Boeingi 737 Max wrócą w powietrze? Europejscy piloci zgłaszają kolejne zastrzeżenia

Arkadiusz Przybysz
Boeing zapowiedział, że uziemione niedawno samoloty 737 Max, już niedługo będą mogły wyruszyć na trasy. Piloci z Europy nie ufają tym zapowiedziom koncernu i zgłaszają kolejne wątpliwości.
Boeingi 737 Max latały także we flocie LOT-u Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
O nastrojach wśród pilotów donosi serwis Deutsche Welle. Związek zawodowy pilotów poinformował, że są oni "głęboko zaniepokojeni" tą zapowiedzią.

Samolotom tego typu nie wolno poruszać się w polskiej (i nie tylko) przestrzeni powietrznej, zaś LOT tymczasowo wycofał je z użytkowania. To pokłosie dwóch katastrof tych maszyn, które – jak podejrzewają eksperci – mogą mieć usterkę, skutkującą nieprawidłową reakcją elektroniki samolotu, co może doprowadzić do tragedii.

Nie jest wykluczone, że do dwóch ostatnich katastrof Boeingów przyczynił się system zapobiegający tzw. przeciągnięciu, czyli utracie siły nośnej. Zdaniem śledczych ten właśnie układ zadziałał nieprawidłowo w przypadku samolotu indonezyjskich linii lotniczych. Ta maszyna rozbiła się jesienią zeszłego roku. Teraz niedługo po starcie spadł samolot w Etiopii, zabijając wszystkich pasażerów i członków załogi.


Boeing ma zaufanie do bezpieczeństwa maszyn
Zarówno amerykańskie władze, jak i producent zdawały się nie dopuszczać do siebie myśli, iż z maszynami może być coś nie tak. Boeing dość szybko wypuścił i udostępnił aktualizację oprogramowania samolotów, ale ciągle podkreśla, że "ma pełne zaufanie do bezpieczeństwa samolotów 737 Max".

Jak twierdzą osoby zainteresowane tematem, Amerykański Urząd Lotnictwa FAA, odpowiedzialny za certyfikację boeingów, liczy się z tym, że zakaz eksploatacji tych maszyn mógłby zostać zniesiony już pod koniec czerwca. Urząd zapowiada oczywiście, że zniesienie zakazu zostanie poprzedzone dokładnymi badaniami maszyn.

Europejscy piloci mają jednak wątpliwości, czy rzeczywiście zakaz powinien zostać zniesiony. Ich zdaniem wiele pytań pozostało bez odpowiedzi. Krytykują oni ponadto fakt, że część badań została pozostawiona po stronie producenta, zamiast być przeprowadzona przez niezależnych audytorów.