Dramat pracodawców: kandydaci nie przychodzą na rozmowy kwalifikacyjne. "Bo nie chciało mi się jechać metrem"

Co piąty pracownik nie przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną - mówią nasi rozmówcy.
Co piąty pracownik nie przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną - mówią nasi rozmówcy. dotshock/123RF/zdjęcie seryjne
Co piąty kandydat nie stawia się na umówioną rozmowę kwalifikacyjną – mówią nasi rozmówcy. Pracodawcy są tak zdesperowani, że potwierdzają przez telefon ich przybycie wielokrotnie, ostatni raz na parę godzin przed spotkaniem. Kandydat potwierdza, po czym... nie ma go na umówionej rozmowie.

Najczęściej takie zachowania zdarzają się informatykom. – To prawda, mniej więcej co piąty nie przychodzi na rozmowę o pracy. Branża informatyczna to całkowicie rynek pracownika. Informatycy otrzymują dziennie po 5 ofert pracy i to dzień w dzień. Nie ma dnia, by tak się nie działo. Możemy mówić wiele o wychowaniu takich ludzi, ale przez to, że dostają tak wiele ofert, myślą, że są wybrańcami, że mogą się w ten sposób zachowywać. Są bardzo wybredni i nie zawsze motywacją są pieniądze – mówi w rozmowie z INN:Poland Hubert Kubasiewicz z iTalents, agencji HR rekrutującej informatyków.



Okazuje się, że przeszkodą może być daleka wyprawa... na praski brzeg Wisły, albo... do centrum miasta. – Są tacy, którzy mówią, że nie chcą pracować na Pradze, bo nie chce im się wsiadać w metro i przejeżdżać przez Wisłę. To nie ta branża, że będą dojeżdżać dwie godziny do pracy pociągiem, tak jak ja, gdy jeszcze mieszkałem w Łodzi. Nie chcą pracować w centrum, bo nie ma gdzie zaparkować samochodu, a mówią, że komunikacją to im się jeździć nie chce. Nie szanują nas, jako firm rekruterskich, nie szanują swoich pracodawców – dodaje Kubasiewicz.

Najgorsze jest jednak to, że pracownicy nikogo nie powiadamiają, że się na takim spotkaniu nie pojawią. – Dlatego staramy się potwierdzać takie spotkania nawet na kilka godzin przed. Ale to i tak nie działa, bo kandydaci potrafią nie przyjść, nawet jak potwierdzą nam przybycie. Pracodawcy mają potem pretensje do nas, że źle zorganizowaliśmy spotkania. Staramy się to wyjaśnić, dzwonimy do kandydatów, ale oni już wtedy nie odbierają telefonów. Trzeba się nieźle nagłowić i natrudzić, by zainteresować ich pracą – opowiada Kubasiewicz.

Z Kubasiewiczem zgadza się Aleksandra Wesołowska z serwisu praca.pl. – Z naszych danych wynika, że mniej więcej co piąty kandydat nie przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną. Dotyczy to sektora zakupowego, np. sprzedawców i obsługi klienta. Do tego gastronomia i catering, gdzie jest dwukrotny wzrost ofert pracy w ciągu ostatniego roku. Nasz raport „Pracownik pilnie poszukiwany” jednoznacznie pokazuje, że jest coraz więcej ofert pracy, np. we Wrocławiu ich liczba przez rok wzrosła o 238 procent. To sprawia, że pracownicy stają się coraz bardziej wybredni – zauważa Wesołowska.

