
Pierwszy z nich (o masie 100-250 kg), miałby za zadanie informować różnego rodzaju służby o pożarach lasów, powodziach czy postępujących szkodach górniczych. Bezcenny byłby też przy określaniu wysokości dopłat dla rolników ze funduszy UE czy tworzeniu map, monitorowaniu stanu ochrony środowiska jak również planowania przestrzennego.
Drugi satelita ma służyć wojsku. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o zaglądanie „przez ramię” naszym sąsiadom za miedzy i tworzenie wojskowych map. Satelita mógłby być wykorzystany również do zbierania informacji telekomunikacyjnych, czyli krótko mówiąc podsłuchiwaniu tych, których armia uznałaby za wrogów. Niebagatelną rolę system odegrałby również przy budowie i funkcjonowaniu parasola antyrakietowego nad naszym krajem. Jak wyjaśnia nam rzecznik MON płk Jacek Sońta, pomysł wnioskowania o tego typu program powstał m.in. w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego.
Siły Zbrojne RP budują swoje nowe zdolności operacyjne do prowadzenia satelitarnej obserwacji Ziemi. Dlatego w Sztabie Generalnym WP narodził się pomysł, aby wnioskować o narodowy program strategiczny o nazwie „Satelitarny system optoelektronicznej obserwacji Ziemi”. (...) Obserwacje satelitarne umożliwią dostęp do informacji na temat dowolnego miejsca na świecie, bez naruszania granic i przestrzeni powietrznej innych państw. Satelita ma dostęp tam, gdzie środki lotnicze nie są w stanie go uzyskać. Poprawi się tzw. świadomość sytuacyjna dla potrzeb operacji obronnych, jak i cywilnych w zakresie wykrywania zagrożeń, bezpieczeństwa wewnętrznego, urbanistyki. Obserwacja satelitarna istotnie wesprze procesy decyzyjne w sytuacjach kryzysowych. Posiadanie własnych satelitów obserwacyjnych zapewni Polsce niezależny dostęp do zobrazowań powierzchni Ziemi, poprawić ma zdolności polskiego przemysłu i gospodarki.