Polska legenda dwóch kółek powraca. Jakość ma być wyższa od dostępnej dziś tandety, ale cena – jak najbardziej polska

Produkcję WSK wygaszono w 1985 r.
Produkcję WSK wygaszono w 1985 r. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Wiejski Sprzęt Kaskaderski – tak kiedyś złośliwy rozszyfrowywali akronim WSK. Po latach jednak marka ta uchodzi za kultową, w nie mniejszym stopniu niż Junaki, WZ i inne wynalazki naszego rodzimego przemysłu motoryzacyjnego. Dzięki grupie pasjonatów w Świdniku znów ma ruszyć produkcja tego jednośladu.

To był motocykl, który oswajał Polaków – zwłaszcza tych spoza wielkich miast – z motoryzacją. Rolę życia zagrał w serialu „Daleko od szosy”, potem jednak stopniowo odchodził w zapomnienie. W 1985 r. – a więc jeszcze za czasów Polski Ludowej – zapadła decyzja o wygaszeniu produkcji. WSK pozostał „artefaktem” dla nostalgików: pojawił się w 2003 r. na wielkim ekranie, w filmie „Motór”, kilka lat później jeździł na nim bohater filmu „Sztuczki”.



– Projekt odrodzenia narodził się kilka lat temu w głowach pasjonatów motocykli, a szczególnie naszych rodzimych "wuesek" – opowiada portalowi dziennik.pl Michał Piotrowicz, wiceburmistrz Świdnika. - Snuliśmy plany i marzenia, by tę markę odrodzić, ale wszystko rozbijało się o realia finansowe. Wreszcie z inicjatywny burmistrza Świdnika Waldemara Jaksona pomysł ze sfery marzeń przeniósł się na płaszczyznę biznesową. I dwa lata temu rozpoczęliśmy poszukiwania firm, które byłby w stanie sfinansować to przedsięwzięcie – dodaje.
Udało się. W najbliższych miesiącach inicjatorzy reaktywacji WSK chcą zawiązać konsorcjum i podpisać list intencyjny – tak, by można było rozpocząć prace badawczo-rozwojowe. Choć inicjatorzy akcji jeszcze nie ujawniają, kto będzie biznesowym motorem – nomen omen – przedsięwzięcia, to podkreślają, że punktem wyjścia będzie koncepcja „wueski”, która nie weszła w końcu do produkcji. Nowa odsłona zapewne będzie wizualnie nawiązywać do stylistyki retro – ale pod względem rozwiązań konstruktorskich w niczym nie będzie ustępować nowoczesnym maszynom.

– Na pewno silnik w 100 proc. byłby opracowany i produkowany w Polsce – mówi wiceburmistrz Świdnika. Jak zapowiada, chodzi też o to, by jak najwięcej komponentów powstawało nad Wisłą. Najmniejszy przewidywany silnik to, jak w pierwowzorze, 125 ccm. Ale obok niego miałby powstawać też „potwór” o pojemności 1000 ccm. - Duża maszyna dla poważnych mężczyzn – kwituje Piotrowicz.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...