Nawet na najgłupszej inwestycji wyjdziesz lepiej niż wtedy, gdy zaufasz doradcom finansowym

Przestaliśmy ufać doradcom inwestycyjnym
Przestaliśmy ufać doradcom inwestycyjnym 123rf.com/feverpitched/zdjęcie seryjne
Profesor Aneta Hryckiewicz z Akademii im. Leona Koźmińskiego stworzyła bota inwestycyjnego (Ryzykometr Inwestycyjny), który po odpowiedzi na kilka prostych pytań stworzy dla nas za darmo spersonalizowaną strategię inwestowania. – Przestaliśmy ufać doradcom finansowym. Ja z ich usług też nie korzystam, bo chyba nie ma osoby, która nie spotkała się z ich błędną decyzją. Bierze się to m.in. stąd, że czasami próbują nam „wcisnąć” produkt finansowy nie patrząc na to, czy jest on dopasowany do nas, czy nie – tłumaczy w rozmowie z INN:Poland.

Pani profesor opowiada o inwestowaniu w akcje czy obligacje, a większość Polaków kurczowo trzyma pieniądze na lokatach. Dla nas to czysta abstrakcja.



Może i abstrakcja, ale pieniądze, które przez to tracimy są już całkowicie realne. Z moich badań wynika, że inwestując nawet w najbardziej zdywersyfikowany i zrównoważony portfel, zyskalibyśmy względem lokat 4 proc. rocznie. Jako społeczeństwo trzymamy na lokatach 700 mld, z czego przynajmniej 1/3 mogłaby być zainwestowana w bardziej efektywny sposób.

O tym jak efektywny mogliśmy przekonać się podczas kryzysu finansowego w 2008 roku - wszystkie wskaźniki były zaznaczone na czerwono. Następnie przejechaliśmy się na polisolokatach, które miały być naszym zabezpieczeniem na przyszłość, a w większości przypadków największymi wygranymi okazali się...nasi doradcy.

I dlatego przestaliśmy im ufać. Ja z ich usług też nie korzystam, bo chyba nie ma osoby, która nie spotkała się z ich błędną decyzją. Bierze się to m.in. stąd, że czasami próbują nam „wcisnąć” produkt finansowy nie patrząc na to, czy jest on dopasowany do nas czy nie. Zdarza się, że „grają na siebie”.

I stąd potrzeba stworzenia maszyny, która będzie w swojej ocenie całkowicie obiektywna?

Tak, bot nie poddaje się emocjom, nie kalkuluje też naszej strategii pod kątem swoich zysków. Daje natomiast wiedzę, dzięki któremu ludzie mogą sami zdecydować, gdzie chcą lokować swoje pieniądze.
Zaczyna się jednak od ankiety. Już na początku pada pytanie o płeć. Trąci seksizmem.

Wręcz przeciwnie. Z badań wiemy, że kobiety mają statystycznie większą awersję do ryzyka. Jeżeli strategia będzie w ich przypadku zbyt agresywna, to przy pierwszych spadkach mogą zacząć w panice wyprzedawać akcje i w rezultacie zamiast wysokich zysków, dostaną gigantyczne straty. Choć każdy przypadek jest rozpatrywany oddzielnie – jeżeli z ankiety wynika, że klientka jest młodą singielką z dobrze płatną pracą, to oczywiście bot dużo wyżej oceni jej potencjalną odporność na ryzyko.

Strategia nie powinna być skoncentrowana tylko na maksymalizacji zysków?

Przy jej konstrukcji musimy uwzględniać czynnik ludzki, naszą konstrukcję psychiczną. Dlatego pytamy się także o wiek – bo im jesteśmy młodsi tym mamy większą tolerancję na ryzyko. Ważne są również takie czynniki jak to, jaki procent dochodów możemy oszczędzać i czy na bieżąco śledzimy rynki.

?

Osoby, które tego nie robią, mają tendencję do poruszania się „za rynkiem”. Nie mogą mieć agresywnego portfela, bo w przypadku załamania poniosą ogromne straty, pójdą śladem pozostałych graczy, którzy w takich chwilach sprzedają akcje. Strategia powinna być tymczasem tak dobrana, by klient nie reagował na chwilowe spadki. To ona powinna iść za klientem, nie klient za nią.

Dobrze więc wypełniliśmy już całą ankietę. Co dostajemy w zamian?

Polecaną przez bota strukturę portfela – np. ile procent naszych oszczędności powinniśmy zainwestować w akcje spółek europejskich, a ile w obligacje amerykańskiego rządu.

Dalej wyskakuje nam tabela z nazwami funduszy...

To spis ETF-ów. To fundusze inwestycyjne, które w Polsce wciąż są stosunkowo mało popularne, a na świecie biją rekordy popularności. Wartość włożonych tam aktywów w USA przerasta już wartość tych, które są w tradycyjnych funduszach inwestycyjnych.
Skąd ta popularność?

Tradycyjne fundusze są zarządzane przez ludzi. A praktyka pokazuje, że zarządzający na dłuższą metę (np. w perspektywie 5 lat) nie są w stanie wygenerować wyższego wyniku niż rynek. Jednocześnie za obsługę pobierają prowizje rzędu 3,5 proc. W przypadku ETF-ów te opłaty są symboliczne – w granicach 0,1-0,2 proc. Wynika to stąd, że emitent automatycznie skupuje akcje do portfela tak, by fundusz jak najwierniej naśladował wyniki indeksu, na którym się opiera.

I w które powinniśmy zainwestować?

To już decyzja każdego z nas. Na tym polega właśnie idea Ryzykometru Inwestycyjnego – dostarcza nam tylko informacji o tym, jak podzielić inwestycję.

Wszystko to pięknie brzmi zastanawia mnie jednak, ilu Polaków zda się na powierzenie oszczędności życia botowi, który wiedzę czerpie z krótkiej ankiety.

Na Zachodzie wartość aktywów pod zarządzaniem tzw. „roboadvisorów” rośnie z każdym rokiem. W latach 2015-2016 o 1200 proc. a między 2016 a 2017 o ok. 500 proc. Cała branża przewiduje, że do 2020 roku roboty będą zarządzały 3 bilionami dolarów.

Czyli bardziej ufamy robotom niż ludziom?

Tak, bo czynnik ludzki jest bardzo zawodny, a roboty obiektywne i jednocześnie niskokosztowe.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...