Koniec internetu, jaki znacie. Warszawski start-up znalazł sposób na politycznych trolli i hejterów

Maciej Ołpiński.
Maciej Ołpiński. Fot. www.maciejolpinski.com
3 miliony złotych – taką kwotę zdecydowali się wyłożyć inwestorzy na Userfeeds, start-up założony przez dwóch wyjadaczy z branży nowych technologii. „Nowa firma posiada platformę, która stosuje oparte na technologii blockchain tokeny do nowych znalezisk w sieci. Jej ideą jest walka z tak zwanymi fake newsami, poprzez ekonomiczne zachęty do oceniania zawartości” – pisał o Userfeeds prestiżowy serwis Tech Crunch. Ale to ledwie muśnięcie istoty rzeczy: polski start-up przewiduje prawdziwą sieciową rewolucję, w gruncie rzeczy chce się do niej przyczynić.

W Google mogliby powiedzieć, że Maciej przeszedł na stronę rebelii. – Pomysł na Userfeeds narodził się z dwóch powodów: pierwszym jest moja kariera w Google, gdzie przez wiele lat zajmowałem się Google AdWords, linkami sponsorowanymi i wszystkim, co dotyczyło obsługi produktów reklamowych – opowiada INN:Poland Maciej Ołpiński, jeden ze współzałożycieli Userfeeds. – Drugi impuls wypłynął z tego, że w 2013 roku zainteresowałem się bitcoinem, a tak naprawdę blockchainem: technologią, która leży u podstaw bitcoina – dodaje.


Dziś Ołpiński wspomina o Google, gdy mówi o „dwóch korporacjach, które monopolizują internety” – oprócz koncernu z Mountain View ma tu na myśli Facebooka. Obie firmy stopniowo zagarniają coraz większe porcje budżetów reklamowych, w coraz większym stopniu kontrolując przepływ uwagi użytkowników – a zatem tego, co tak naprawdę internetowe media sprzedają reklamodawcom. Z każdym dniem przybywa tych, którzy szukając informacji nie zagrzebują się w stronach poszczególnych portali, tylko „pytają Google”. Kto chce wiedzieć, co się dzieje, nie zagląda do portalu informacyjnego, tylko na Facebooka.

Ten mechanizm zwrócił uwagę Ołpińskiego i drugiego ze wspólników w Userfeeds, Grega Kapkowskiego – inżyniera oprogramowania, posiadającego doświadczenie i garść patentów w zakresie tworzenia algorytmów agregowania metadanych. Z pozoru oznaczał on, że świat zmierza w stronę duopolu. Chyba, że... bitcoin. – Na naszych oczach narodziła się totalnie otwarta struktura danych, którą wszyscy mogą obserwować i która, jak się nagle okazało, ma w sobie pieniądze – konstatuje z entuzjazmem Ołpiński.
Nowy wspaniały świat
Bitcoin jest oparty na blockchain – „łańcuchu” danych, do którego dodawane są kolejne unikalne „cząsteczki”, dokumentując „drogę”, jaką cały taki łańcuszek przechodzi. Można sprawdzić, kto i kiedy wytworzył taką „jednostkę”, kiedy i komu ją przekazał itd. Kod jest otwarty: można go skopiować, tyle że nie można go podrobić. A co ważniejsze, dzięki bitcoinowi, nagle okazało się, że ta jednostka danych może być pieniądzem.

Bitcoin stał się pieniądzem, bo zadziałał „efekt sieciowy”. Innymi słowy, znalazła się grupa osób, która „uwierzyła”, że bitcoin jest pieniądzem – da się go wymienić na waluty ze świata realnego, że posiada swój kurs i warto w niego inwestować. Taką samą umowność stosowano oczywiście wcześniej do złota – bo niby z czego miałaby wynikać ta wysoka wartość żółtego metalu – czy banknotów – no bo jaką wartość mają w gruncie rzeczy zadrukowane, kolorowe skrawki papieru.

