln zł, rok później 9,1 mln zł. W 2021 r. wydaliśmy na ten sam cel aż 62 mln zł. Skąd ten zaskakujący wzrost? PSE wyjaśniają, że musiały kupić aż cztery razy więcej energii "w ramach międzyoperatorskiej pomocy" a jej cena poszła w górę o 200 proc.

    W tym roku lepiej z pewnością nie będzie. Ceny energii biją kolejne rekordy, zaś prądu potrzebujemy coraz więcej. W ostatnim czasie krajowy system energetyczny okazuje się głęboko niewydolny, szczególnie wieczorami. O jakich ilościach prądu mówimy? Olbrzymich.

    We wrześniu 2021 roku zaimportowaliśmy w ramach współpracy międzyoperatorskiej 6 tys. MWh. We wrześniu tego roku z samych Czech ściągnęliśmy 6,6 tys. MWh, z Ukrainy aż 29 tysięcy. Październik też nie zapowiada się optymistycznie. Na razie nie wiadomo, ile nas to kosztuje, ale energia kupowana w ten sposób jest o wiele droższa, niż na giełdzie.

    Co więcej – nie wiadomo, czy zimą takie interwencyjne zakupy będą możliwe. Kiedy cała Europa będzie się zmagać z niskimi temperaturami, cena energii kupowanej awaryjnie może być absurdalnie wysoka. Może też jej po prostu nie być. Co wtedy? Zostaniemy bez prądu.

    Z gazem też jest problem

    – Czekają nas trzy ciężkie zimy. I ta najbliższa wcale nie będzie najgorsza – mówi "Rzeczpospolitej" Frans Timmermans. To w przyszłym roku rosyjskiego gazu w państwach Unii Europejskiej już nie będzie lub będzie go bardzo niewiele.

    Jak przekonuje, odpowiedzią na to wyzwanie mają być zaproponowane oficjalnie we wtorek przez Komisję Europejską wspólne zakupy gazu przez państwa członkowskie Unii Europejskiej. Jak podaje "Rz", na początku będzie to dotyczyć 15 proc. zamówień – większa liczba jest mało realna, gdyż 70 proc. zakupów gazu objęte jest kontraktami długoterminowymi.

    – Zatem 15 proc. to połowa z pozostałej części. Wystarczająco dużo, żeby przyniosło to różnicę. A jednocześnie nie wszystko, co się da, bo część państw członkowskich nie jest entuzjastycznie nastawiona do tego pomysłu – stwierdza w rozmowie z dziennikiem wiceprzewodniczący KE.

    Czytaj także: