
Jedna z uczestniczek debaty (wiem która, ale to akurat najmniej istotne) stwierdziła, że nasze dzieci są najlepsze. Bez wątpienia ma rację. Problem polega na tym, że te dzieci z najwyższym potencjałem intelektualnym, z kreatywnym podejściem do rozwiązania problemów. Dzieci, które zostają wybitnymi naukowcami, żądnymi sukcesu startupowcami czy po prostu specjalistami sprzedaży coraz rzadziej potrafią jedno – prezentować swoje pomysły.
REKLAMA
Wśród kompetencji 21 wieku to właśnie umiejętności prezentowania leży i kwiczy. Nic dziwnego skoro te najlepsze dzieci, w systemie edukacji nie mają do czynienia z sytuacją, w której prezentują często. Dziecko mojego znajomego denerwowało się przed mówieniem wierszyka w szkole. Co więc zrobiono? zrezygnowano z publicznych występów. Po co wspierać, uczyć, delikatnie eksponować behawioralnie i kształtować ludzi, którzy potem nie będą mieli problemów z prezentowaniem idei. Lepiej chronić najlepsze dzieci.
Dużo mówi się o zwolnieniach z WF, które sprawiają, że dzieciaki są otyłe i nieruchawe, i być może jak pokazują niektóre analizy będą pierwszym pokoleniem, które będzie żyło krócej niż poprzednie. Ja bym chciał, żebyśmy porozmawiali o tym, jaką szkodę czynimy nie ucząc prezentowania. I nie wykorzystując każdego możliwego kontekstu edukacyjnego do kształcenia tej kompetencji. Kluczowej, bo przydatnej praktycznie wszędzie.
Dlaczego nawet geek musi mówić
Pokutuje też pogląd, że humaniści ładnie piszą i mówią, a matematycy wyrastają na geeków, z którymi łatwiej się porozumieć kodem binarnym niż po polsku. Dzieci socjalizuje się do ról społecznych i oswaja z myślą, że dobre mówienie nie jest wszystkim potrzebne. O tym, że jest boleśnie przekonuje się każdy wirtuoz klawiatury i kodowania, który z kolegami wpadnie na genialny pomysł, który zbawi ludzkość. Ale zanim zbawi, musi jeszcze zakomunikować swoja eurekę w zrozumiały i naprawdę mocny sposób. Korzystając z dobrodziejstw logiki, erystyki i językowych figur, które pokazują sposób myślenia i jasno komunikują wartości. Boleśnie przekonują się też naukowcy, którzy mają komercjalizować naukę. A najboleśniej przekonują się o tym wszyscy, którzy mają zrozumieć bełkot.
Pokutuje też pogląd, że humaniści ładnie piszą i mówią, a matematycy wyrastają na geeków, z którymi łatwiej się porozumieć kodem binarnym niż po polsku. Dzieci socjalizuje się do ról społecznych i oswaja z myślą, że dobre mówienie nie jest wszystkim potrzebne. O tym, że jest boleśnie przekonuje się każdy wirtuoz klawiatury i kodowania, który z kolegami wpadnie na genialny pomysł, który zbawi ludzkość. Ale zanim zbawi, musi jeszcze zakomunikować swoja eurekę w zrozumiały i naprawdę mocny sposób. Korzystając z dobrodziejstw logiki, erystyki i językowych figur, które pokazują sposób myślenia i jasno komunikują wartości. Boleśnie przekonują się też naukowcy, którzy mają komercjalizować naukę. A najboleśniej przekonują się o tym wszyscy, którzy mają zrozumieć bełkot.
Są najlepsze, ale tego nie widać
Mówienie o projektach jest traktowane jako przykra konieczność. To zrozumiałe. Ja też wolę robić to co robię dobrze, niż zajmować się tym, co przez całe życie mi nie wychodziło. Tylko, że akurat z mówieniem jest trochę jak z myśleniem. Przydaje się w wielu sytuacjach. Można oczywiście nie myśleć i nie mówić. Nasze dzieci myślą super. Co więcej, wyrastają na ludzi, którzy są świetnymi przedsiębiorcami, wynalazcami, naukowcami i… nie potrafią tego komunikować. Komunikować, czyli precyzyjnie osiągać cele wykorzystując narzędzie jakim jest język, z całym jego bogactwem metafor, analogii, historii. Jest też oczywiście inna grupa, która wyrasta na tych, co potrafią pięknie mówić, ale za to niczego ni komunikują. To „charyzmatyczni mówcy”, którzy masturbują się sami pięknem kwiecistej wypowiedzi najeżonej kalkami słownymi. To konferencyjne i seminaryjne ślicznoty, które coś bredzą wspierając się nowomowa. Ludzie, których wypowiedzi sprowadzone do parteru mają w sobie tyle sensu co dadaistyczny poemat. A język ma funkcję użytkową. I jeśli naszym celem jest olśnić widownię, która zapłaciła kilka tysięcy by pobyć sobie z gwiazdą, to nie ma problemu. Ale jeśli naszym celem jest dobrze komunikować ideę czy pomysł biznesowy, jeśli chcemy zaprezentować badania, czy przeprowadzić wykład, to naprawdę musimy się nauczyć DOBRZE komunikować, a nie tylko ładnie mówić.
