Mężczyzna z otwartymi oczami leżący na dywanie z butelką w dłoni, otoczony przez porozrzucane przedmioty.
Turysta ważniejszy niż mieszkaniec. Z ustawy o najmie krótkoterminowym rząd zostawił ogryzek. fot. Roman Samborskyi / Shutterstock

Właściciele mieszkań wynajmowanych na doby mogą odetchnąć z ulgą, a wraz z nimi może to zrobić wielki biznes, lobbyści i lubujący się w dzikich uciechach turyści. Rząd przyjął ustawę regulującą najem krótkoterminowy w najwęższej możliwej formie. Odrzucono wszystkie pomysły wykraczające poza wymagane przez Unię Europejską minimum. Zrezygnowano z narzędzi pozwalających na realne przeciwdziałanie patologiom na airbnb.

REKLAMA

Ustawa o najmie krótkoterminowym w wersji minimum. Biznes znów wygrał ze zwykłymi ludźmi

To najgorsza ustawa jaka wyszła z rządu – pisze o ustawie mającej regulować w Polsce najem krótkoterminowy... członkini tego rządu. Ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz została odesłana z kwitkiem ze wszystkimi swoimi pomysłami. Wygrało podejście reprezentowane przez PSL, polegające nie na ochronie mieszkańców, ale na uczynieniu jak najmniejszych dolegliwości przedsiębiorcom zarabiającym grube miliony na wynajmie mieszkań na doby.

I choć szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz przekonuje, że "sugestia ulegania lobbystom jest kłamstwem służącym politycznej narracji", to fakty całkowicie temu przeczą.

Co zatem znalazło się w okrojonej ustawie o najmie krótkoterminowym? Ministerstwo Sportu i Turystyki przekonuje, że jest tam cała gama rozwiązań porządkujących rynek usług noclegowych w Polsce. To między innymi:

  • ochrona mieszkańców przed negatywnymi skutkami nieuregulowanego najmu krótkoterminowego
  • większa przejrzystość rynku
  • skuteczniejsze ograniczenie szarej strefy
  • wyższe bezpieczeństwo turystów
  • wdrożenie przepisów UE dotyczących najmu krótkoterminowego
  • Problem w tym, że ile by tych podpunktów nie wymieniono (a we wpisie resortu jest ich więcej), to de facto wszystkie innymi słowami opisują tylko jedno rozwiązanie. Mowa o Centralnym Wykazie Turystycznych Obiektów Noclegowych.

    Ustawa, która nie daje prawie żadnych narzędzi mieszkańcom

    Tak, jego istnienie jest ważne i z całą pewnością wprowadzi on jakiś porządek w branży. Bardzo trudno będzie funkcjonować w szarej strefie, każdy będzie mógł sprawdzić czy w miejscu, do którego zamierza się wprowadzić, funkcjonują apartamenty na doby. Za złamanie zasad współżycia społecznego będzie możliwość wykreślenia z rejestru.

    To jednak byłoby na tyle, bo żadnych dodatkowych rozwiązań (znanych między innymi z Hiszpanii) nie zdecydowano się wprowadzić. – Obecny, przyjęty przez Radę Ministrów projekt jest najbardziej ze wszystkich jej wersji zbliżony do tego, czego oczekujemy od regulacji – napisało po podjęciu decyzji przez rząd Polskie Stowarzyszenie Wynajmu Krótkoterminowego.

    Czego zatem nie ma w ustawie? Otóż nie ma w niej praktycznie żadnych zapisów dających narzędzia sąsiadom lokali wynajmowanych na Bookingu czy Airbnb do dyscyplinowania ich właścicieli. Z ustawy na ostatniej prostej wykreślono między innymi nadanie samorządom uprawnienia do wyznaczania stref wolnych od uprawiania najmu krótkoterminowego.

    Stało się to po uwzględnieniu uwag firmy najbardziej zainteresowanej wykreśleniem tego punktu, czyli... serwisu noclegowego Airbnb. Powoływał się on naruszenie w ten sposób prawa do dysponowania swoją własnością i tym samym niekonstytucyjność przepisu. Co jest absurdalne patrząc na to, jak wiele innych ograniczeń już funkcjonuje w dużych miastach: dotyczących norm hałasu, ograniczenia sprzedaży alkoholu czy ciszy nocnej.

    Z ustawy wykreślono też – ku uciesze Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego – przepisy nakazujące spełniać konkretne wymogi przeciwpożarowe, w odpowiedni sposób zatwierdzone instytucjonalnie. Wreszcie porzucono też postulowany od początku przez Polskę 2050 przepis mówiący o tym, że zgodę na prowadzenie działalności w postaci najmu krótkoterminowego musiałaby wyrazić dana wspólnota ("dające ludziom prawo do decydowania czy mają hotel/burdel za ścianą" – tak określiła je w swoim wpisie ministra Pełczyńska-Nałęcz).

    Dla osób zaangażowanych w pisanie tej ustawy – zwłaszcza dla wiceministra sportu i turystyki Ireneusza Rasia – ten zapis był od początku zapisem kontrowersyjnym. Zapewne dlatego, że dawał realne narzędzia zwykłym ludziom do walki z bezdusznymi biznesmenami, których nie obchodzi, że zwykli mieszkańcy mają za ścianą piekło.

    Nowe prawo o najmie krótkoterminowym nie rozwiąże żadnych problemów mieszkańców

    Mamy zatem ustawę może nie bezzębną, ale bardzo szczerbatą, i to po wielu latach prac i dyskusji nad tym co zrobić z tym coraz bardziej niszczącym lokalne społeczności zjawiskiem. Właściciele wynajmowanych mieszkań triumfują, bo w ich działalności de facto nic się nie zmieni i nikt im nie będzie mógł podskoczyć.

    Zwykli ludzie, rwący sobie ostatnie włosy z głowy przez kolejny szwedzki bądź brytyjski wieczór kawalerski za ścianą, mają prawo uznać że rząd ma w nosie realne problemy Polaków, a zamiast tego ogląda się na najbogatszych i sprzyja tylko i wyłącznie nim. A rząd nie będzie miał jak tego sprzedać jako sukces, bo już widać, że lwia część opinii publicznej jest rozczarowana jego postawą.

    Polskie miasta czeka zatem dalsza degradacja i wyludnianie się obszarów śródmiejskich. Kolejne dzielnicy zaczną zamieniać się w wyspy airbnb, do których mieszkańcy miasta nie będą chcieli się zapuszczać, bo i po co?

    Zmarnowano okazję do przeprowadzenia naprawdę ważnej i potrzebnej reformy. Zapewne myśląc, że ludzie tego nie zauważą, zajęci raz wakacjami, a dwa rozmową o problemach służby zdrowia. Na miejscu rządu Donalda Tuska nie byłbym jednak tego taki pewien: problem z pseudouregulowanym najmem krótkoterminowym będzie wracał jak bumerang. I to temu rządowi ludzie będą przypisywać za to odpowiedzialność. Zasłużenie.