
Żołnierz przyszłości, impulsowe działa elektromagnetyczne, mikrofalowa broń obezwładniająca, czy najnowsza optoelektronika z polskich firm bijąca na głowę zachodnie rozwiązania – to nie jest mrzonka, ale rzeczywistość. Do tego nowe technologie w ramach offsetu i licencji. Wszystko to może pociągnąć do przodu i rozpędzić polską gospodarkę. Lokomotywa powoli rusza.
To nie wszystko. – Zwiększamy środki na prace badawcze. Będziemy zdobywali nowe technologie w ramach offsetu i licencji – mówił wiceminister obrony Czesław Mroczek podczas Polsko-Amerykańskiego Forum Przemysłu Obronnego. Ma to oczywiście związek z zakupem przez Polskę amerykańskich Patriotów. Podobnie ma być w przypadku kupna śmigłowców Airbusa. Przy tej transakcji najwięcej zyska Łódź, gdzie powstanie nie tylko montowania, ale i Wojskowe Zakłady Lotnicze staną się fabryką części do silników i skrzyń biegów śmigłowców.
Rzecz jednak w tym, że nie zawsze udawało się z korzyścią dla wojska i gospodarki wykorzystać zobowiązania offsetowe. Do legend przeszła już amerykańska oferta budowy fermy trzody chlewnej w ramach offsetu za F-16. Do 2015 r. zawarto w Polsce 23 umowy offsetowe na ponad 33 mld zł. Dziewięć z nich, zawartych pomiędzy Skarbem Państwa, a największymi światowymi graczami sektora obronnego, zostało już zaakceptowanych.
Jest jednak światełko w tunelu. – Po doliczeniu prac prowadzonych w ramach Europejskiej Agencji Obrony oraz projektów finansowanych bezpośrednio przez resort obrony na opracowanie nowych technologii, zostanie przeznaczona kwota przekraczająca 600 milionów złotych – mówi dyrektor Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego Stanisław Walicki. To wciąż niewiele w porównaniu z innymi krajami, ale pocieszające jest to, że nakłady z roku po roku rosną. Niebagatelną role odgrywa tu NCBR, który dla zbrojeniówki pełni w Polsce funkcję podobną do amerykańskiej Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych.
Program będzie miał wpływ również na inne dziedziny gospodarki. – Chodzi o nasze prace badawcze i rozwojowe, które da się wykorzystać w medycynie czy elektronice – twierdzi Ryszard Kardasz, prezes PCO.
Zarówno politycy jak i wojskowi nie mają wątpliwości, że konieczne są większe środki na B+R. – Chcemy kupować najnowocześniejsze uzbrojenie, ale myślimy też o tym, by jednocześnie rozwijać polski przemysł obronny i tworzyć miejsca pracy. Dlatego kontakty pomiędzy przedstawicielami armii, przemysłu i nauki są bezcenne – twierdzi Maciej Jankowski, wiceminister obrony narodowej.
Przedstawiciele zbrojeniówki są jednak realistami. Pomimo tego, że zwiększają się środki na prace badawczo-rozwojowe z dziedziny obronności, muszą zostać zapewnione stałe źródła finansowania. Od przyszłego roku Polska będzie przeznaczać co najmniej 2 proc. PKB na obronność.
W ubiegłym roku wydaliśmy na ten cel 8,27 mld zł, co stanowi 99,5 proc. przewidzianego budżetu. Te nakłady finansowe nie zostały zmarnowane. MON jest partnerem wymagającym. Preferuje polski przemysł, ale jeśli chodzi o sprawy bezpieczeństwa państwa, nie uznaje kompromisów. Jakość i terminy są na pierwszym miejscu. Chcemy kupować świetne uzbrojenie, ale zarazem uruchomić wzrost gospodarczy, tworzyć miejsca pracy i rozwijać przemysł obronny. Dlatego kontakty pomiędzy przedstawicielami armii, przemysłu i nauki są bezcenne.
Warto jednak pamiętać, że zarówno branża zbrojeniowa jak i gospodarka, nie są zawieszone w próżni, są zdeterminowane przez politykę. Dlatego głowa politycznych decydentów zwrócona jest w stronę USA. – Polityczno-wojskowa współpraca między Polską a USA jest bardzo dobra. Chcemy, aby tak samo było w przemyśle obronnym – mówił wiceminister Czesław Mroczek na II Polsko-Amerykańskim Forum Przemysłu Obronnego.
Napisz do autora: dariusz.rembelski@innpoland.pl