Mówienie o projektach jest traktowane jako przykra konieczność. To zrozumiałe. Ja też wolę robić to co robię dobrze, niż zajmować się tym, co przez całe życie mi nie wychodziło. Tylko, że akurat z mówieniem jest trochę jak z myśleniem. Przydaje się w wielu sytuacjach. Można oczywiście nie myśleć i nie mówić. Nasze dzieci myślą super. Co więcej, wyrastają na ludzi, którzy są świetnymi przedsiębiorcami, wynalazcami, naukowcami i… nie potrafią tego komunikować. Komunikować, czyli precyzyjnie osiągać cele wykorzystując narzędzie jakim jest język, z całym jego bogactwem metafor, analogii, historii. Jest też oczywiście inna grupa, która wyrasta na tych, co potrafią pięknie mówić, ale za to niczego ni komunikują. To „charyzmatyczni mówcy”, którzy masturbują się sami pięknem kwiecistej wypowiedzi najeżonej kalkami słownymi. To konferencyjne i seminaryjne ślicznoty, które coś bredzą wspierając się nowomowa. Ludzie, których wypowiedzi sprowadzone do parteru mają w sobie tyle sensu co dadaistyczny poemat. A język ma funkcję użytkową. I jeśli naszym celem jest olśnić widownię, która zapłaciła kilka tysięcy by pobyć sobie z gwiazdą, to nie ma problemu. Ale jeśli naszym celem jest dobrze komunikować ideę czy pomysł biznesowy, jeśli chcemy zaprezentować badania, czy przeprowadzić wykład, to naprawdę musimy się nauczyć DOBRZE komunikować, a nie tylko ładnie mówić.
Na szczęście coraz więcej firm zdaje sobie sprawę, że dobre szkolenie z komunikacji przygotuje nie tylko do występów, ale pozwoli na lepsze komunikowanie wartości, jakie firma daje, na wielu platformach. Coraz więcej firm wie też, że dobry specjalista to taki, który będzie ćwiczył do bólu komunikację na takich zadaniach, jakie występują „w naturze”. I taki, który tak dobrze zrozumie specyfikę, że nie tylko nauczy ludzi mówić, ale też sprecyzować konkretne komunikaty dla branży. Takie, które przydadzą się i sprzedawcom i marketingowi i sprzedawcom i zewnętrznym ekspertom, których w ramach employer brandingu, wysyła się na szereg konferencji.
Jak uczyć się prezentować
Na pewno nie na seminaryjnych spędach, na których charyzmatyczny mówca będzie uprawiał narcystyczny altruizm i robił sobie z widowni wibrator. Na pewno nie od ludzi, którzy sami mówią genialnie, ale… nie wiedzą jak to się dzieje. Bo uczenie się prezentacji wymaga połączenia nauki (psychologii poznawczej, społecznej i neuropsychologii) z praktyką (ciągłym ćwiczeniem) i informacją zwrotną. Na szkoleniach porównuję to do kolejnych szybkich iteracji. Uczenie się wymaga zmiany nawyków, czasem nagromadzonych przez lata, a to wymaga pracy ze specjalistą, który wie na co zwracać uwagę i potrafi pracować na zasobach, które każdy ma różne. 4 godzinne seminarium w wielkiej grupie może dać mega kopa i nic więcej. Prezentując trzeba najpierw dobrze zrozumieć to co się chce wyjaśniać, a potem za pomocą języka i zwartych form trzeba udowadaniać kolejne tezy. Trzeba przy tym pamiętać o ciągach przyczynowo skutkowych i o tym, by słuchać, co na temat języka mają do powiedzenia naukowcy, prowadzący badania nad komunikacją. A nie upierać się przy swoim. I ćwiczyć. Tylko tyle i aż tyle.
Na pewno nie na seminaryjnych spędach, na których charyzmatyczny mówca będzie uprawiał narcystyczny altruizm i robił sobie z widowni wibrator. Na pewno nie od ludzi, którzy sami mówią genialnie, ale… nie wiedzą jak to się dzieje. Bo uczenie się prezentacji wymaga połączenia nauki (psychologii poznawczej, społecznej i neuropsychologii) z praktyką (ciągłym ćwiczeniem) i informacją zwrotną. Na szkoleniach porównuję to do kolejnych szybkich iteracji. Uczenie się wymaga zmiany nawyków, czasem nagromadzonych przez lata, a to wymaga pracy ze specjalistą, który wie na co zwracać uwagę i potrafi pracować na zasobach, które każdy ma różne. 4 godzinne seminarium w wielkiej grupie może dać mega kopa i nic więcej. Prezentując trzeba najpierw dobrze zrozumieć to co się chce wyjaśniać, a potem za pomocą języka i zwartych form trzeba udowadaniać kolejne tezy. Trzeba przy tym pamiętać o ciągach przyczynowo skutkowych i o tym, by słuchać, co na temat języka mają do powiedzenia naukowcy, prowadzący badania nad komunikacją. A nie upierać się przy swoim. I ćwiczyć. Tylko tyle i aż tyle.
