
W ubiegłym roku w naszym kraju powstało 1995 nowych aktów prawnych. Łącznie liczyły one 25,6 tys. stron maszynopisu, co jest równe „wieży” dokumentów o wysokości 1,3 metra. Jest to najwięcej w historii, przynajmniej od 1918 r. Przedsiębiorca chcący zapoznać się ze zmianami musiałby przeczytać dziennie 103 strony, poświęcając na to 3,5 godziny - wynika z szacunków firmy Grant Thornton.
Polskie prawo okazuje się jeszcze bardziej rozedrgane, niż się tego spodziewaliśmy. Ostatnio w życie wchodzi już ponad 20 tys. stron aktów prawnych rocznie, a rok 2014 był pod tym względem rekordowy – przyniósł aż 25,6 tys. stron nowego prawa. To kilkakrotnie więcej nawet niż w latach 90., kiedy zmienialiśmy cały ustrój państwa.
O ile wielkie korporacje mogą sobie pozwolić na to, aby śledzić tak potężne zmiany przepisów, o tyle mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa nie są w stanie poruszać się w tym legislacyjnym gąszczu. Właściwie stale, systematycznie narażone są przez to na ryzyko łamania prawa.
Co więcej, zmienność prawa od około 20 lat systematycznie się zwiększa. Na początku lat 90-tych w życie wchodziło mniej niż 5 tys. stron nowych aktów rocznie. W latach 2000-2009 ta liczba zwiększyła się do 16,5 tys., a w ostatnich latach przekracza już 20 tys.
Zdaniem ekspertów Grant Thornton, tak duża i w dodatku zwiększająca się zmienność polskiego prawa ma kilka przyczyn. Najważniejsza z nich to niska jakość stanowionych regulacji, czyli źle konstruowane są przepisy, które później wymagają dalszych korekt. Ponadto przeszkodą jest nadmierna biurokracja oraz niska świadomość realiów biznesowych u osób odpowiedzialnych za tworzenie aktów prawnych.
Często zdarza się, że osoby tworzące prawo nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo zmiany przepisów utrudniają przedsiębiorcom prowadzenie działalności gospodarczej. Działając w dobrej wierze, to znaczy, chcąc naprawiać niedoskonałe przepisy, legislatorzy wprowadzają nadmierną zmienność regulacji, czym w praktyce utrudniają przedsiębiorcom i innym obywatelom ich stosowanie.
