Get Inspired Fest 2015
Get Inspired Fest 2015

Za mną intensywny tydzień. Dwie duże imprezy Startupowe, jedno komercyjne szkolenie i kilka dobrych spotkań ze młodymi przedsiębiorcami. Podczas gdy większość bawiła na Internet Beta, ja postawiłem na Get Inspired Fest 2015 i wsparcie (czasem pośrednie) startupowców z Startup Sauna. I nie żałuję, bo jak zwykle przy takich projektach był czas na dobrą i intensywną pracę i wyciągnięcie kilku wniosków.

REKLAMA
Problem, rozwiązanie, potencjał i gadanie
Zawsze będę stał na straży poglądu, że startupy, które latają po imprezach startupowych tylko z ideą i bez końca tę ideę dyskutujące, albo co gorsza samą ideę obwarowujące NDA (sic!) są na przegranej pozycji. Startupy mają rozwiązywać realne problemy. Jak to mówi Ben Horowitz, jeden z ważniejszych inwestorów z SV, działający w funduszu Andreessen-Horowitz, w startupach nie chodzi o podążanie za własną pasją, a szukanie rozwiązań, które zrobią coś ważnego dla świata. I dla klientów. Dlatego dobrze było obserwować podczas zarówno Startup Sauna, jak i Get Inspired Fest startupowców, którzy zajmują się rozwiązaniami, które mają szansę się przyjąć, bo rozwiązują realne problemy. Dobrze też było się przekonać, że scena z jednej strony okrzepła i pojawiają się dojrzałe i przemyślane biznesowo projekty (Room Auction, czy Iris Check), ale też, że jest szansa aby polski rynek zasiliły dobre zespoły z Europy Środkowo-wschodniej, które zbierały doświadczenia i feedback podczas Get Inspired Fest organizowanego równolegle z Forum European Young Leaders w Nowym Sączu i Krynicy.
Zdrowie, ekologia i randki
Wyraźnie ryzuje się trend, że przedsiębiorcy zaczynają poszukiwać wartości w takich obszarach jak profilaktyka, edukacja, zdrowie, lifehack solutions, komercjalizacja nauki, czy… rozrywka. Można to było zaoberwować zarówno podczas Startup Sauna, jak i Get Inspired Fest. Startupy widzą też, że trzeba albo przygotowywać rozwiązania, które użytkownicy szybko i wirusowo adaptują, albo rozwiązania, które można regularnie (cyklicznie sprzedawać). Startup Sauna i Get Inspired udowodniły, że dobry startup, to po prostu dobre przedsiębiorstwo, które ma biznes plan i strategię sprzedaży, a nie tylko ideę i wizję waluacji na poziomie 16 miliardów dolarów.
Good pitch, bad pitch
We translate porn – usłyszałem od jednego ze startupów podczas nowosądeckiego Get Inspired Fest. Ciekawa nisza, w której chłopacy zamierzają się rozsiąść. Sami przyznają, że za każdym razem kiedy mówią czym się zajmują ludzie patrzą na nich z nieukrywanym zdziwieniem i podśmiewają się pod nosem. Ja się nie uśmiałem, tylko zaciekawiłem. Nie dlatego, że jestem jakimś szczególnym fanem pornografii, ale dlatego, że ich pitch trafiał w samo sedno. Po prostu nic więcej nie trzeba. Nie trzeba być też prorokiem, żeby wiedzieć, że akurat branża porno to naprawdę dobry obszar do wprowadzania innowacji. W podobnym duchu, choć nie w obszarze porno a sex chatu działa startup Blisstery.com, którego jestem udziałowcem. Wspomniałem, że dobrze szukać rozwiązań w obszarze zdrowia (jak Dr. Pocket czy Iris Check), lifehack solutions, czy ekologii (jak wszystkie startupy z projektu Green Evo, czy Greencubator). Nie warto jednak zapominać o rozrywce. W tym także tej dla dorosłych. Tinder with