Urodzony pod szczęśliwą gwiazdą. Biznesmen z Białegostoku stworzył unikalny system, który obsługuje rządy i monarchów

Rafał Goralski, założyciel GeoVS Ltd.
Rafał Goralski, założyciel GeoVS Ltd. Fot. Materiały prasowe
Rafał Goralski nie jest typem wygadanego menedżera, który snuje dalekosiężne wizje i obiecuje złote góry. – Moja droga do biznesu była w sporej mierze przypadkowa – zastrzega. Ale gdyby zastosować do niego filozoficzną regułę „po owocach ich poznacie”, Goralski okazałby się człowiekiem czynu: jego produkty sprzedawane są na całym świecie, firma podpisuje kontrakty warte dziesiątki milionów funtów, a twórca tego biznesowego sukcesu uruchamia już kolejne przedsięwzięcie.

Kilkanaście lat temu absolwentowi informatyki na Politechnice Białostockiej zapewne nawet się nie śniło, że będzie robić interesy z królem Bahrajnu czy potentatem rynku ropy naftowej, British Petroleum. – Decydował przypadek – kwituje skromnie Goralski. Po studiach trafił w 2001 roku do Hongkongu, gdzie został członkiem zespołu badawczego tamtejszej politechniki. Zespół pracował nad systemami informacji przestrzennej nowej generacji, trójwymiarowymi i dynamicznymi. – Takie systemy typu GIS były idealne do zastosowania na morzu, gdzie wszystko jest w ruchu – podkreśla. – Dodatkowo moją pasją było żeglarstwo, więc od razu skojarzyłem morze z potencjałem takiego systemu – dodaje.



Nie od razu jednak Kraków zbudowano. Prace zespołu miały charakter teoretyczny, bardzo akademicki, projekt rozwijali zarówno eksperci od informatyki, jak i praktycy z branży żeglarskiej, którzy doradzili m.in. włączenie do systemu rozmaitego rodzaju map morskich. W kolejnych latach zespół wiązał się z instytutem badawczym francuskiej Akademii Morskiej, Ecole Naval, a ostatecznie po kilku latach miał wylądować w University of South Wales, alma mater profesora, który zarządzał pracami zespołu.
Od przypadku do kontraktu
Goralski przepracował w Hongkongu półtora roku, potem wrócił do ojczyzny i zatrudniał się w warszawskich firmach informatycznych. Do zespołu został ściągnięty znowu, gdy prace przeniosły się na Wyspy. – Dostałem propozycję, by kontynuować tam prace w charakterze doktoratu – mówi. W efekcie stał się szefem projektu. A gdy jego promotor odszedł na emeryturę i skończyły się fundusze – zespół stanął przed wyborem: włożyć efekty blisko dziesięcioletniej pracy do szuflady, czy też komercjalizować pomysł. – Wiele projektów badawczych kończy w koszu, nikt z nich nie korzysta. A ja zawsze chciałem coś stworzyć, więc spróbowałem. Udało się pozyskać inwestora i zaczęła się komercjalizacja projektu. Część udziałów oddaliśmy uniwersytetowi w zamian za prawa własności intelektualnej i od tej chwili była to inicjatywa w całości prywatna – wspomina.

W ten sposób w 2009 roku powstała GeoVS Ltd. Przejście od badań uniwersyteckich do produktu dostępnego dla klientów komercyjnych zajęło ponad dwa lata. – Wymagania klienta różnią się od priorytetów badacza. Liczy się jakość, wydajność, niezawodność i funkcjonalność takiego systemu; dostosowanie do realnych warunków – tłumaczy Goralski. – W końcu to nie eksperyment, na tym systemie mają polegać ludzie, zarządzając bezpieczeństwem żeglugi – dorzuca. Gdy jednak system był już gotowy do pokazania klientom, okazało się, że konkurencji praktycznie nie ma: na rynku dostępne były rozwiązania opracowane mniej więcej dwadzieścia lat wcześniej, na przełomie lat 80. i 90.

– Branża morska była łatwym do podbicia rynkiem. Do dziś nie podniosła się z kryzysu, jest dosyć tradycyjnym i zacofanym rynkiem, znacznie mniej atrakcyjnym dla twórców systemów nawigacji niż motoryzacja, w której są miliony samochodów. Po morzach i oceanach pływa „zaledwie” jakieś 80-100 tysięcy dużych jednostek – opowiada szef GeoVS Ltd. Do tego można dorzucić jeszcze setki tysięcy kutrów rybackich, ale wciąż to daleko za rynkiem aut.
Potentat zaniedbanego rynku
System, z jakim ruszył na rynek GeoVS Ltd., był przeciwieństwem już dostępnych staroci: był interaktywny, z elementami technologii VR, prosty i intuicyjny. – Wszystko było dostosowane do tego, by można było łatwo zrozumieć, co się dzieje, przewidzieć ryzyko itp. – mówi Goralski. – Chodziło nie tylko o interfejs, ale też o informatyczne zaplecze: serwery i wykrywanie anomalii, niebezpieczeństw, automatyczne łączenie informacji z rozproszonych sieci sensorów, znajdujących się na statkach, lądzie, satelitach. Taka fuzja tworzy pełen obraz sytuacji – kwituje.

