
Za nami I tura wyborów prezydenckich w Krakowie. Wygrał ją bezpartyjny Łukasz Gibała, ale w dogrywce zmierzy się z Moniką Piątkowską, kandydatką popieraną przez KO i PSL. W tym tekście pod lupę weźmiemy programy obojga kandydatów i zastanowimy nad czymś jeszcze: czy aby sama wola włodarza miasta to nie za mało, by realizować obietnice wyborcze.
W I turze wyborów w Krakowie niezależny Łukasz Gibała zdobył 36,38 proc. głosów. Na popieraną przez KO i PSL senator Monikę Piątkowską zagłosowało 29,91 proc. wyborców. Przed nimi teraz wyborcza dogrywka, którą zaplanowano na 11 października.
W tym tekście w pierwszej kolejności przeanalizujemy programy wyborcze obojga kandydatów (programy wszystkich opisaliśmy, gdy twierdziliśmy, że Kraków jest na rozdrożu), a następnie zastanowimy się, czym dokładnie się różnią.
Łukasz Gibała, czyli przede wszystkim "koniec z kolesiami"
Gibała wyrósł w tych wyborach na kandydata protestu. W jego programie wyborczym czytamy, że chce "skończyć z partyjniactwem". W praktyce ma to oznaczać "weryfikację wszystkich osób zatrudnionych w ciągu ostatnich dwóch lat w urzędzie oraz miejskich spółkach". Jeżeli okaże się, że ktoś znalazł pracę za pomocą "kolesiostwa", straci swój etat. Za tym ma pójść zmniejszenie liczby członków rad nadzorczych.
Swoje rządy Gibała chce rozpocząć od "rzetelnie przeprowadzonego audytu". Ma chodzić i o finanse miasta, i wszystkich jednostek oraz spółek miejskich. Całość przeprowadzi niezależna firma zewnętrzna.
Co ciekawe potencjalny prezydent stolicy Małopolski chce ograniczyć wydatki na działania promocyjne, gdyż jest zdania, że część z nich jest zbędna. Inwestować chce jednak m.in. w budowę nowych linii tramwajowych.
W kwestii najbardziej kontrowersyjnego tematu kampanii wyborczej, Strefy Czystego Transportu (SCT), Gibała nie chce zająć wyraźnego stanowiska: głos chce oddać Krakowianom, którzy w referendum zdecydują, jaki obszar powinna obejmować strefa i na jakich zasadach funkcjonować.
Marzy się mu też Miejskie Laboratorium, w którym uda się połączyć sztuczną inteligencję, robotyzację i cyfryzację "z wiedzą i siłą mieszkańców, przedsiębiorców i urzędników". Miasto miałoby stać się centrum technologicznym. To ciesząca się niegdyś złą sławą Nowa Huta ma być miejscem prac nad innowacyjnymi projektami.
Do Krakowa mają zostać też zaproszone firmy, które działają w bezemisyjnych sektorach produkcyjnych, np. wytwórstwa baterii, zaawansowanej elektroniki czy robotyki. Gibała chce przy tym wspierać miejskich rzemieślników i lokalnych artystów.
Choć Gibała startuje jako kandydat niezależny i chcę tępić "partyjniactwo", widzi także przestrzeń do rozmowy z rządem: władze krakowskie mają naciskać na uregulowanie najmu krótkoterminowego, a także "zabiegać w Warszawie o zmianę przepisów, co pozwoli na wprowadzenie w Krakowie podatku turystycznego, płaconego przez każdego turystę nocującego w mieście". Tak zdobyte środki zostaną wydane m.in. na sprzątanie miasta, wywóz odpadów, utrzymanie przestrzeni publicznej oraz dodatkowe patrole straży miejskiej.
Gibała zauważa też, że miasto powinno zaprzestać wyprzedaży miejskich lokali i w zamian za to zapewnić Krakowianom realne wsparcie mieszkaniowe. Szczególnie tym, których nie stać na własne "M". Chce wziąć pod lupę aż 2 tysiące pustostanów, które mogą zostać racjonalnie wykorzystane.
Monika Piątkowska stawia na nowe inwestycje technologiczne
Jak na ten program odpowiada wspierana przez KO i PSL Monika Piątkowska? Także twierdzi, że Kraków potrzebuje spójnego i lepszego systemu transportowego, "w którym metro, tramwaje, drogi, parkingi i komunikacja miejska tworzą jeden organizm".
