ręka dziecka w szpitalu
Przerażające problemy onkologii dziecięcej na Śląsku. Fot: Kwangmoozaa/Shutterstock

"Spełnił się czarny scenariusz, przed którym ostrzegaliśmy" – przekazał komitet powołany przez rodziców, którzy są przeciwni przeniesieniu oddziału onkologii i hematologii dziecięcej z Katowic do Zabrza. W tle od dawna działy się niepokojące rzeczy.

REKLAMA

W poście, jaki został opublikowany w social mediach Komitetu na rzecz Bezpiecznej Onkologii Dziecięcej, czytamy o tym, co stało się w Zabrzu. Jak podaje także TVP Katowice, pielęgniarki nie potrafiły zatamować krwotoku z nosa i ust u jednego z chorych dzieci. Na miejscu miało nie być lekarza specjalisty.

Onkologia dziecięca i silny krwotok u małego pacjenta

Najpierw pokrótce opiszmy to, co napisali rodzice. Z relacji Komitetu, wynika, że 8 sierpnia około godziny 20.00 "u dziecka rozpoczął się bardzo silny krwotok z nosa i ust". Był na tyle silny, że "zakładane opatrunki i tamponady szybko przesiąkały krwią". Wypływu krwi nie dało się opanować.

"Było oczywiste, że niski poziom płytek krwi u dziecka, nie pozwoli na opanowanie tego krwotoku doraźnymi sposobami" – opisują rodzice w poście.

Dziecko ratowały pielęgniarki, które, jak wynika z opisu, przez 3 godziny próbowały zatamować krwawienie. Bezskutecznie. "Pomimo wcześniejszych zapewnień dyrekcji szpitala o dostępności specjalistów na miejscu, nie było przy dziecku laryngologa, który jako jedyny mógł mu uratować życie" – dodają rodzice.

Po trzech godzinach od rozpoczęcia krwotoku lekarz dyżurny miał podjąć decyzję o transporcie dziecka do innego szpitala, gdzie lekarz "wykonał tamponadę na SORze".

Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze. O ile można użyć tego słowa w kontekście tej sytuacji. "Ile jeszcze takich ryzykownych dla życia dzieci sytuacji musi się wydarzyć, żeby ktoś zrozumiał, że to nie działa i działać nie może w tym miejscu?" – dopytują w poście przerażeni rodzice.

Onkologia dziecięca na Śląsku. Bezpieczeństwo małych pacjentów po decyzji ws. połączenia oddziałów

By w pełni zrozumieć emocje autorów przytoczonego postu, należy cofnąć się do 1 lipca. Wtedy to działalność rozpoczęło Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Zabrzu, które powstało w wyniku połączenia oddziałów z Katowic i Zabrza.

I tu pojawia się pierwszy przerażający zwrot akcji. Także 1 lipca wypowiedzenia złożyło sześciu lekarzy z katowickiego oddziału. Powód? Ich obawy dotyczące bezpieczeństwa pacjentów.

– Umiejscowienie oddziału w nowym Centrum w Zabrzu, bez pełnego zaplecza diagnostyczno-konsultacyjnego może być niebezpieczne dla dziecka – z zagrożeniem życia włącznie, jeśli na przykład wymaga ono pilnej konsultacji specjalistycznej: pilnej oceny neurochirurgicznej czy pilnego zabiegu neurochirurgicznego – tłumaczyła w tvn24.pl dr Agnieszka Mizia-Malarz, dotychczasowa ordynator onkologii dziecięcej w GCZD w Katowicach.

Już 30 czerwca 2026 r., czyli dzień przed rozpoczęciem działalności nowego ośrodka, zespół lekarzy Oddziału Onkologii, Hematologii i Chemioterapii GCZD przygotował swoje stanowisko, w którym wyraził zastrzeżenia dotyczące organizacji leczenia najmłodszych pacjentów onkologicznych po przeniesieniu oddziału.

Czytamy w nim o m.in. braku pełnego zabezpieczenia konsultacji specjalistycznych dla dzieci wymagających leczenia wielodyscyplinarnego, braku jasnych zasad leczenia dzieci z guzami ośrodkowego układu nerwowego i braku odpowiedzi na zgłaszane od wielu miesięcy uwagi dotyczące organizacji nowego ośrodka.

Z kolei nieco później, 9 lipca 2026 r., lekarze opublikowali kolejne oświadczenie, w którym przypomnieli, że zgłaszali swoje uwagi przez ponad półtora roku. Zaznaczyli, że ich odejście z pracy nie było więc nagłe.

Onkologia dziecięca na Śląsku. Rodzice dobijają się do polityków

TVP Katowice informowało o jeszcze innych problemach: błędach, jakie pojawiały się w internetowym koncie pacjenta. Zauważono np. źle zaraportowane wyniki rezonansu magnetycznego dziecka chorego na neurofibromatozę.

Sprawą zainteresował się też m.in. poseł Michał Wójcik (PiS), który początkiem sierpnia zwołał pod zabrzańskim szpitalem konferencję prasową, podczas której zwrócił uwagę na problem.

O sytuacji poinformowano też marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego (Lewica). Sami rodzice przygotowali z kolei petycję dotyczącą powrotu dzieci do szpitala w Katowicach. Na razie wszystkie te działania nie przynoszą efektów.

Co na to Uniwersytet Medyczny?

Jak jednak na to wszystko reagują władze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, który odpowiada za szpital w Zabrzu? Te przekonują, że jednostka działa dobrze.

Mało tego: liczba pacjentów na połączonym oddziale została podwojona. Spełnia też standard opieki tożsamy z wiodącymi ośrodkami w Polsce i Unii Europejskiej i ma zapewniać kompleksową diagnostykę oraz leczenie.

Na incydent z 8 sierpnia placówka odpowiedziała komunikatem, z którego wynika, że chłopczyk, u którego wystąpił krwotok, nie jest pacjentem onkologicznym, a hematologicznym ze zdiagnozowaną oporną małopłytkowością, a "stan, który u pacjenta wystąpił, nie stanowił dla niego zagrożenia".

"W trakcie całego zdarzenia stan pacjenta był monitorowany. Nie występowały objawy wstrząsu ani znacznej utraty krwi, zaburzenia świadomości czy utrata przytomności. Nie było również objawów wskazujących na konieczność przekazania pacjenta do innego oddziału", dodał szpital w Zabrzu.

Systemowy kryzys finansowy w tle

Sytuacja w Zabrzu wpisuje się w szerszy problem polskiej ochrony zdrowia. Jak pisaliśmy w InnPoland, szpitale zostają bez pieniędzy na leczenie – "pieniądze kończą się nam już co miesiąc", alarmują dyrektorzy, a NFZ zwleka z płatnościami. Przez brak środków placówki ograniczają operacje planowe.

Rządowe wsparcie okazuje się jednak niewystarczające. Jak pisaliśmy w InnPoland, rząd przeznaczy 1,1 mld zł na szpitale – jednak to kropla w morzu systemowych problemów, bo luka finansowa w systemie ochrony zdrowia szacowana jest na około 23 mld zł.

Efektem tego są coraz częstsze likwidacje placówek. Przykład z ostatnich dni? Szpital w Miastku zamknięty – trzeba mieć zdrowie, by dojechać do "zamiennika", bo od 1 sierpnia 2026 roku placówka nie prowadzi już działalności leczniczej, a jej zadłużenie przekroczyło 40 mln zł.

Sonda

Czy ufasz, że mali pacjenci onkologiczni w Zabrzu są bezpieczni?

0 odpowiedzi