captcha – usłyszałem od innego startupu podczas przygotowań do Startup Sauna. Taki high-concept pitch przygotował zespół Elimi Date. I znów strzał w dziesiątkę, bo choć jestem zmęczony już porównaniami do Tindera (Tinder for typefaces, Tinder for jobs, Tinder for dogs, cats i bóg wie, co jeszcze), to akurat tak przedstawiony projekt od razu można zrozumieć, jeśli się wie jak działa Tinder i co to jest captcha. Akurat ten high-concept pitch zasługuje za wzmiankę także dlatego, że zawiera główną ideę, na której bazuje Elimi: udowodnij, że jesteś (fajnym) człowiekiem, zanim zaczniemy flirtować. Mimo lamentu Johna Biggsa po TechCrunchu w Gdyni, można powiedzieć, że powoli startupy zaczynają rozumieć, że poza dobrym projektem trzeba mieć też dobrze przygotowaną komunikację o nim. Dowiodły to z pewnością Dr. Poket, z którym miałem pracować i Professor Why, który swoją komunikacje szlifuje i przy każdej okazji jest coraz lepszy. Oczywiście, jak wielokrotnie wspominałem, dobry pitch nie uratuje złego projektu, albo projektu w fazie samej idei rywalizującego ze startupem z dobrą trakcją i stabilnym biznes planem. Ale nad komunikacją trzeba pracować zawsze. Bo nigdy nie wiadomo z kim się wsiądzie do windy, albo kto zapyta, so what do you do guys?
Długi ogon startupów jest sexy
Podczas dwugodzinnego seminarium i warsztatu na Get Inspired Fest 2015 miałem okazję pracować z zespołami z Gruzji, Albanii, Słowacji, Słowenii, Ukrainy czy Macedonii. Innymi słowy pełna egzotyka – długi ogon startupów Europy Środkowo-Wschodniej. Dobrych i ciekawych projektów, których twórcy pitchowali po angielsku (bo wiedzą, że nikt nie zna albańskiego, czy gruzińskiego); których twórcy od razu myślą o rynku globalnym (bo ich własny jest mikroskopijny) i w których zespoły pracują z żarem charakterystycznym dla nowych demokracji. Z żarem, który wyrażał się w problemach, które chcieli rozwiązywać i w sposobie w jakim mówili o tym, dlaczego robią to, co robią. Były więc startupy wkurzone na korupcje na Ukrainie, startupy, które chciały demokratyzować dostęp do energii i startupy, które chciały wpisać się w nurt shared economy. Polska dla tych startupów jest dużym i fajnym rynkiem, który traktują jak interesujący poligon. Dobrze więc, że przy okazji takich imprez jak Get Inspired była okazja do zapoznania ich z polskimi mentorami i z polskim podejściem. Warto myśleć o budowaniu silnej synergii, by działać wspólnie na rzecz jednego środkowo- i wschodnioeuropejskiego ekosystemu startupowego.
Addendum
Na koniec taka lekko próżna refleksja. Prelegent też człowiek i jak się go dobrze potraktuje, to jest mu naprawdę miło. I tu podziękowania należą się organizatorom Get Inspired Fest 2015. Nie dość, że udało im się mnie przekonać, żebym pomiędzy dwoma innymi wydarzenia wpadł na drugi koniec Polski do Nowego Sącza i Krynicy (sic!), to jeszcze zadali o tym, bym nie musiał się o nic martwić. Kiedy zdradzili mi, że imprezę przygotowywali w dwa tygodnie, to nie mogłem uwierzyć, bo patrząc na agendę, na liczbę i poziom startupów z 20 różnych krajów, sądziłem, że to okrzepły event. Widać, że czasem startupowa zasada fake it till you make it, sprawdza się także w przypadku konferencji. Ale do tego zdaje się trzeba mieć świetnych ludzi, dobry pomysł i hektolitry kawy.