
Reklama.
Jak działa szkoła bez wszystkiego, co ze szkołą się kojarzy?
– Szkoła tradycyjna jest reżimem kontrolowanej powtarzalności. Powtarza się określone lekcje, schematy postępowania i rozwiązania. Podsuwane są w podręcznikach, które są dostosowane do nieistniejącego w rzeczywistości, statystycznego, uśrednionego ucznia. Nie ma tam żadnej personalizacji i indywidualizacji. Takie lekcje prowadzą do automatyzacji – mówi w filmie zgłoszonym do Edumission jeden z nauczycieli.
Konkurs, który wygrała No Bell był oparty na ocenie filmów, prezentujących działania i dokonania szkół. Nauczyciele z Konstancina podkreślają, że ich placówka porzuciła wszelkie zasady obowiązujące w tradycyjnych podstawówkach i gimnazjach.
Jak to działa w praktyce?
– Nie ma dzwonków, nie ma podręczników. Są oczywiście lekcje i podział na klasy, ale wygląda on inaczej, niż w tradycyjnej szkole. Klasy młodsze uczą się ze starszymi. Dzięki temu młodsi uczniowie mają inspirację do tego, żeby się rozwijać i gonić starszych. Ci drudzy mają możliwość sprawdzenia swojej wiedzy, tłumaczenia jej młodszym – tłumaczy Magda Nabiałek, odpowiadająca za komunikację szkoły, w rozmowie z INN:Poland.
– Nie ma dzwonków, nie ma podręczników. Są oczywiście lekcje i podział na klasy, ale wygląda on inaczej, niż w tradycyjnej szkole. Klasy młodsze uczą się ze starszymi. Dzięki temu młodsi uczniowie mają inspirację do tego, żeby się rozwijać i gonić starszych. Ci drudzy mają możliwość sprawdzenia swojej wiedzy, tłumaczenia jej młodszym – tłumaczy Magda Nabiałek, odpowiadająca za komunikację szkoły, w rozmowie z INN:Poland.
Dodaje, że nauczyciele wychodzą z założenia, że uczeń nie musi realizować tego, co akurat zakłada program. Może postawić na zajęcia, które go bardziej interesują, w których czuje się lepszy.
– Nie chcemy hamować jego rozwoju. Dzieciaki mają pakiet przedmiotów obowiązkowych, ale poza tym mogą realizować swoje zainteresowania. Nie muszą biernie realizować wiedzy z podręcznika, więc nie mamy podręczników, które ograniczają zarówno ich, jak i nauczycieli. Do wiedzy można dochodzić różnymi ścieżkami i oznacza też wolność dla nauczyciela, który może przygotować indywidualne, kreatywne zajęcia – mówi nam Magda Nabiałek.
Pod specjalnym nadzorem
Okazuje się, że to działa w praktyce. Przedstawicielka szkoły mówi, że placówka jest regularnie wizytowana przez kuratorium oświaty.
Okazuje się, że to działa w praktyce. Przedstawicielka szkoły mówi, że placówka jest regularnie wizytowana przez kuratorium oświaty.
– To nie jest tak, że nad nami nikt nie stoi i możemy sobie pozwolić na propagowanie abstrakcyjnej edukacji, wbrew podstawom programowym – mówi nam. Dodaje, że program jest realizowany, i to z reguły z rocznym wyprzedzeniem.
– Przełamanie granic i ograniczeń, które narzucają podręczniki i schemat lekcji, wbrew pozorom pomaga zrealizować podstawy programowe dużo szybciej, niż normalnie – mówi nam Magdalena Nabiałek.
Władza dla ucznia
Zasady, jakimi kieruje się szkoła zyskały najwyższe uznanie w międzynarodowym jury, oceniającym placówki zgłoszone do konkursu. Udało się jej przekonać 3000 głosujących osób do tego, że szkoła oddaje część władzy samym uczniom.
Zasady, jakimi kieruje się szkoła zyskały najwyższe uznanie w międzynarodowym jury, oceniającym placówki zgłoszone do konkursu. Udało się jej przekonać 3000 głosujących osób do tego, że szkoła oddaje część władzy samym uczniom.
– Mowa o części władzy nad lekcją, swoją edukacją i przyszłością. Jak uczeń chce się uczyć na podłodze, bo tak mu wygodniej, to nie ma problemu. Ale to się wiąże z poczuciem naturalnej odpowiedzialności za siebie – twierdzi Nabiałek.
Dodaje, że szkoła trochę broni się przed takimi kategorycznymi określeniami, jak „najlepsi na świecie”. Bo to mogłoby oznaczać, że można spocząć na laurach.
– Naszym celem nie są najbardziej kreatywne (choć to też), nie najmądrzejsze (choć to też), ale przede wszystkim dzieci szczęśliwe, które rozwijają się zgodnie z tym kim są, jaki rodzaj wiedzy chcą zgłębiać – mówi.