
W pierwszym kwartale 2015 r. polskie państwo wyprodukowało 6654 stron maszynopisu nowych aktów prawnych. Jest to o 5,5 proc. więcej niż w 2014 r. Co więcej, jeżeli takie tempo się utrzyma, to w tym roku wejdzie w życie 27044 stron maszynopisu nowego prawa, a więc o 1410 więcej, niż w ubiegłym roku. W takim przypadku obywatel, który chce mieć pewność, że zapoznał się ze wszystkimi zmianami legislacyjnymi, musiałby na czytanie aktów prawnych poświęcić codziennie 3 godziny i 37 minut.
Kiedy na początku bieżącego roku prezentowaliśmy raport otwierający nasze badanie, tzn. pokazujący, jak chwiejne jest polskie prawo, wydawało się nam, że przekazujemy bardzo smutne wieści. Z naszych badań wynikało wtedy, że w 2014 r. w życie weszło ponad 25 tys. stron nowych przepisów i był to praktycznie rekord w historii polskiego państwa. Ponadto, chwiejność prawa w Polsce okazała się bardzo wysoka na tle innych państw UE. Mieliśmy cichą nadzieję, że chwiejność prawodawstwa osiągnęła już swoje maksimum i prawo będzie się stabilizować. Niestety, myliliśmy się. Obecnie sytuacja jest jeszcze gorsza niż wtedy.
Mówimy tu tylko o samym sczytywaniu zmian w prawie, a przecież jeszcze więcej czasu potrzeba, aby te zmiany osadzić w kontekście prawnym (np. aktach źródłowych), zrozumieć je i – co najbardziej pracochłonne – dostosować się do nich, np. wprowadzając odpowiednie zmiany w funkcjonowaniu firmy. Oznacza to, że zmian w polskim prawie jest tak ogromna liczba, że w praktyce polscy obywatele i przedsiębiorcy nie są fizycznie w stanie tym zmianom się podporządkować. A to oznacza, że są niejako systemowo narażeni na ryzyko łamania prawa, a więc grozi im niezawiniona kara.
Napisz do autora: kamil.sztandera@innpoland.pl
