
Co zrobiliśmy, by przeciwdziałać korupcji? Jakie działania podjęliśmy i jakie planujemy, by wpływać na ochronę środowiska naturalnego? Jak dbamy o pracowników, o rozwój społeczności wokół nas? Czy szanujemy prawa człowieka? Na te wszystkie pytania od 1 stycznia 2017 r. będą zobowiązane odpowiadać w corocznych raportach spółki giełdowe, banki, fundusze inwestycyjne i inne duże jednostki zainteresowania publicznego.
Co właściwie oznacza raportowanie zintegrowane (połączenie raportów finansowych z raportami o działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju), do którego nakłania nas Unia? Najprościej ujmując oznacza to, iż firmy muszą zacząć uwzględniać w swojej działalności nie tylko zyski, ale także swoje oddziaływanie na otoczenie.
Firmy już teraz powinny zastanowić się, jak zdefiniować swoje kluczowe wpływy i odpowiedzialności, wyznaczyć cele w zakresie zrównoważonego rozwoju i zarządzać nimi, wreszcie wypracować odpowiednie systemy zbierania danych i wskaźników. W ten sposób będą w stanie na czas zaprezentować wiarygodne informacje dotyczące swojej działalności i strategii, a tym samym spełnić nowy wymóg Unii Europejskiej.
Choć na Zachodzie chwalenie się w raportach działaniami pozafinansowymi jest już pewnym standardem, w Polsce praktyka ta wciąż dopiero kiełkuje. Zaledwie pięć polskich firm, kwalifikujących się według dyrektywy do obligatoryjnego raportowania, podejmowało dotychczas próby raportowania zintegrowanego: KGHM, Gaz System, Grupa Azoty, Lotos oraz ANG.
Z danych Deloitte wynika, że w Polsce na taką formę sprawozdawczości gotowość zadeklarowało zaledwie 41 firm spośród największych polskich przedsiębiorstw.
To liderzy, którzy wyznaczają trendy na polskim rynku. Spodziewamy się, że to oni, wykorzystując nowy obowiązek jako szansę na usprawnienie i transformację biznesu, będą wygranymi i, podążając śladami zachodnich firm, przejdą na raportowanie zintegrowane. W ten sposób nie tylko sprostają nowym wymogom sprawozdawczym, ale także zyskają większe zaufanie ze strony inwestorów i będą w stanie lepiej zidentyfikować nowe szanse biznesowe.
– Polskie firmy powinny wykorzystać dyrektywę jako szansę, a nie przymus – twierdzi Irena Pichola.
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat na świecie nastąpiła zmiana w zakresie wyceny spółek. Obecnie szacuje się, że w zależności od rynku i branży aktywa niematerialne stanowią od 50 do 84 proc. wartości przedsiębiorstwa. Większa transparentność to lepsze wyniki i budowanie wartości przedsiębiorstwa. Dlatego to, czego potrzebuje polski rynek, to edukacja, jak lepiej sprostać oczekiwaniom rynkowym w tym zakresie.
W perspektywie i to jak sądzę, wcale nie dalekiej, te firmy zyskają, bo mamy coraz mądrzejsze społeczeństwo, które nie zadowala się „piknikami ekologicznymi w zamian za lasy”. Dziś zresztą zbyt łatwo o negatywny PR, by przedsiębiorcy, którzy chcą utrzymać się na rynku, mogli pogrywać z inwestorami. A nimi są też przecież, a może przede wszystkim – klienci.
