Startupy B2B "rządzą", abstrahując do socialowych tuzów typu Facebook. Tak zwane SaaS-y najczęściej dostają dofinansowanie, mają większe szanse powodzenia niż B2C/C2C i są najczęściej cytowane w 'success stories'. A czy jest w nich jakaś misja... czy tylko kasa?
REKLAMA
Policzalny B2B kontra chaos
Według raportów z Doliny Krzemowej, startup B2B łatwiej wdrożyć z sukcesem, niż ten kierowany do klienta indywidualnego. Dlaczego? Firmy, jako odbiorcy, często mają ustalone wewnętrznie zasady funkcjonowania, procesy, metody, narzędzia, kulturę i strukturę. Do tego wiele firm korzysta z podobnych rozwiązań bazując na doświadczeniach innych podmiotów.
Według raportów z Doliny Krzemowej, startup B2B łatwiej wdrożyć z sukcesem, niż ten kierowany do klienta indywidualnego. Dlaczego? Firmy, jako odbiorcy, często mają ustalone wewnętrznie zasady funkcjonowania, procesy, metody, narzędzia, kulturę i strukturę. Do tego wiele firm korzysta z podobnych rozwiązań bazując na doświadczeniach innych podmiotów.
Jeśli dodatkowo nasz e-produkt B2B kierujemy do podobnego segmentu firm, łatwiej możemy zidentyfikować i zagregować ich potrzeby oraz problemy, na bazie najczęściej policzalnych parametrów. Wtedy łatwiej dostosować właściwe rozwiązanie. Co do wolumenu rynkowego to czasami posiadanie 50-ciu "dobrych" klientów może zapewnić startupowi dobry start i zmierzanie ku trakcji.
Jeśli mówimy o B2C/C2C, to tutaj udany startup najczęściej musi mieć bazę aktywnych użytkowników liczoną w milionach. Dopiero takie liczby są interesujące dla inwestorów. Do tego przy analizie rynku klientów indywidualnych nie mamy tak mocno określonych parametrów jak w firmach (procesy, zasady). Tu wkracza socjologia, psychologia, a czasem i filozofia :).
Próba przewidzenia udanego wpasowania się lub wykreowania odpowiednich nawyków przez nasz internetowy startup dla Kowalskiego, jest jak gra w ruletkę i częściej bazuje na intuicji (serii eksperymentów) niż solidnych danych wyjściowych. Szczególnie w nowych portalach społecznościowych.
Łatwiej wyciągnąć wnioski na postawie analizy iluś podobnych firm niż na podstawie sposobu życia mas ludzi.
Kasa czy misja
Powyższe to geneza dużej większości startupów B2B/SaaS powstających także na rodzimym rynku. Ich obszary działania to: automatyzacja marketingu, sprzedaży, CRM-y, CMS-y, task-trackery, narzędzia do testów A/B, narzędzia do zwiększania efektywności, komunikacji, zarządzania ryzykiem, monitoringu marki w sieci...
Powyższe to geneza dużej większości startupów B2B/SaaS powstających także na rodzimym rynku. Ich obszary działania to: automatyzacja marketingu, sprzedaży, CRM-y, CMS-y, task-trackery, narzędzia do testów A/B, narzędzia do zwiększania efektywności, komunikacji, zarządzania ryzykiem, monitoringu marki w sieci...
Jaka jest w tym misja (B2B)? Lepsze działanie firmy dzięki naszemu startupowi: wyższe zyski/przychody i/lub mniejsze koszty. Kto na tym korzysta? Właściciele na pewno. A co z Kowalskim?
Jeśli Kowalski jest pracownikiem takiej firmy, która korzysta z danego SaaS, to pewnie dodatkowo wpłynie to na jego wydajność inplus. Czy także na płacę tego pracownika? Chyba nie do końca. W USA wydajność pracy w ostatnich 20-30 latach wzrosła kilkukrotnie, a stawka płacy? Kilkanaście procent! Generalizując, głównie właściciel kumuluje coraz większe zyski.
A jeśli Kowalski to klient firmy, która korzysta z danego startupu B2B? Skorzysta coś na tym? To zależy od wartości firmy (i misji). Biorąc pod uwagę działania np. sektora bankowego i tysiące telefonów od telemarketerów, którzy chcą "wpychać" ludziom niepotrzebny kredyt... to, moim zdaniem, takie działania na pewno nie pomogą Kowalskiemu żyć lepiej.
Także rzekoma opowieść o pompowaniu PKB nie do końca mnie przekonuje. Bardziej interesuje mnie gdzie są lokowane benefity takich zdarzeń. Tzw. zjawisko plutonomii pokazuje, że korzyść płynie do niewielkiej grupy społeczeństwa.
A czy portale społecznościowe działające w modelu B2C lub C2C, wnoszą jakąś wartość? Jeśli siedzenie połowy dnia na Facebooku stanowi dla kogoś takową, to przyjmijmy, że wnosi.
B2C z prawdziwą wartością
Powyższe przemyślenia pomogły mi odpowiedzieć sobie na pytanie "jaki pomysł na e-startup warto realizować?". Czy taki, który kilku prezesom pozwoli odłożyć więcej na koncie? Chyba nie chcę spędzać nad tym życia.
Powyższe przemyślenia pomogły mi odpowiedzieć sobie na pytanie "jaki pomysł na e-startup warto realizować?". Czy taki, który kilku prezesom pozwoli odłożyć więcej na koncie? Chyba nie chcę spędzać nad tym życia.
Dlatego szukając pomysłu zdecydowałem się działać w B2C (co generalizując jest trudniejsze), gdzie celem jest budowanie wartości dla Kowalskiego (społeczeństwa). Głównie w kontekście adekwatnej edukacji i zdobywania dzięki niej godziwej pracy - to moja droga (MVP codemy.pl - szkoła programowania).
Nie jestem ekonomistą i nie wszystkie powyższe wywody mogą być poprawne. Trudno. Taki jest mój wybór, zgodny z moimi wartościami, których ucieleśnieniem jest konkretna misja (edukacja). A co według Was powinno determinować dany pomysł na startup?
