Znamienne jest to, że za każdym razem kiedy w mediach pojawia się temat środków unijnych najczęściej towarzyszącym mu słowem jest “wydać”. Czy w inwestycjach współfinansowanych ze środków europejskich rzeczywiście chodzi o to żeby wydawać?
REKLAMA
Tym razem pozwolę sobie na refleksję szerszą niż sam transport, choć oczywiście w znacznym stopniu dotyczy ona również tego sektora (jak donosi PAP, w najbliższych latach na rozbudowę sieci transportowej w Unii Europejskiej przeznaczonych zostanie ponad 13 miliardów euro). Pytanie postawione powyżej jest oczywiście czysto prowokacyjne, bo przecież każdy kto kiedykolwiek był na zakupach wie, że nie sztuką jest wydać pieniądze, ale sztuką jest wydać je mądrze. Chciałbym dziś napisać o dwóch błędach w myśleniu na temat inwestycji europejskich, z którymi często się spotykam.
Skoro dają to trzeba wydać
Pamiętajmy, że inwestycje o których zwykle mówimy w kontekście środków unijnych, są tylko współfinansowane przez Unię Europejską. Do każdej z tych inwestycji Polska musi dołożyć bowiem tzw. “wkład własny”. Jego wysokość to nawet kilkadziesiąt procent wartości projektu. Nie mamy więc tu do czynienia z czyimiś pieniędzmi, które musimy po prostu jak najszybciej skonsumować. Są to także nasze pieniądze. Warto też pamiętać, że każdy zrealizowany przy pomocy środków z UE projekt będzie musiał na jakimś etapie zacząć na siebie zarabiać. Historie o burzeniu nierentownych stadionów i zamykaniu regionalnych lotnisk to nie jest science fiction, ale realne zagrożenie z którym musimy się stale mierzyć.
Skoro budowa ukończona to znaczy że jest dobrze
Może się wydawać, że w wielkich projektach infrastrukturalnych chodzi wyłącznie o efekt końcowy - tzn. wybudowaną autostradę, wyremontowaną linię kolejową, postawiony most. Rzeczywiście jest to cel główny. Niemniej jednak, również bardzo istotne jest to, co dzieje się z wykonawcami danej inwestycji. Czy wygranie unijnego przetargu stało się dla nich impulsem do rozwoju? Czy teraz mając know-how i zapewnioną płynność finansową mogą myśleć o ekspansji swojej działalności za granicę? Niestety bardzo często unijny kontrakt staje się dla tych firm poważnym problemem. Prymat najniższej ceny w przetargach publicznych doprowadził do fali bankructw firm budowlanych w minionej perspektywie UE. Co więcej, według Tomasza Szuby, nowego prezesa stowarzyszenia „Inicjatywa dla Infrastruktury”, lekcja z lat 2007-2013 nie została odrobiona. „Cena nie może być jedynym kryterium wyboru najkorzystniejszej oferty, a wciąż jest to powszechną praktyką. Warto podkreślić, że wykorzystanie unijnych środków nie jest celem samym w sobie.” – powiedział prezes Szuba w wywiadzie dla portalu Rynek Infrastruktury.
Warto więc abyśmy na początku nowej unijnej perspektywy finansowej pamiętali, że pieniądze na projekty dofinansowane z UE nie spadają z nieba. Wszyscy musimy się do nich dokładać, więc wszyscy powinniśmy też pilnować aby wydawane były w sposób rozsądny. Oznacza to również odpowiedzialność za uczestniczące w realizacji projektów polskie firmy i ich pracowników. Tak długo jak nie znajdziemy sposobu na premiowanie jakości w przetargach, żadne miliardy nie sprawią że z konkurowania tanią siłą roboczą zaczniemy konkurować wysokiej klasy technologią.
