
Szpital w Miastku zamknięty. Najbliższy jest 43 km dalej. Mieszkańcy, którzy potrzebują hospitalizacji, muszą teraz korzystać z placówek w innych miastach.
Od 1 sierpnia 2026 roku Szpital Miejski w Miastku nie prowadzi już działalności leczniczej. Wraz z jej zakończeniem wygasły z mocy prawa umowy placówki z Narodowym Funduszem Zdrowia na świadczenia szpitalne, specjalistyczne i rehabilitacyjne. Potwierdziła to rzeczniczka pomorskiego NFZ Monika Kierat.
Szpital w Miastku zakończył działalność. Gdzie teraz mają jechać pacjenci?
Problemy szpitala narastały od wielu miesięcy. Placówka zmagała się z brakiem lekarzy i trudną sytuacją finansową. Zadłużenie przekroczyło 40 mln zł.
Kolejne oddziały były zamykane w ostatnich tygodniach. 17 lipca zawieszono działalność chirurgii i intensywnej terapii. Od 1 sierpnia nie działa także oddział chorób wewnętrznych, blok operacyjny oraz pracownie diagnostyczne, w tym RTG i tomografia komputerowa. To zresztą element szerszego zjawiska – NFZ tnie dofinansowanie badań ponad limit, co dla mniejszych placówek oznacza, że utrzymywanie własnej diagnostyki przestaje się spinać finansowo.
Osoby, które wymagają hospitalizacji, są kierowane do innych szpitali w regionie. Chodzi o placówki w Bytowie, Człuchowie, Chojnicach, Kościerzynie i Słupsku. Odległość do najbliższego szpitala to około 43 km.
Mieszkańcy Miastka nie mogą już liczyć na leczenie szpitalne na miejscu. W razie potrzeby przyjęcia do szpitala pacjent zostanie skierowany do innej placówki. Wygaśnięcie umowy na świadczenia rehabilitacyjne oznacza też, że część pacjentów będzie szukać alternatyw poza powiatem – łącznie z leczeniem uzdrowiskowym, a sanatorium NFZ bez kolejki bywa dostępne szybciej, niż wynika to z oficjalnych terminów.
Zamknięcie szpitala to jednak nie koniec działalności ratownictwa medycznego w mieście. W Miastku nadal stacjonują dwa zespoły ratownictwa medycznego. W nagłym zagrożeniu zdrowia lub życia pacjenci nadal mogą więc korzystać z pomocy ratowników.
Mieszkańcy mogą także odebrać swoją dokumentację medyczną w zamkniętej placówce.
Zobacz także
Dlaczego szpital został zamknięty?
Za kryzysem stoją przede wszystkim problemy kadrowe i finansowe. Brak lekarzy uniemożliwiał utrzymanie kolejnych oddziałów. Miastko nie jest tu wyjątkiem – podobnie jak w szpitalu w Mławie brak lekarzy od miesięcy wymuszał ograniczanie przyjęć i wywoływał otwarty konflikt z organem prowadzącym.
Presję na budżety placówek zwiększyły też koszty pracy. Płaca minimalna dla lekarzy od 1 lipca wzrosła kolejny raz, a mniejsze szpitale muszą jednocześnie konkurować stawkami dyżurowymi z dużymi ośrodkami. Skutki widać w całym kraju: w Warszawie Szpital Południowy zlikwidował sale chorych, zamieniając je na pomieszczenia dla personelu.
Sytuację pogorszyła kontrola NFZ dotycząca rozliczania zabiegów neurochirurgicznych. Pod koniec lipca Fundusz nałożył na szpital karę w wysokości 13,2 mln zł.
Kontrolerzy stwierdzili poważne nieprawidłowości w dokumentacji. W niektórych dniach wykazywano nawet 77 zabiegów, a rachunki wystawiane przez zewnętrzną firmę sięgały 300 tys. zł dziennie.
Szpital nie miał własnego oddziału neurochirurgicznego, dlatego część zabiegów wykonywała zewnętrzna spółka. Według ustaleń NFZ pacjenci przechodzili krótkie zabiegi termolezji, za które Fundusz płacił około 1,5 tys. zł. W dokumentacji miały być jednak wykazywane jako znacznie bardziej skomplikowane operacje wymagające hospitalizacji, wyceniane na ponad 6,5 tys. zł.
Sprawę badają CBA i prokuratura. Chodzi o podejrzenie wyłudzenia pieniędzy oraz fałszowania dokumentacji medycznej. Placówka ma 14 dni na odwołanie od wystąpienia pokontrolnego NFZ.
Nie wiadomo też, czy szpital zostanie uratowany w innej formie. Marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk mówił w Radiu Gdańsk, że samorząd województwa ani Szpital w Słupsku nie przejmą zadłużenia placówki.