Tych dwóch elementów Userfeeds potrzebuje, by tworzyć nowy świat. W tym świecie warszawski start-up chciałby wspierać tworzenie tokenów. Czyli, nazwijmy to, jednostek wartości – tokenem jest bitcoin, który jest przez swoich użytkowników traktowany jako waluta; ale inne tokeny mogłyby być traktowane jako rodzaj np. udziałów w przedsiębiorstwie, albo np. jednostka wiarygodności – rodzaj certyfikatu uwiarygadniającego choćby informacje w oczach innych członków grupy.

Token, o jakim myślą Ołpiński i Kapkowski, jest jeszcze inną jednostką wartości: jest jak lajk na Facebooku czy komentarz „kupującego” na Allegro – jest jednostką wartościującą i uwiarygadniającą. Bardziej niż lajk czy komentarz, bo oba mogą pochodzić od bota lub „słupa”. Natomiast użycie takiego tokena pozwala natychmiast namierzyć osobę używającą go, dowiedzieć się, „kim jest i skąd przybywa”. I, oczywiście, jaki może mieć interes w takim, a nie innym użyciu swojego tokena.
Dlaczego to ważne? Bo we współczesnym świecie sieciowym trwa walka o uwagę internautów. Walka sprowadzająca się do nieczystych chwytów, jak tłumaczy to Ołpiński: clickbaitów, hejtu, armii botów lajkujących wątpliwe treści, wytwarzania fałszywych – choć krzykliwych – treści, których jedynym zadaniem jest przyciągnięcie uwagi internautów, by w tych kilkanaście sekund wyświetlić im reklamowy baner czy klip. W efekcie za bezcen – a więc krótką chwilę potrzebną na stworzenie „kontentu” pozbawionego informacji lub opierającego się na wymyślonym na poczekaniu komunikacie – można zdobyć realne ekonomiczne zyski.

Sieć pragnie wartości
Użycie tokena sprawi, że w tym zgiełku informacje zaczną „nabierać kontekstu”: oznaczona ową jednostką wartości informacja będzie uwiarygodniona tokenem użytkowników z naszej grupy. Ewentualnie będziemy w stanie zorientować się, jakie mogą być intencje i interesy osoby, która „dodała” swój token do kontentu.

– To, co rozwijamy w tym momencie, opiera się na technologii Ethereum [z definicji jest to platforma i język programowania – przyp. red.], którą można określić jako następcę, czy hybrydę bitcoina – mówi nam Ołpiński. – Pozwala ona na programowanie tokenów, jednostek wartości, które każdy może widzieć, a informacje o ich pochodzeniu są dostępne w rozproszonej bazie danych – dodaje.

Userfeeds używa Ethereum do sygnalizowania istotnych treści – nie tylko w opisanym wyżej kontekście, ale też w kontekście owych grup, które tworzą „efekt grupowy”. Innymi słowy, użytkownik bitcoina – czy którejś z innych jednostek wartości – może używać odmiennego tokena dla sygnalizowania innym użytkownikom bitcoina informacji wartościowych z punktu widzenia wszystkich użytkowników bitcoina. W połączeniu z opisanym wyżej systemem „uwiarygadniania” czy „autoryzacji” treści może to pomagać użytkownikom, deweloperom czy wydawcom układanie wyników wyszukiwania, strumieni informacji, systemów rekomendacji, list linków sponsorowanych czy rankingów najpopularniejszych treści nie na bazie anonimowych lajków czy preferencji wydawców lecz identyfikowalnych użytkowników tokenów.

