3 polskie firmy powstałe z miłości ojców do dzieci. "Kupiły mnie tym, że biznes chciały założyć za pieniądze z komunii"

Biznes z dziećmi może być dobrym pomysłem. Udowadniają to ojcowie-startupowcy
Biznes z dziećmi może być dobrym pomysłem. Udowadniają to ojcowie-startupowcy dollarphotoclub
Biznesowe możliwości, do jakich wszyscy zyskaliśmy dostęp dzięki internetowi, zdają się ograniczone tylko wyobraźnią. Duch przedsiębiorczości, objawiający się w trendzie na startupy, często dotyka ojców, którzy z myślą o przyszłości swojej i swoich rodzin, decydują się na tworzenie i rozwijanie sieciowych przedsięwzięć. W obliczu Dnia Ojca przedstawiamy kilka najciekawszych tego typu inicjatyw z polskiego podwórka.

SafeKiddo
SafeKiddo powstało z rodzicielskiej potrzeby. Pomysłodawca aplikacji Marcin Marzec, przez wiele lat pracował jako ekspert do spraw bezpieczeństwa w szeregu korporacji – ostatnio w Microsofcie. Gdy jego wówczas 10-letni syn otrzymał smartfona, ojciec zdał sobie sprawę, że niezwykle trudno jest kontrolować dostęp do treści i częstotliwość korzystania z urządzenia.


– Powiem wprost: uświadomiliśmy sobie, że dziecko coraz bardziej uzależnia się od tego minikomputera – tłumaczy Marzec. – Zdałem sobie sprawę, że na mobilnego Windowsa nie ma oprogramowania stanowiącego rodzicielską ochronę – dodaje.
Okazało się, że od potrzeby, przez koncept i realizację, Marzec doszedł do momentu, w którym jego aplikacja zaczęła zyskiwać coraz większą popularność. – Postanowiłem odejść z firmy i w całości poświęcić się rozwojowi SafeKiddo. Moi synowie – 8-latek i 12-latek – są pierwszymi testerami implementowanych rozwiązań – tłumaczy twórca aplikacji.

SafeKiddo chroni dziecko na trzech płaszczyznach. Po pierwsze, daje bezpieczną przeglądarkę, w której można oglądać strony internetowe dostarczające treści adekwatnych dla wieku dziecka. Po drugie, SafeKiddo oferuje kontrolę czasu, jaki dziecko spędza z urządzeniem na rozrywce. Podstawowe funkcje telefonu są cały czas aktywne, ale dostęp do gier czy internetu może być limitowany godzinowo. Po trzecie, latorośl nie może zainstalować aplikacji, które nie są przez rodzica zatwierdzone.

– Treści ze stron internetowych przenoszą się właśnie do aplikacji, dlatego tak ważna jest kontrola instalowanego oprogramowania – podkreśla pomysłodawca SafeKiddo. Choć firma jest we wczesnej fazie rozwoju, niemal bez żadnych działań marketingowych dotarła już do ok. 6 tysięcy użytkowników na całym świecie – głównie w USA. Marzec zapewnia, że gdy tylko ukończone zostaną prace nad iOS-ową wersją aplikacji, zaczną być pobierane opłaty oraz rozpoczną się szersze działania reklamowe.
Marcin Marzec

W Polsce jesteśmy dostępni w ramach eTornistra Polkomtela jako platforma bezpieczeństwa dla urządzeń wykorzystywanych w szkołach. Prototypujemy także zewnętrzne urządzenie, które podłączone do routera będzie profilować dostęp do treści w sieci także z poziomu smart TV, konsol i urządzeń Internetu Rzeczy.

PetBondCare
Prawdopodobnie jeden z najciekawszych przykładów współpracy dzieci – w tym przypadku dwóch sióstr – z ojcem nad mobilnym rozwiązaniem palącego problemu.
- Kiedy Kinga i Gabi przyszły do mnie z pomysłem zrobienia aplikacji mobilnej wpierającej opiekę nad psami, pomyślałem, że nie mają pojęcia o czym mówią. Pierwsza ma trzynaście lat, druga dziewięć. Gdy powiedziałem, że potrzebny będzie kapitał, bez wahania odrzekły, że przecież mają pieniądze z komunii i powinienem dać im szansę. Kupiły mnie. Tak zostałem ich wspólnikiem – tłumaczył Tomasz Dziobiak, ojciec 10-letniej Gabrysi i 14-letniej Kingi.

Dziobak przez długi czas wdrażał usługi internetowe w przychodniach i klinikach, nim odszedł na swoje. Córki, zainspirowane opowieściami ojca o walorach bycia szefem dla samego siebie, postanowiły zrealizować własny pomysł na biznes. Narodził się on, jak to zwykle bywa, z własnych potrzeb – w tym przypadku chodziło o kontrolę nad tym, gdzie przebywa pies.