System obejmuje też transpondery, które można umieścić nawet na niedużych jednostkach: kutrach mających kilka metrów długości, niemalże wiosłowych łódkach. Takich jednostek radar nie wychwyci, zwłaszcza jeżeli łódka jest drewniana lub z tworzyw sztucznych. Dzięki transponderom system GeoVS Ltd. był w stanie identyfikować ich lokalizację. Transponder gwarantuje też, że jednostka widoczna w systemie jest „legalna” – jeżeli dzięki zdjęciom z satelitów widać jednostkę, która nie widnieje w systemie można z powodzeniem zakładać, że to intruz. Łódź szmuglerów, nielegalnych imigrantów czy kuter, który wypuścił się na zagraniczne wody.

Produkty GeoVS Ltd. kupują przede wszystkim naziemni operatorzy, na statkach można się natknąć co najwyżej na transpondery. System Goralskiego nie ma jeszcze odpowiednich certyfikatów, pozwalających montować go na statkach. Ale w tej chwili nawet ich nie potrzebuje – lista naziemnych operatorów administrujących portami czy kluczowymi akwenami na morzach i oceanach obejmuje już m.in. władze Bahrajnu, Kuwejtu i Kataru, operatora Kanału Panamskiego czy koncern British Petroleum.
– Ostatnio policzyłem naszych klientów i wyszło mi, że są oni rozsiani w 25 krajach na wszystkich kontynentach – mówi nam Goralski. Wśród nich są małe porty, gdzie pracuje zaledwie kilka osób i to w rotacyjnych zmianach, jak i gigantyczne obiekty, gdzie ruch przypomina centrum zatłoczonej metropolii. Z tego wynika też rozstrzał cenowy – w tym pierwszym przypadku cena systemu GeoVS Ltd. może się zaczynać od 100 tysięcy funtów, w najbardziej rozbuchanym wariancie sięgając dziesiątków milionów funtów: jak w Bahrajnie, gdzie kontrakt obejmuje instalację transponderów na flocie około 10 tysięcy łodzi rybackich. – Największy zrealizowany już przez nas kontrakt opiewał na 5 milionów funtów, ale największy podpisany kontrakt sięga kwoty 70 mln funtów – informuje twórca firmy.

Ta gigantyczna umowa została zawarta z firma Goralskiego przez rząd Indonezji. To właśnie na Środkowym Wschodzie i w Azji Południowo-Wschodniej systemy nawigacji produkowane przez Polaka mają największe wzięcie. Mało że tamtejsze wody przecinają ruchliwe szlaki transportowe to jeszcze miejscowe menu jest oparte w olbrzymiej mierze na rybach. – To powoduje napięcia między krajami takimi, jak Filipiny, Malezja czy Wietnam. Dochodzi nawet do wysadzania łodzi rybackich, które zostają przyłapane na obcych wodach – podkreśla szef GeoVS Ltd.

Na rozpędzenie sprzedaży wystarczyły cztery lata, po tym czasie GeoVS Ltd. upatrzyła sobie duża firma z londyńskiej giełdy – Software Radio Technology plc., która w końcu zainwestowała w firmę Goralskiego. Od tego momentu GeoVS zaczęła rozwijać się w błyskawicznym tempie, co pozwoliło Goralskiemu złapać nieco oddechu.
Pójść za ciosem
Nadmiar wolnego czasu najwyraźniej pozwolił mu rozwinąć kolejny projekt: INWAY.uk. – Chodzi o to, żeby pomóc polskim firmom z sukcesem wchodzić na zagraniczne rynki. To firma, w której zbieramy specjalistów od marketingu i sprzedaży, a także obsługi projektów technologicznych, którzy mają reprezentować polskie firmy na Wyspach i całym świecie. Młodym firmom pomagamy też w szukaniu inwestorów – tłumaczy nam Goralski. W uproszczeniu chodzi o to, że firmy, których nie stać lub którym nie opłaca się zakładanie własnego przedstawicielstwa w Londynie, mogą poprzez INWAY stworzyć na Wyspach biuro „po kosztach”. Interesy klienta będą reprezentować pracownicy Goralskiego.

– Nie jest to zupełnie wirtualne przedstawicielstwo, koszty i ryzyko są minimalne, a usługa na profesjonalnym poziomie – precyzuje nasz rozmówca. – Sama usługa jest wyceniona na minimum, w zasadzie na niej nie zarabiamy, wychodzimy tylko na zero. Zarabiamy na prowizjach od sprzedaży, od podpisanych kontraktów – dodaje.

Uruchomiona w 2015 roku firma teoretycznie może przyjąć każdego klienta, ale Goralski nie ukrywa, że chciałby specjalizować się w obsłudze tych firm, które są mu najbliższe: technologicznych. – Spółki z wysokim potencjałem rozwoju, możliwością podbijania rynków zagranicznych. Nastawiamy się na start-upy i firmy dojrzałe, posiadające już własne rozwinięte produkty – mówi nam szef GeoVS Ltd. i INWAY. Wygląda na to, że samemu osiągnąwszy sukces – nawet jeśli nieco przypadkowy – Rafał Goralski chciałby teraz pociągnąć za sobą innych przedsiębiorczych rodaków. A że przy okazji trochę zarobić, to już nie ma w tym nic zdrożnego...
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...