Nieszczera technologia, mózg i świadoma uwaga
Nieszczera technologia, mózg i świadoma uwaga ©pexels.com
Reklama.
Rozważania nad czas doprowadziły mnie do dość oczywistych wniosków. Dużo czasu i uwagi poświęcam technologii, a raczej temu co ona serwuje mi impulsywnie. Odruchowo sięgam po smartfona, by sprawdzić co nowego na skrzynce mailowej, Facebooku, Instagramie, LinkedIn. Jestem więc tak zwaną event driven person, czyli osobą, która podąża za natychmiastową gratyfikacją ukrytą za szybkimi powiadomieniami. Jestem, a może byłem. Od jakiegoś czasu staram się bowiem odzyskać kontrolę nad moją uwagą i czasem. Jeśli ty też podejrzewasz, że możesz być event driven person i jeśli chcesz świadomie korzystać z czasu i uwagi, to ten tekst jest dla ciebie. Jeśli uważasz, że to w ogóle nie jest problem, to są dwa dość prawdopodobne scenariusze – albo technologia rzeczywiście nie wpięła cię w pętle niebezpiecznych nawyków, albo… oszukujesz się i nadal uznajesz, że masz tak zwaną podzielną uwagę. Tak zwaną, bo w rzeczywistości nieistniejącą. Jeśli chodzi o czynności celowe i nieautomatyczne, to mamy do czynienia z przerzutną (a nie podzielną) uwagą. Innymi słowy – jeśli pracujesz nad tekstem (jak ja w tej chwili) i co jakiś czas rzucasz okiem na to, co stoi za powiadomieniami na smartfonie, albo zerkasz na pocztę to NIE dzielisz uwagi, ale ją przerzucasz. Dla mózgu koszty są oczywiste - dużo przepalonej glukozy (potrzebnej do dobrego funkcjonowania kory przedczołowej) i czas – a konkretnie 40% naszej produktywności (według badań Meyer, Evans and Rubinstein [2001]). Jeśli oczywiście oglądasz Netflixa i prasujesz jednocześnie koszulę to nie ma problemu, gdyż jedna z tych czynności (raczej prasowanie) odbywa się automatycznie.
Dlaczego tak łatwo tracimy kontrolę nad naszą uwagą? Bo tak zbudowany jest nasz mózg. Powiadomienia działają na układ nagrody i bardzo szybko ich sprawdzanie staje się nawykiem. Jak wskazuje Nir Eyal w swojej książce Hooked (polski tytuł: Skuszeni, Jak tworzyć produkty kształtujące nawyki konsumenckie) dobrze zaprojektowana technologia to taka, która w łatwy sposób pozyskuje naszą uwagę i wiąże nas pętlą nawyku. Dobrze zaprojektowana dla twórcy i właściciela biznesu. Facebook, Google, Instagram czy Snapchat to wiedzą. Ich model biznesowy zbudowany jest na pozyskiwaniu naszej uwagi i czasu. W sieci to my jesteśmy towarem, za którego uwagę, profil behawioralny i czas ktoś płaci. W tych potężnych monopolach pracują zespoły do tak zwanego etycznego pozyskiwania uwagi. Przy czym etyczny to w tym przypadku eufemizm. I te zespoły robią to dobrze. Netflix pięknie uderza w nasz układ nagrody serwując kolejny odcinek już za 10, 9, 8… sekund. Auto-odtwarzanie na Youtubie to także zabieg, który ma w zamierzeni zrobić z nami dokładnie to samo co pijani znajomi namawiający nas na kolejną kolejkę i mówiący, „zostań jeszcze chwilę”. I często zostajemy. Bo ta technologia nie jest z nami zbyt szczera.
Nieszczera, jak to? Tak, O! Załóżmy, że otrzymujesz powiadomienie, że X otagował cię na zdjęciu. Wezwanie do działania (CTA) brzmi niewinnie – zobacz to zdjęcie. Szczere wezwanie do działania powinno brzmieć „zobacz to zdjęcie i po 20 minutach zorientuj się, że bezmyślnie scrollujesz newsfeed. Brutalne, ale coraz częściej prawdziwe. Nie jestem przeciwnikiem technologii, ale coraz sceptyczniej do niej podchodzę. Gdy model biznesowy zorientowany jest na pozyskiwanie uwagi i czasu, to algorytmy wsparte zespołami do „etycznego pozyskiwania uwagi” zrobią wszystko by ją pozyskać i utrzymać. Tylko jeśli poświęcasz na coś czas i uwagę, to czemuś innemu na pewno tego czasu i uwagi nie poświęcisz. Uwaga i czas to zasoby demokratycznie nam dane i dość zero-jedynowe. Dajesz gdzieś, gdzieś indziej zabierasz. Jeśli więc masz absolutnie silną wolę i żelazną konsekwencję, to gratuluję – nie ma problemu. Jeśli zaś co jakiś czas twoja produktywność i realizacja priorytetów cierpi, bo panem Twojej uwagi i czasu nie jesteś Ty, to polecam ci proste ćwiczenia. Na początek analiza – sprawdź ile czasu i uwagi naprawdę poświęcasz mediom społecznościowym i powiadomieniom. Zwróć uwagę, czy nawykowo nie sięgasz po smartfona. Odłuż go daleko i zobacz po jakim czasie pojawi się u ciebie delikatny niepokój, chęć spojrzenia. Ta diagnoza zakłada absolutną szczerość. Nie ma sensu jej przeprowadzać, jeśli masz dalej łagodzić dysonans poznawczy wmawiając sobie, że musisz tam zaglądać, bo inaczej ucierpi praca, relacje itp. One raczej cierpią z tego powodu, że gdzieś tam ktoś walczy o Twoją i moją uwagę, a ktoś inny biduje stawki na giełdzie, by kupić Twój najcenniejszy zasób poznawczy. Nie chcesz chyba, żeby na Twoim nagrobku było napisane Kochany(a) Ojciec (Matka) – świetnie i uważnie przez całe dorosłe życie scrollował(a) newsfeed.
Jak już się zdiagnozujesz, zacznij działać. Wybierz czas, który świadomie poświęcisz na media społecznościowe – może 30 minut dziennie wystarczy. Bądź stanowczy – Netflix proponuje nowy odcinek po poprzednim – z dumą wyłącz i odrocz nagrodę do jutra. Masz przekonanie, że musisz od razu reagować na wszystko? Podważ je – to bzdura. Na maile można odpisywać w interwałach dwa razy dziennie po 30 minut (lub więcej, ale nie non stop).
Ja brutalnie przyznałem sam przed sobą, że mam problem. I z nim stanowczo walczę. Ten tekst piszę korzystając na przykład z techniki pommodoro – 25 minut skupionej pracy, 5 minut przerwy na przeciągnięcie się i zrobienie herbaty. To działa. Jeśli chcesz poznać inne techniki, polecam ci moje nowe fiszki, które są efektem analizy, pracy i stworzenia systemu opartego na teorii świadomego korzystania z czasu i uwagi. Nie jest za późno. Dla mnie i dla ciebie. Powodzenia!