parking w lesie
Mikoszewo już wygrywa w kategorii letniego zdzierania kasy z turystów. Chodzi o parking w samym środku lasu Fot. cb22 / Pexels.com

10 złotych za godzinę, płatne 24 godziny na dobę. Tak działa położony w samym środku lasu parking w Mikoszewie na Mierzei Wiślanej. Dzierżawca terenu postawił w na co dzień odludnym miejscu parkomaty i kasuje tych, którzy nie chcą drałować dwa kilometry na plażę. Tak restrykcyjnych zasad parkowania nie ma nawet w najściślejszym centrum Gdańska.

REKLAMA

To, że parkingi leśne na Mierzei Wiślanej są w wielu miejscach płatne, to żadna nowość. I w gruncie rzeczy jest to naturalne zjawisko, bo w szczycie sezonu ruch w wielu nadmorskich miejscowościach (zwłaszcza takich jak Stegna czy Kąty Rybackie) jest tak duży, że leśnicy muszą wygenerować jakąś rotację samochodów.

Leśnicy dzierżawią parkingi prywaciarzom

Dlatego przed tegorocznymi wakacjami znów rozpisali przetargi na prowadzenie płatnych parkingów przez prywatne firmy. Zmieniło się jednak to, że te postanowiły pójść z duchem czasu i wprowadziły zasady, które turystów wprawiają w osłupienie.

Opowiem wam o mojej wizycie w Mikoszewie. Zdecydowanie najcichszej i najrzadziej odwiedzanej miejscowości na Mierzei Wiślanej (co jest dla wielu osób jej wielkim atutem) głównie z racji tego, że nie ma tu wielkiej bazy noclegowej, lokali gastronomicznych jest jak na lekarstwo, a odległość do plaży jest dość duża, Mikoszewo leży bowiem bezpośrednio przy ujściu Wisły.

Dla tych, którzy nie chcą iść nad morze dwa kilometry na piechotę, wydzielony jest leśny parking. Nie jest on położony bezpośrednio nad morzem, bo do plaży trzeba z niego dojść jeszcze około 700 metrów.

Zwykle w szczycie sezonu dzierżawca terenu stawiał na wjeździe parkingowego, który kasował za postój samochody wjeżdżające na ten teren. Z oczywistych powodów taka osoba pracowała jednak tylko w ciągu dnia i dopiero wtedy, gdy sezon na dobre się rozkręcił.

Ale firma, która wygrała przetarg na dzierżawę terenu, uznała że takie rozwiązanie jest nieekonomiczne. I zdecydowała, by zrobić na parkingu leśnym w Mikoszewie to samo, co robi w wielu innych lokalizacjach na terenie miast, np. przy szpitalach, i postawiła w tym miejscu dwa parkometry.

logo

Zdzierstwo 24/7

Wjeżdżając na parking od razu widzimy kilka tablic rozstawionych w różnych miejscach pomiędzy drzewami, informujących o tym że kierowca wjeżdża na teren płatnej strefy. Do tego dwa toi-toie i wielki regulamin. Cennik? Nie ma mowy o darmowych pierwszych 30 czy 60 minutach. Od razu trzeba wyskakiwać z 10 złotych za godzinę postoju.

Jeśli chcemy zostać na plaży dłużej, możemy od razu zapłacić za pobyt całodobowy – 40 złotych. A jeśli nie zapłacimy, czeka nas mandat w wysokości 240 złotych. To, co jest w tej sytuacji najbardziej kuriozalne, to że wymóg pobrania takiej opłaty obowiązuje przez 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.

Nawet w najbardziej obleganych centrach polskich miast strefa parkowania nie działa całodobowo, a opłaty nie dochodzą praktycznie nigdzie do wysokości 10 złotych.

Lasy Państwowe tłumaczą, że pieniądze z dzierżawy leśnych parkingów przeznaczają na utrzymanie szlaków, remonty wiat i inne prace porządkowe. Ma to im przynosić wpływy w wysokości około 600 tysięcy złotych rocznie. A dzierżawcy mają pełną swobodę w kształtowaniu polityki parkingowej na przydzielonym im terenie, co oznacza że mogą wprowadzić dowolną metodę na kasowaniu turystów, w tym takie pozwalające na maksymalizowanie zysków.

Szkoda, bo gdyby w przetargu określono warunki takie jak zróżnicowane zasady pobierania opłat w okresie przed sezonem czy też niepobieranie ich poza godzinami szczytu (nie mówiąc o środku nocy), to dzierżawcy nie mogliby uprawiać aż takiej wolnej amerykanki.

logo

Po co spokojnemu miasteczku taka antyreklama?

A tak Mikoszewo dostało przed wakacjami 2026 roku ogromną antyreklamę. Kiedy odwiedziłem ten parking w ciepłe piątkowe przedpołudnie, samochodów stało tam raptem kilka, a ludzie którzy przyjechali tego dnia nad morze byli zdegustowani tym, że ktoś z nich zdziera pieniądze w taki sposób. Nie po to wybrali się do tak spokojnego nadmorskiego zakątka, żeby i tu natrafić na wszechobecną w miastach parkometrozę.

Można zrozumieć ustawianie tych urządzeń w miastach, w miejscach gdzie trzeba wymusić na kierowcach krótkie postoje. Pytanie co ma wymusić na ludziach kasowanie ich za zostawienie auta w majowy wieczór na pustym leśnym parkingu? Bo na mnie na przykład wymusiło omijanie Mikoszewa w tym sezonie szerokim łukiem.