Dziewczynki, w międzyczasie prowadząc dziennik aktywności swojego pupila, po kilku miesiącach przedstawiły ojcu koncept aplikacji na urządzenia mobilne. W założeniach miała ona wspomóc właścicieli w dbaniu o swojego czworonoga.
Tomek Dziobak, ojciec pomysłodawczyń projektu PetBondCare

To w naszej kuchni, na kartkach w bloku rysunkowym Gabrysi zapisaliśmy notatki i narysowaliśmy pierwsze ekrany. Gabi szczególnie zależało na tym, aby oprócz prowadzenia dziennika psa, w aplikacji zawrzeć listę miejsc przyjaznych psom. Młodsza córka dobrze pamiętała jak szukaliśmy hotelu czy restauracji, do których mogliśmy wejść z Chrupkiem. Czytaj więcej

Dziewczyny ankietowały właścicieli psów, chcąc ustalić, jakie funkcje najbardziej przydałyby im się w kontroli zwierzaków. Okazało się, że lista przekraczała 150 różnych opcji – wdrożenie tych najważniejszych sprawiło, że prace nad pierwszą wersją aplikacji wydłużyły się do 4 miesięcy.

Co ważne - i wbrew uśmiechom, które mogły pojawić się przy pieniądzach z komunii - aplikacja została zrealizowana z oszczędności Gabrysi i Kingi, które, wspierane przez ojca, szybko doszły do wniosku, że opracowanie programu na kolejne platformy mobilne będzie wymagać zewnętrznego finansowania.

Rodzinna ekipa PetBondCare postawiła na zbiórkę w PolakPotrafi.pl. Udało się zebrać ponad 38 tys. złotych, dzięki czemu rozpoczęto prace nad wersją dla iOS oraz tłumaczeniem aplikacji na angielski i hiszpański. W planach sióstr jest wprowadzenie do sprzedaży m.in. smyczy z nadajnikami GPS, które będą współpracować z „apką”. Projekt jest nadal rozwijany, niedawno został jednym z finalistów Startup Fest Agora.

Szlachta Startupuje!
Nazywany „najmłodszym polskim startupowcem” Krystian Gontarek to 14-latek, który wraz ze swoim ojcem Krzysztofem prowadzą szereg projektów z pogranicza internetu i biznesu. Starszy z Gontarków jest współzałożycielem i redaktorem naczelnym jednego z najstarszych polskich serwisów informacyjnych, Dziennik Internautów, a także redaktor naczelny Biuletynu Bezpieczny Internet Banku Pekao SA oraz tygodnika SMARTBIZNES.co.
Zmyślny gimnazjalista swoją przygodę ze startupami rozpoczął 4 lata temu, gdy wpadł na pomysł aplikacji do rekomendacji gier – GameTellera. Ojciec podpowiedział mu, by zaprezentował projekt podczas Startup Weekend w Krakowie. Gontarek spróbował, choć jak opowiadał w jednym z wywiadów dla portalu MamStartup, nie było łatwo.
Krystian Gontarek

Często ćwiczyłem wystąpienia z moim tatą. Byłem delikatnie zdenerwowany przed finałową prezentacją. Miałem tylko godzinę na to, żeby się do tego przygotować. Moje finałowe wystąpienie było o wiele dłuższe niż poprzednie i o wiele trudniejsze - było kilka słów, których przedtem nie znałem i miałem trudności z wypowiedzeniem ich. Całe szczęście mogłem czytać to, co miałem zaprezentować, więc bardzo mi to pomogło.

Wkrótce pojawił się pomysł, by zrealizować warsztaty dla rówieśników Krystiana z jego szkoły w Gostyninie. Jak wspominał ojciec, ciekawy był sposób postrzegania programowania przez chłopca i sposób mówienia o nim, co było wystarczającym pretekstem, by wciągnąć w kodowanie kolegów. Tak rozpoczęły się regularne spotkania pod nazwą „Kids on Bits”.

Prócz GameTellera, Gontarek opracował KidGifter, aplikację umożliwiającą tworzenie list prezentów i dzielenia się nimi w mediach społecznościowych oraz YupiZone.pl, program, który będzie łączył graczy i podpowiadał lokalizację lokali, w których można wspólnie grać w gry planszowe i konsolowe (póki co, trwają prace nad projektem).

W ostatnim roku warsztaty „Kids on Bits” zmieniły nieco formę i grupę odbiorców i prowadzone są pod nazwą „Szlachta Startupuje” w inkubatorze Business Link. Przez ostatnie dwa lata Krystian wystąpił także jako prelegent na kilkunastu konferencjach i wydarzeniach, m.in. podczas GameDay Expo 2012 w Sosnowcu, TEDxKids 2012 w Krakowie, InternetBeta 2012 w Rzeszowie, Let’s StartUP Conference w Warszawie w 2014 roku, a także podczas Forum Edukacyjnego dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Warszawie w 2014 roku.

Ojciec chłopca jest z kolei przedsiębiorcą, juror i mentor na szeregu polskich imprez startupowych, a także polskim ambasadorem Startup Week i Pioneers Festival.
Trwa ładowanie komentarzy...