Absurdalne kary dla pracowników? Internauci nie zostawiają na tym warszawskim lokalu suchej nitki

Wejście do Level Up.
Wejście do Level Up. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Trwa burza wokół jednego z warszawskich lokali. Po publikacji artykułu w "Gazecie Wyborczej", gdzie opisano warunki pracy w barze Level Up, internauci nie pozostawiają na miejscu suchej nitki. Krytyka w sieci to jedno – co z sytuacją zatrudnionych tam ludzi? Podobnie jak w całej branży gastronomicznej, są pozostawieni samym sobie.



Przypomnijmy: w materiale "Gazety Wyborczej" opisano praktyki, stosowane przez menadżera Level Up wobec pracowników. Najbardziej jaskrawym przykładem była tablica, na której opisany został system kar. Zgodnie z nim za brak koszuli na zmianę odliczano od pensji 30 złotych, a za niezrobienie herbaty pracodawcy – 50 złotych. Pozycji było łącznie 33.
Drugim bulwersującym aspektem był sposób wynagrodzeń. Dzienna pensja zależała od utargu w barze – im słabszy dzień, tym niższa płaca. Dodatkowo, pierwsze pięć dni pracy w Level Up było określane jako tak zwany okres zagrożenia, za który rzekomo nie należy się wypłata – tę można było dostać dopiero po przepracowaniu ustalonych dwóch tygodni okresu wypowiedzenia. Za ten okres pracownicy nie dostawali umowy.

Doświadczyła tego była pracownica klubu, która w liście do "Gazety Wyborczej" opisuje, że zrezygnowała po dwóch dniach pracy, nie otrzymując wynagrodzenia. Dodaje również, że 14-godzinna zmiana dotyczyła większości zatrudnionych w Level Up pracownic.

Menedżer lokalu określił ten system jako "utargowo-prowizyjno-sprzedażowy", który ma działać na zasadzie zbliżonej do sektora handlu. Natomiast system kar nie jest, jego zdaniem, egzekwowany – to tylko efekt psychologiczny, który ma na celu motywować zatrudnionych.

Na reakcję internautów nie trzeba było długo czekać. Na facebookowym profilu Level Up pojawiło się mnóstwo negatywnych komentarzy, krytykujących zarówno praktyki zarządzających, jak i poziom obsługi baru. Nie pomogło wystosowanie oświadczenia przez lokal.
Marcin Budzewski, ekspert Instytutu Analiz Rynku Pracy, nie widzi zbyt wielu możliwości manewru dla poszkodowanych pracowników.

– Umowy cywilnoprawne są często spotykane, zwłaszcza w gastronomii, gdzie panuje duża rotacja zatrudnienia – tłumaczy w rozmowie z INN:Poland. – Niestety, nie chronią one praw pracowników tak, jak w przypadku umowy o pracę, bo warunki są uzgadniane między pracodawcą a pracownikiem – podkreśla.

Problemem jest również wzrost zatrudnienia w szarej strefie. Budzewski podaje, że około 10 proc. zatrudnionych pracuje bez umowy, która w jakikolwiek sposób roztoczyłaby parasol ochronny. Zaznacza jednak, że nie jest niemożliwe, by dociekać swoich praw. Jeżeli istnieje możliwość udowodnienia, że wystąpił stosunek pracy, wtedy można udać się do Państwowej Inspekcji Pracy, a w konsekwencji sądu pracy. W praktyce to bardzo trudne.

Ekspert dodaje, że przeszkodą jest to, że niewielu poszkodowanych decyduje się na taki krok – po prostu boją się, że pracodawca będzie chciał zemścić się na „donos”. Warto pamiętać, że do PIP można zgłosić się anonimowo, nie tylko w celu wysłania inspekcji, ale również w celu uzyskania odpowiedniej porady prawnej.
Natomiast system kar budzi zastrzeżenia eksperta. – To, jakie konsekwencje można wyciągnąć od pracownika, jest opisane w kodeksie pracy. Zatrudniona osoba musi mieć możliwość odwołania się od nałożonej kary, a jej obowiązki muszą być opisane w umowie. Taka tablica może podchodzić pod mobbing – dodaje.

Łukasz Komuda, ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, określa sytuację w Level Up jako przykład zarządzania za pomocą kija i grubszego kija.

– Takie działanie to wymuszanie dyscypliny. Argument, że młodzi ludzie są problematyczni, jest absurdalny. Są inne metody utrzymania porządku w zespole – mówi w rozmowie z INN:Poland. – Jednym z nich jest ustalenie jasnych zasad, na przykład systemu równoważnych kar i nagród. A tablica? Nawet jeśli to był żart czy forma motywacji, to niesmaczna. Ale mnie nie dziwi – w wielu firmach jest niepisany zbiór zasad, w jaki sposób trzeba obchodzić się z przełożonymi. Tutaj po prostu zostało to spisane i wystawione na widok – dodaje.

Co jeszcze może zrobić kelner na tak zwanej śmieciówce? Zdaniem Komudy, rozwiązaniem może być zebranie się wszystkich pracowników, rozmowa z pracodawcą i porozumienie się obu stron. Pracownik jest na słabszej pozycji, więc solidarność może być jakimś rozwiązaniem problemu. A kontrola PIP? – Dostaną 2000 złotych mandatu i dalej będzie tak samo – gorzko konkluduje.

Poprosiliśmy przedstawicieli Level Up o udzielenie komentarza. Menadżer lokalu odmówił wypowiedzi dla INN:Poland.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...