Tak jakoś dziwnie wyszło, że pojęcie firmy rodzinnej związane zostało z enigmatycznym pojęciem sukcesji. Jeśli myślimy o naszej firmie jako o firmie rodzinnej, to musimy prędzej czy później zaznajomić się i przejść przez złożona problematykę procesów sukcesyjnych. Czy aby na pewno?

REKLAMA
Czy zdolność sukcesyjna organizacji, nasza chęć do przeprowadzenia sukcesji oraz skłonność i umiejętność naszych dzieci (wnuków!) do przejęcia własności i kontroli w przedsiębiorstwie jest krytyczna dla funkcjonowania firmy rodzinnej? Z jednej strony odpowiedź wydaje się być jednoznaczna; nie po to pracujemy przez lata budując przedsiębiorstwo, jego markę, rozpoznawalność, zdolności produkcyjne, aby po pewnym czasie rzucić to wszystko i przejść na mniej lub bardziej zasłużona emeryturę. Wizja sukcesji, a zatem możliwość przekazania własności i kontroli naszym bliskim wydaje się być niemalże biologicznym imperatywem. Należy jednak pamiętać, iż w przypadku procesów sukcesyjnych sama wola założyciela (seniora) rodu może nie wystarczyć. W wielu przypadkach bowiem nasze dzieci nie są zdolne lub co ważniejsze nie są zainteresowane kontynuacją działalności stworzonej przez swoich rodziców.
logo
pixabay.com
Nie jest moim zamiarem zastanawiać się tutaj dlaczego tak się dzieje - jest to absolutnie odrębny problem – jednak należy przyjąć, że w przypadku wielu firm rodzinnych tak naturalne, jak by się wydawało, procesy sukcesyjne nigdy nie będą miały miejsca. Jak to się mówi firma ma potencjał sukcesyjny ale brak jest sukcesorów. I co wtedy? Spotkałem się ostatnio z opinią jednego z seniorów rodu, który stanął twarzą w twarz z problemem sukcesji, iż najwyżej zlikwiduje to wszystko. Każde przedsiębiorstwo może na szczęście zakończyć swój byt i nie musi być to wcale dokonane na drodze postepowania upadłościowego. Warto jednak zastanowić się czy warto w ogóle myśleć o takim rozwiązaniu.
logo
pixabay.com
Brak woli naszych dzieci do przejęcia sterów w naszej firmie może wynikać z wielu powodów. Wydaje się jednak, iż kluczową przesłanką są odmienne i ugruntowane zainteresowania. Nie ma się bowiem co dziwić, gdy nasza córka – projektantka mody z całkiem pokaźnym dossier - nie jest zainteresowana prowadzeniem ubojni trzody chlewnej. Przykład drastyczny, ale bardzo życiowy. Jej wyraźna niechęć do przejęcia kontroli i własności, nie oznacza jednak, iż majątek zbudowany przez lata musi iść na zatracenie. Warto podkreślić tu słowo majątek – nie przedsiębiorstwo. Zatem jeśli nie sukcesja to co? Likwidacja lub sprzedaż majątku, zorganizowanych jego części lub całości przedsiębiorstwa.
logo
materiały własne
Podjęcie decyzji o sprzedaży całości lub części przedsiębiorstwa w obliczu braku możliwości sukcesji nie może być traktowane jako życiowa porażka, a niestety przesąd ten często pokutuje wśród przedsiębiorców rodzinnych. Można wręcz powiedzieć, iż to wymuszona sukcesja, niezgodna z wolą sukcesorów stanowi realne zagrożenie nie tylko dla bytu przedsiębiorstwa ale też, a może przede wszystkim, dla atmosfery relacji w rodzinie. Warto bowiem zauważyć, iż w przypadku sprzedaży firmy jej były właściciel może w znaczącym stopniu przyczynić się do rozwoju swoich dzieci, znajdując czas, którego brakowało gdy rozwijał własną firmę. Doświadczenie seniora w zakresie prowadzenia przedsiębiorstwa (złożonej organizacji) ma niekwestionowane znaczenie dla startujących w biznesie dzieci. Środki pozyskane ze sprzedaży firmy mogą stanowić kapitał dla rozwoju nowych, prowadzonych przez syna czy córkę działalności i dać im to co moim zdaniem najcenniejsze w biznesie – niezależność i swobodę podejmowania decyzji. Także tych mniej trafnych!
Prof. Maciej Stradomski
Przewodniczący Rady Programowej Instytutu Biznesu Rodzinnego
mstradomski@ibrpolska.pl
O alternatywach dla sukcesji międzypokoleniowej rozmawiać będziemy na III Międzynarodowym Kongresie Firm Rodzinnych już w kwietniu.