O autorze
Zintegrowana komunikacja marketingowa | Strategie w biznesie | Branding i komunikacja wizualna | Inbound Marketing

Jestem strategiem, researcherem i badaczem trendów oddanym ideii copyleft i kulturze remiksu. Doświadczenie i wiedzę zdobywam realizując projekty marketingowe m.in. w Grupie Nokaut, Gdańskim Wydawnictwie Psychologicznym, Wydawnictwie Pedagogicznym OPERON, Travel World Passport, NextData, This Is Paper i wielu innych. Tworzę strategie marketingowe i komunikacyjne dla krajowych i zagranicznych klientów.

Jestem zwolennikiem szkoleń opartych na głębokiej i szczerej analizie zasobów i kompetencji. Wierzę w programy treningowe, które skutkują realną zmianą nawyków i w rozwój oparty na uczeniu się na błędach popełnianych na drodze do osiągnięcia mierzalnych celów. I myślę, że nie ma skuteczniejszej metody działania niż… po prostu działać.

Jestem certyfikowanym coachem w obszarze Business and Executive Coaching oraz trener kompetencji społecznych. Tworzę autorskie programy szkoleniowe w obszarze zintegrowanej komunikacji marketingowej, wystąpień publicznych, komunikacji interpersonalnej oraz motywacji. Prowadzę szkolenia oraz coachingi dla liderów i menedżerów w zakresie technik wzmacniania przekazu oraz perswazji w wystąpieniach publicznych. Specjalizuję się w zagadnieniach tworzenia efektywnych prezentacji biznesowych z wykorzystaniem innowacyjnych narzędzi komunikacji wizualnej opartych na psychologii poznawczej.

Jako wykładowca i opiekun merytoryczny współpracuję z Wyższą Szkołą Bankową, Polsko-Japońską Wyższą Szkołą Technik Komputerowych oraz Uniwersytetem Gdańskim. Jako doradca jestem związany z Inkubatorem Starter oraz Strefą Startup PPNT i Exea Smart Space.

Co ma mózg do gadania? Więcej niż komputer, bo komunikacja to coś innego niż zapisanie tabelki w Excelu

Mózg to nie komputer. Komunikując nie przesyłasz plików, które będą otwierane w tej samej wersji oprogramowania.
Mózg to nie komputer. Komunikując nie przesyłasz plików, które będą otwierane w tej samej wersji oprogramowania. ©sanmateocountyphoto via compfight.com
Przed wykładem dla młodzieży uczestniczącej w programie Gdynia Business Week 2016 postanawiam się przejść po szkole, w której się odbywa. W końcu to gdyńska Trójka. Szkoła, w której 22 lata wcześniej pisałem maturę. Do spotkania z młodymi ludźmi jest jeszcze 10 minut. Powoli wychodzą z sal warsztatowych i długim korytarzem idą w kierunku auli. Jeden z uczestników (John, jak się potem dowiem), mijając mnie unosi rękę wysoko, pozdrawiając jak mniemam. Odpowiadam „Hi” i mijam go. On nieco zdezorientowany odpowiada „Hi. No High-five today?”. To drobne zdarzenie pokazuje, jak elementarne błędy czasem popełniamy komunikując i odbierając komunikaty.


John zakodował swoje powitanie w znany sobie sposób. Dla niego i jego kory przedczołowej symbolika high-five (przybicie piątki) była oczywista. Mój mózg w pierwszej kolejności odebrał ją jako zwykłe powitanie. W najlepszym razie interpretując nieco narcystyczno-ironicznie, jako powitanie Hail Cesar (Ave Cezar). Kodowanie wiadomości to czasem trudne zadanie. Głównie dlatego, że w większości sytuacji systemy odpowiedzialne za kodowanie działają wręcz automatycznie (również wtedy gdy pracujemy nad czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż gest powitania), a systemy odpowiedzialne za odkodowanie posługują się czymś, co nazywamy heurystykami, czyli uproszczonymi sposobami postrzegania świata. To one są odpowiedzialne za wiele błędów poznawczych, takich jak efekt aureoli (halo effect), błąd konfirmacji, efekt cheerleaderki, czy rhyme-as-reason effect. Warto mieć ich świadomość, bo czy tego chcemy czy nie, będą one mieć wpływ na odbiór naszej prezentacji. Od błędów naprawdę trudno uciec i nawet naukowcy, którzy się nimi zajmują przyznają, że wpadają w pułapki, które szykuje dla nas mózg. Daniel Kahneman –laureat nagrody Nobla i wybitny badacz procesów poznawczych przyznał kiedyś, że miał ogromny lęk przed zamachami autobusowymi w Tel Avivie. Emocjonalny System 1 non stop widział zagrożenie, a racjonalny i chłodno-kalkulujący System 2 nie potrafił tego lęku ukoić mimo wszelkich racjonalnych przesłanek, że atak jest równie prawdopodobny, co wygrana w loterii.

