Po reformie Gowina uczelnie zaczynają wielkie cięcia. „Zwalniamy osoby związane z uniwersytetem od kilkudziesięciu lat”

Wręczenie habilitacji i nominacji doktorskich na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie
Wręczenie habilitacji i nominacji doktorskich na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta
Pracownicy uczelni wyższych zaczynają odczuwać pierwsze skutki reformy systemu szkolnictwa. Według nowego algorytmu finansowania uczelnie, aby nie stracić części pieniędzy z dotacji państwowych, powinny zmniejszać liczbę studentów, co wiąże się ze zwolnieniami wśród pracowników obsługi. – To są bolesne decyzje i negatywne skutki tej zmiany. Wręczamy już wypowiedzenia. Niestety nie mamy wyjścia – opowiada w wywiadzie dla Pulsu HR Robert Tomanek, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Wdrożona od 1 stycznia reforma Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego zakłada, że na jednego wykładowcę powinno przypadać 13 studentów. W przeciwnym wypadku uczelni grozi zmniejszenie wysokości dotacji. Projekt, który ma zwiększyć jakość studiowania, może się jednak negatywnie odbić na stanie kadrowym szkół wyższych.

Tomanek tłumaczy, że po wprowadzeniu zmian w finansowaniu przed uczelniami, które nie chcą stracić środków z budżetu, stoją dwa rozwiązania. Pierwsze – zwiększenie liczby pracowników, co zdaniem rektora, nie będzie jednak zbyt popularną praktyką. Drugie – ograniczenie liczby studentów, co wiąże się również ze zwolnieniami pracowników.

Uniwersytet w Katowicach zatrudnia obecnie 530 nauczycieli i 500 pracowników obsługi. I to właśnie tych drugich uczelnia ma zamiar się pozbywać. Ilu z nich będzie musiało poszukać sobie nowej pracy? – Szacujemy, że – jeśli ta dotacja nie spadnie bardziej niż oczekujemy – to przynajmniej w tym roku będzie to ok. 50-60 osób. Nie są to zwolnienia grupowe, ale to są bardzo trudne decyzje – tłumaczy Tomanek.

źródło: Puls HR

Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...