Śmierć Duo jest bardzo ważnym wydarzeniem w świecie nieokrzesanego marketingu internetowego.
Śmierć Duo jest bardzo ważnym wydarzeniem w świecie nieokrzesanego marketingu internetowego. Fot.: Duolingo

To nie pierwsza kontrowersja, jaka pojawiła się na kontach społecznościowych Duolingo. Ironiczne, dziwne i przekraczające granice posty są coraz popularniejszą strategią promocji marki. Wyjaśniamy, dlaczego aplikacja do nauki języków grozi twojej rodzinie i jakie mogą być konsekwencje odważnego social media marketingu.

REKLAMA

11 lutego tego roku ok. godziny czwartej po południu zmarł Duo. 

"Z żalem informujemy, że Duo, znany jako Sowa Duo, nie żyje" – poinformowało w mediach społecznościowych Duolingo, producent najpopularniejszej na świecie aplikacji do nauki języków.

""Zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielu miał wrogów, ale uprzejmie prosimy o powstrzymanie się przed wypisywaniem w komentarzach, dlaczego go nienawidzicie".

Duo był ikoną internetu. Znany i kochany za swoje niezrównoważone komentarze, nieraz zakrawające na groźby. W pierwszej kolejności był jednak najważniejszym przedstawicielem trendu w świecie social media marketingu. Ironiczne posty często przełamujące czwartą ścianę, stały się w ostatnich latach bardzo popularną formą komunikacji marki. 

Czytaj także:

Jakie są pozytywy, a jakie zagrożenia, przekraczania granic przez firmowe konta w mediach społecznościowych?

Moda na groźby

Social media manager firmy Beyond Meat wprost pisze w poście na Threads, że oszalał. Duo sugeruje, że coś złego stanie się twojej rodzinie, jeśli nie zrobisz dzisiaj swojej lekcji hiszpańskiego. ScrubDaddy – firma sprzedająca gąbki również grozi swoim ponad 4 mln obserwujących na TikToku, że mogą spotkać się z agresją ze strony gąbkowego gangu. 

Nawet Netflix zastanawia się, czy osoby prowadzące te konta dobrze się czują. 

Marketing w mediach społecznościowych zdominowała moda na szczere, często prowokacyjne treści. Czasem chodzi o przełamanie czwartej ściany, kiedy social media manager ujawnia się i zwraca bezpośrednio do obserwujących, czego specjalistą jest konto Beyond Meat. Innym razem odnoszą się do wydarzeń popkulturowych, które są zupełnie niezwiązane z ich branżą, gdzie szlaki przeciera Duolingo

Powód? Marki chcą sprawiać wrażenie bardziej ludzkich, młodzieżowych, pozostających na bieżąco z codziennymi wydarzeniami. Do tego liczą, że w ten sposób ich posty zostaną wiralem

Idealnym przykładem jest nagranie opublikowane przez polski hotel w sierpniu ubiegłego roku. Na filmie przedstawicielka obiektu znudzonym tonem opowiada o usługach dostępnych dla gości. Wskazuje na basen, mówi "tu się pływa", na saunę – "tu ciepło", na wannę do kąpieli lodowej – "tu zimno". 

W trzy dni od publikacji nagranie wyświetlono 2,5 mln razy. A za nimi poszły następne firmy. 

– To zapewne najpopularniejsza kreacja marketingowa ubiegłego roku – mówi mi Albert Długoszewski, head of social media w Grupie naTemat. – Inne marki zaczęły robić podobne filmy. Firmy stale szukają czegoś, co wygeneruje dużo wyświetleń i lajków, a najprostsze do tego jest podczepianie się pod trendy

Nie bez ryzyka

Śmierć Duo jest bardzo ważnym wydarzeniem w świecie nieokrzesanego marketingu internetowego. Na zdarzenie zareagowały nie tylko największe zachodnie media, ale też konta w mediach społecznościowych firm z każdej możliwej branży. 

Swoje kondolencje w socialach opublikowała Europejska Agencja Kosmiczna, Dua Lipa, Netflix, Assassin’s Creed czy WHO. 

– Te profile prowadzą ludzie, którzy rozumieją język internetu – mówi Długoszewski. – To są treści, które możemy przesłać znajomym. Gdy na nie patrzymy, nie zważamy na to, czy to jest marka, czy jakaś osoba. Ważniejsze jest czy ten post obiektywnie nam się podoba, ma dla nas jakąś wartość dodaną, chociażby przez to, że wywołuje w nas uśmiech. 

Czytaj także:

Taki sposób prowadzenia mediów społecznościowych wiąże się jednak z ryzykiem. W końcu granica między ironią a obrażaniem kogoś jest bardzo cienka. Jak dodaje head of social media w Grupie naTemat, nie jest ona z góry ustalona dla każdej społeczności.

– Dla każdego ta granica leży w innym miejscu. A jeśli marka ją przekroczy, może stać się pożywką dla kanałów typu commentary czy ekspertów z LinkedIna, czyli osób, które tylko czekają, aż dana firma się potknie. A im większe potknięcie, tym dłużej pozostaje w świadomości odbiorców.