To ma być płyta roku w Polsce. Tymczasem jest ewidentnym przykładem, jak zrobić fiskus w konia

Płyta Taconafide to audiobook, przynajmniej formalnie.
Płyta Taconafide to audiobook, przynajmniej formalnie. Fot. Agencja Gazeta / Facebook
100 tysięcy egzemplarzy – tak krytycy muzyczni szacują potencjalną sprzedaż albumu duetu Taconafide, czyli dwóch bodaj największych gwiazd polskiej sceny hiphopowej. Wystarczy jednak rzut oka na paragon po zakupie płyty, żeby się przekonać, że dwaj gwiazdorzy nagrali książkę. Książkę z płytą audio. Różnica? Od kilkudziesięciu do stu tysięcy złotych w kieszeni artystów.

Rzadko w branży muzycznej zdarza się, żeby słuchacze znali datę premiery płyty. A jednak – na 13 kwietnia czekano od dobrych kilku tygodni, jeśli nie miesięcy. Taconafide już w przedsprzedaży miał „przestrzelić” platynę, czyli w polskim realiach 30 tys. sprzedanych sztuk, a w dniu premiery drugie tyle z okładem. W sumie 70 tysięcy sztuk. 100 tysięcy sztuk, jakie prognozował dla płyty krytyk tygodnika „Polityka”, Bartek Chaciński, jest właściwie pewne – a i to skromne szacunki.

I teraz czas na sztuczkę. Kto zamawiał płytę duetu w przedsprzedaży, otrzymywał płytę w połączeniu z książeczką-zinem, zawierającym... luźne rozmówki, jakie artyści toczyli na Facebooku. „Ej, skończyłeś?” – „No, kończę” – „No spoko, podeślij jak skończysz” – to próbka dialogów, jaką cytują internauci.

Problem w tym, że to literackie dzieło – wyjąwszy nawiązanie do „Nowego wspaniałego świata” w tytule płyty – zostało obdarzone mianem „książki”, numerem ISBN oraz 5-procentową stawką VAT. Innymi słowy, na paragonach dołączonych do „audiobooków” pojawiają się dwie pozycje: płyta za 10 złotych (23 proc. VAT) oraz książka za 40 złotych (5 proc. VAT).


Przy takim rozłożeniu opodatkowania, jak szacują internauci, na każdej sztuce płyty artyści zyskują dodatkowe 5,58 złotych, które w innym przypadku musieliby oddać fiskusowi. Przy ostrożnych szacunkach przedsprzedaży – na poziomie 15 tys. sztuk – wychodzi w sumie 83 700 złotych, z których należałoby ewentualnie odjąć podatek dochodowy. Zostaje 67 800 złotych. – Blisko 70 tysięcy złotych zostaje nam w kieszonce dzięki jednemu prostemu trikowi związanemu z dołączeniem kilku kartek papieru do płyty – kwituje autor wpisu na fanpage „Trzy szóstki” na Facebooku.
Trwa ładowanie komentarzy...