Ostatnio znajoma, z którą długo nie mieliśmy kontaktu powiedziała mi, że jest wykończona, bo po 5 miesiącach wróciła do Warszawy z budowy, na której harowała codziennie od 5 do 22. Postawiła jak to określiła „dom marzeń”. Pogratulowałem i zacząłem dopytywać o szczegóły. Okazało się, nie był to – jak założył mój mózg w pierwszej kolejności upraszczając komunikat – jej dom. Pracowała przy produkcji TVN pt. Dom Marzeń. Dla niej było jasne, że to co mówi jest… jasne. Dla mnie było oczywiste, że jeśli ktoś buduje dom marzeń, to po prostu realizuje marzenia o budowie domu. Ona żyła w swojej rzeczywistości. Ja w swojej – takiej, w której nie oglądam telewizji. I nie mam pojęcia o nowych programach w ramówce TVN. Kodowanie i dekodowanie to trudne zadania. I wcale nie są skorelowane z inteligencją. Paradoksalnie im więcej wiemy o swoim projekcie, swoim rozwiązaniu i swojej rzeczywistości, tym gorzej dla naszej komunikacji. Wtedy najczęściej ulegamy klątwie wiedzy. Przekazujemy pełną – dla nas zrozumiałą informację – zupełnie zapominając, że druga osoba nie ma tej wiedzy i tego zasobu skojarzeń i kodów, co my. Mimo że najpewniej władamy tym samym językiem.

Kiedy pracowałem ostatnio z autentycznie inspirującymi zespołami z programu akceleracyjnego Space3ac, jeden z nich opowiadał mi zapamiętale o (hydro-)dronie. Z jakiegoś powodu mój mózg uczepił się samego DRONA. Może dlatego, że łatwiej mu było go sobie wyobrazić, może dlatego, że ten młody człowiek częściej używał skróconej nazwy dron. A może dlatego, że o dronach latających wiedziałem dość dużo, a o tych pływających nic. W każdym razie dopiero po jakimś czasie i długiej rozmowie doszliśmy do tego, o czym on mi w ogóle opowiada. Jemu chodziło o pływającego drona. Ja widziałem przed oczami LATAJĄCEGO i dziwiłem się co takiego innowacyjnego będzie w użyciu go do opomiarowania akwenów. Byłem skupiony i miałem motywację by go zrozumieć. To wcale nieczęsty scenariusz. Bardzo często zaś jest tak, że pierwsze sygnały i komunikaty odkodowywane przez mózg determinują to, czy ktoś będzie nas dobrze rozumiał i czy w ogóle będzie skupiony na komunikacie. Mózg (jego bardziej pierwotne struktury) odpowiadają szybko na pytania:
- czy to istotne, czy nie
- czy mogę to szybko rozkodować, czy opłaca się to przesyłać do dalszej obróbki
- czy to groźne, czy nie
- czy czeka mnie nagroda, czy też nie
- itd.


Pracując nad swoją prezentacją i komunikacją w ogóle (szczególnie tą strategiczną), musisz brać pod uwagę to, jak przebiegają wspomniane procesy. Musisz wiedzieć, że wszyscy ulegamy błędom poznawczym a dekodowanie to WNIOSKOWANIE, a nie idealne rozumienie komunikatu, który ktoś nam przesłał. Mózg to nie komputer. A komunikacja to coś znacznie bardziej złożonego niż zapisanie czegoś w Excelu i przesłanie pliku, który druga strona otworzy dokładnie w tym samym programie (i tej samej wersji). Kompetencje komunikowania warto szlifować. Każdego dnia walcząc z klątwą wiedzy, upraszczając, klaryfikując i dopytując. I przyjmując na klatę to, że jeśli ktoś nie zrozumiał naszej komunikacji, prezentacji czy startupowego pitcha, to być może my coś schrzaniliśmy. A nie ta druga strona.

PS: Kompetencje można szlifować codziennie. Dla tych, którzy lubią bazować na nauce, przygotowałem publikacje, które w tym pomagają.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Igor IluninIgor Ilunin

Większość ludzi już jest przyzwyczajona do przyswajania danych i multimediów na wielu ekranach. Stąd oczekiwana, że samochody zapewnią podobne możliwości, są naturalne.

Piotr BuckiPiotr Bucki

Czasem na szkoleniach przeprowadzam pewien eksperyment. Proszę uczestników, żeby wskazali lewą i prawą stronę. Nic trudnego. Dla przeważającej większości. To jednak nie koniec eksperymentu.

Tomasz SwiebodaTomasz Swieboda

Polski rynek venture capital z roku na rok staje się coraz dojrzalszy i powoli zaczyna przypominać zachodnie ekosystemy. Tak w ostatnich dwóch latach wyglądała lokalna scena startupowa.