– W tym kontekście ta ekonomia pozyskiwania uwagi się zmienia. Nagle mamy jednostkę wartości, która pozwala nam uzyskać wpływ na to, co będzie się opłacać publikować, a co nie – kwituje Ołpiński. A nawet nadmiar jednostek, bo ambitni programiści z całego świata rzucają się dziś do Ethereum, by tworzyć kolejne tokeny – z ambicją wykreowania kolejnych kryptowalut. Nieliczne z tych jednostek doczekają się jednak efektu grupowego, który pozwoliłby w jakiś konstruktywny sposób je zagospodarować.
Userfeeds nie ma zamiarów tworzyć tokenów. Nie chce próbować tworzyć wokół nich efektu grupowego. Warszawski start-up zmierza raczej do tego, by tworzyć możliwości konstruktywnego zagospodarowania powstających tokenów. – Wokół pojawiających się tokenów istnieją jakieś sieci ludzi, którzy taki token mają. I oni chcieliby, żeby on posiadał jakąś wartość – kwituje Ołpiński. Sztuka zatem polega na tym, by wskazywać sposoby uzyskania takiego efektu, zmierzające – nawet pośrednio – do monetyzacji.

Fałszywe newsy znikną, ale nie całkiem
Ołpiński i Kapkowski pierwszą przeszkodę mają już za sobą: w ramach finansowania na poziomie seed udało im się uzyskać 800 tys. dolarów od funduszu BlueYard Capital, współzałożyciela Coinbase Freda Ehrsamha czy Piotra Smolenia z Data Ventures. – Teraz budujemy zespół: zatrudniamy deweloperów, którzy pomogą nam rozwijać „silnik”, Userfeeds Engine, pozwalający na budowanie spersonalizowanych w oparciu o tokeny wyników wyszukiwań, feedów informacyjnych, systemów rekomendacji, rankingów najpopularniejszego kontentu – podsumowuje Ołpiński.

Silnik ma zasysać dane z istniejących już tokenów, pozwala definiować reguły układania rankingów. – Nie zmienimy tego, że każdy może w sieci napisać cokolwiek. Nikt nie jest w stanie tego ludziom zabronić, zwłaszcza w tak zdecentralizowanym świecie – mówi współtwórca Userfeeds. – Ale jesteśmy w stanie dać ludziom mechanizmy, w których można odkrywać i układać treści w inny sposób. Jestem w stanie tak układać algorytm, by premiował on, dajmy na to, treści użytkowników bitcoina w taki sposób, że im kto ma bitcoiny dłużej, tym wyżej w rankingu czy wynikach wyszukiwania będzie jego głos: komentarz, lajk, wyróżniona przez niego treść – kwituje. Fake newsy, clickbaity czy hejterzy nie znikną z sieci, ale za to mogą zniknąć z naszych strumieni wyświetlanych informacji.

Userfeeds Engine będzie platformą deweloperską, jej rozwój zajmie Ołpińskiemu i Kapkowskiemu najbliższe pół roku. Potem chcą zająć się budowaniem aplikacji – konkretnych produktów, w których wykorzystana byłaby cała filozofia i rozwiązania, na których bazuje Engine. – Będziemy budować produkty, pozwalające wydawcom monetyzować ich powierzchnię reklamową z wykorzystaniem tokenów, eksperymentujemy z modelami monetyzacji, które będą opierać się na tym, że to społeczność kontrybuuje w tym, co jest na danej powierzchni – dorzuca.

Założyciele firmy nie zamierzają ruszać się z Warszawy ani o krok. Nie ma potrzeby zresztą. – Kto wchodzi w blockchain, od pierwszego dnia działa globalnie – śmieje się Ołpiński. Poza tym, olbrzymią rolę grają czynniki relatywnie przyziemne. Jak już pisaliśmy na stronach INN:Poland, Polska jest prawdziwym zagłębiem środowiska specjalistów od kryptowalut, a jednocześnie stawki, jakich oczekują polscy deweloperzy są znacznie niższe niż na Zachodzie. – W Dolinie Krzemowej to może być 160 tys. dolarów rocznie, w Polsce 180 tysięcy, ale złotych. A specjalistów mamy równie dobrych – ucina Ołpiński.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...