Obserwacje dotyczące pracowników z językami obcymi potwierdza w rozmowie z INN:Poland Agata Szenderowska-Morgen, konsultantka kariery i headhunter. – Mogą zarobić około 4 tys. brutto, niektórzy nawet 6 tys. brutto. Dla nich to pierwsza praca, ale i tak nie przychodzą na rozmowy, bo przebierają w ofertach jak w ulęgałkach, patrzą kto da im najwięcej. Umawiają się na kilka rozmów jednocześnie i wybierają najlepszą opcję. Takie mam informacje od menedżerów firm, którzy na co dzień zmagają się z tym problemem. Pracownicy centrów biznesowych obsługują głównie klientów z innych krajów. Rotacja na tych stanowiskach jest nieustanna, pracują najwyżej dwa lata. To lingwiści po uniwersytetach i ciągnie ich do języka, jeśli trafiają na techniczny obszar, szybko im się tu nudzi. Powtarzalne czynności powodują, że się wypalają zawodowo. Potrzebują kontaktu z drugim człowiekiem – zauważa Szenderowska-Morgen.

Szenderowska-Morgen zwraca też uwagę na fakt, że takie zjawiska występują bardzo często w sektorze usług outsourcingu. – Tych centrów jest obecnie mnóstwo, to bardzo silny trend. Kraków jest nimi wprost usiany. 10 procent kandydatów w tych centrach nie przychodzi na rozmowy. Rozmawiam z wieloma menedżerami, którzy twierdzą, że są już zmęczeni niepoważnymi kandydatami. Do tego dochodzą pracownicy przyjęci, których kilka procent nie stawia się pierwszego dnia w pracy. A jak nawet podejmą pracę, to nie umieją przyjąć uwag dotyczących wykonywanych zadań od menedżerów i się obrażają – dodaje.
– Kandydaci pozyskiwani z head huntingu często reagują entuzjastycznie i spontanicznie na propozycję, pod wpływem rekomendacji rekrutera. Sami jednak nie szukają pracy i po przemyśleniu zmieniają zdanie. Powodem rezygnacji kandydatów z rekrutacji bez uprzedzenia jest fakt, że nie czują się przygotowani do rozmowy z klientem, nie mają wiedzy, boją się kolejnej odmowy, są przestraszeni wielkością firmy, do której idą na rozmowę, wstydzą się do tego przyznać. Więc nie przyjść i nie poinformować jest w ich ocenie najłatwiej – zauważa z kolei Julia Włosowicz z agencji rekrutacyjnej Lobo HR.

– By zminimalizować ryzyko, warto przekazać pracownikowi jak najwięcej informacji na temat klienta, struktury firmy, jej kultury, jeśli to możliwe wynagrodzeń, opisu stanowiska. Ważne jest też budowanie relacji z kandydatem. Przy kandydatach na stanowiska fizyczne sprawdzają się świetnie mapki z dojazdem oraz sms przypominające o spotkaniu – dodaje Włosowicz.

Takie postawy to element zmian na rynku pracy, które trwają już od wielu lat. – Rozmowy o pracę nam powszednieją.Ostatnie kilkanaście lat przyniosło znaczącą zmianę postaw wobec zmiany pracy – mówi w rozmowie z INN:Poland Piotr Sedlak z firmy badawczej Sedlak & Sedlak.

Nikt nie zakłada już pracy przez całe życie dla jednego pracodawcy. Można powiedzieć, że rozmowy o pracę nam powszednieją.
– Jeżeli szukamy pracy w dużych miastach, to, wchodząc na portale ogłoszeniowe, widzimy mnóstwo ofert. Właśnie dlatego, że mamy dużo możliwości, to wartość pojedynczej rozmowy staje się coraz mniejsza. Jeżeli ją przegapimy, to zaraz będzie następna. Oczywiście rezygnując z rozmowy, powinniśmy zadzwonić i powiadomić osobę, z którą jesteśmy umówieni o rezygnacji z procesu rekrutacyjnego. Tu nawet nie chodzi o budowanie swojego wizerunku jako kandydata, ale o podstawowy poziom kultury i szacunku dla czasu drugiej osoby – tłumaczy Sedlak.

Jak mówi INN:Poland Sedlak, problem dotyczy wszystkich, choć najbardziej widoczny jest podczas rekrutacji pracowników szeregowych. Często wynagrodzenie na tych stanowiskach nie jest satysfakcjonujące dla kandydatów, dlatego też przywiązują oni mniejszą wagę do całego procesu rekrutacyjnego.

Napisz do autora: rafal.badowski@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...