
Opłata OZE ma rekompensować tzw. „sprzedawcom zobowiązanym” (faktycznie grupom energetycznym) zakup energii z OZE po cenie wyższej od hurtowej, czyli ma służyć redystrybucji kosztów systemu wsparcia z OZE w UOZE. Opłata ta została ustalona przez poprzedni rząd na poziomie 2,51 zł/MWh i ma obwiązywać od lipca (tj. po wejściu w życie rozdziału 4 UOZE z systemom wsparcia) do końca br. Przyniesie to - do rozdysponowania koncernom energetycznym w formie zaliczki ok. 150 mln zł dodatkowych wpływów zebranych z rachunków odbiorców energii. Kwota nie jest wygórowana, ale faktyczne koszty wsparcia OZE będą znacząco niższe, bo nowelizacja UOZE w obecnej wersji nie spowoduje wzrostu produkcji energii z OZE w br. Będzie to zatem swego rodzaju skromny prezent od rządu dla koncernów energetycznych, w praktyce „nieodczuwalny” dla większości odbiorców energii (zauważą tylko z złowieszczy składnik na rachunku „opłata OZE. W ub. roku wysokość „opłaty OZE” i stawała się orężem walki Ministerstwie Gospodarki i całego rządu m.in. z poprawką prosumencką”. Zwolnienie z tej opłaty w branżach przemysłu ciężkiego miało być formą ich subsydiowania.
Średnio stawka opłaty przejściowej wzrośnie o 73% (pomijając najbardziej energochłonne firmy – aż o 85%). Wzrost opłat wydaje się całkowicie nieuzasadniony. Koszty zwiększonych dopłat do procesów spalania węgla poniosą głównie małe i średnie firmy, zwłaszcza te korzystające z najpopularniejszych taryf „C” (płacą za moc zamówioną). Firma, płatnik VAT zamawiająca 100 kW mocy dopłaci rocznie 165 zł/rok, przy 10 MW - 38 tys. zł/rok, ale przy mocy 100 MW – byłoby to aż 600 tys. zł/rok.
oplata przejściowa - 3,0 gr./kWh
Obecny projekt UOZE generuje zatem 10-krotnie większe koszty dla odbiorców z tytułu dopłat do sektora węglowego niż do OZE. W celu przejrzystej informacji o produkcie jakim jest energia elektryczna i fakcie jego subsydiowania, "opłata przejściowa" na rachunkach odbiorców energii powinna zmienić nazwę na "opłatę węglową".