W dalszej części swojego programu zwraca uwagę na szeroko pojęte bezpieczeństwo miasta. Nie chodzi tylko o częstsze patrole na ulicach, ale przygotowanie mieszkańców na najgorsze (pewny dostęp do energii i żywności, obrona cywilna czy miejsca schronienia).
Przyznaje, że gospodarka lokalna miasta nie może opierać się tylko na turystyce, usługach i rynku nieruchomości. Piątkowska chce nowych inwestycji technologicznych, przemysłowych i badawczych. Obiecuje, że będzie starać się o zbudowanie w mieście infrastruktury związanej ze sztuczną inteligencją, co ma dodatkowo pobudzić rynek pracy.
I ona chce wprowadzenia opłaty turystycznej, która zostanie następnie wydana na porządek, transport publiczny, remonty i poprawę jakości życia w najbardziej obciążonych dzielnicach Krakowa.
Piątkowska pragnie też, by młodzi ludzie, którzy dziś studiują w Krakowie, zostawali w mieście. Twierdzi, że zagwarantuje więcej mieszkań na wynajem społeczny i stypendia w obszarach ważnych dla rozwoju miasta. Wszystko obuduje systemem staży i programem "pierwszego zatrudnienia".
Główny program kandydatka KO rozbudowała o swoje piątki dla dzielnic. W ten sposób pokazała, że myśli i w skali makro, i mikro. I tak np. na terenie Starego Miasta mają działać całodobowe toalety publiczne. Polityczka rozważy też ograniczenie sprzedaży alkoholu w nocy. W innych dzielnicach proponuje m.in. budowę chodników, rozbudowę sieci tramwajowej, remont przedszkola czy rewitalizację parków. Przyznaje, że chce zmian dot. SCT.
Wybory w Krakowie. To bitwa nie tylko na programy
Na poziomie programów kandydaci nie różnią się aż tak mocno. I Piątkowska, i Gibała chcą poprawić jakość życia w Krakowie, wzmocnić lokalną gospodarkę i sprawić, by region się rozwijał. Różnicę widać w innym miejscu: ten drugi – jako kandydat niezależny i niepartyjny – stara się wyróżnić narracją o niezatrudnianiu "kolesi" i rozbiciu rzekomych miejskich układów. To zmusza go niejako do krytykowania obozu rządzącego.
I tu pojawia się problem, bo choć wiele postulatów Gibały jest słusznych, niepotrzebnie poszedł w ostrą rywalizację ze środowiskiem KO, co może potem utrudniać mu rządzenie (zakładając, że wygra wybory). Właściwie to największy paradoks tej kandydatury: sprzeciw przeciwko temu, co robił Aleksander Miszalski, zwiększył szanse wyborcze Gibały, ale jednocześnie może potem sprawić, że trudniej będzie mu np. lobbować w rządzie za konkretnymi rozwiązaniami prawnymi korzystnymi dla Krakowa.
Z kolei sukces Piątkowskiej może oznaczać umocnienie się w Krakowie Koalicji Obywatelskiej. Problem w tym, że to właśnie – rządy tej partii i jej polityka – sprawiło, że Krakowianie tłumnie stawili się w lokalach referendalnych, by odsunąć to środowisko od władzy. Z drugiej strony obecna senator w skuteczniejszy sposób mogłaby współpracować z obecnym gabinetem Donalda Tuska.
Zobacz także
O co dokładnie chodzi w wyborach w Krakowie?
Ostatecznie więc krakowska druga tura będzie nie tylko wyborem między dwoma programami, które aż tak bardzo się od siebie nie różnią, ale między dwoma różnymi sposobami sprawowania władzy samorządowej.
Łukasz Gibała stawia na niezależność od partyjnych struktur i rozliczenie dotychczasowego sposobu zarządzania miastem, co może dawać mu większą swobodę w podejmowaniu decyzji, ale jednocześnie utrudniać kontakt z władzami centralnymi.
Z kolei Monika Piątkowska może liczyć na łatwiejszy kontakt z rządem i zapleczem politycznym KO, ale jej zwycięstwo może oznaczać powrót do lokalnej władzy środowiska, wobec którego część mieszkańców wyraziła sprzeciw. O tym, który z tych modeli bardziej odpowiada Krakowianom, zdecydują oni sami 11 października.
Na kogo oddałbyś swój głos?
... odpowiedzi






