Lublin - miasto z nową klasą społeczną i biznesową - Kreatywnymi.
Lublin - miasto z nową klasą społeczną i biznesową - Kreatywnymi. Fot. Piotr Arnoldes/Mat. prasowe UM Lublin

„Lublin – miasto niczym polskie kino w „Rejsie” – nuda, Panie, nic się nie dzieje, aktorzy kiepscy, nawet drogi na Ostrołękę nie widać” – mniej więcej do takiego podsumowania zawsze zmierzały rozmowy z mieszkańcami Lublina, gdy Michał Furmanek po latach wrócił do Polski. Nie uwierzył. Zaczął badać lokalną społeczność i ludzi. Zatrudnił się w Urzędzie Miasta i stworzył projekt, który wszystkim lublinianom miał udowodnić, że sromotnie się mylą.

REKLAMA
Lublinianie narzekali i to stało się motywacją do stworzenia „Kreatywnych”?
Michał Furmanek: To było trzy lata temu. Dostałem pracę w Urzędzie Miasta w Wydziale Strategii i Obsługi Inwestorów jako Brand Manager i zacząłem szukać argumentu na to, że Lublin nie jest tylko miastem z upadłym biznesem, jak wkoło słyszałem. I wtedy pojawił się pomysł, by pokazać ludzi, którzy prowadzą w tym mieście i okolicach działalność gospodarczą i tworzącą unikalne, nieszablonowe rozwiązania biznesowe.
Rzeczą nadrzędną była tu kreatywność. Ale chodziło o to, by pokazywać nie tyle te osoby, które prowadzą biznes z naturalnie wpisaną w niego kreatywnością np. kreatywny artysta malarz, ale właśnie ludzi, którzy działają w biznesach niekiedy całkowicie odstających od ich wykształcenia, a jednocześnie takich, które pozwalają im realizować ich pasje.
Czyli zaczął Pan szukać lokalnych kreatywnych pasjonatów?
Najpierw poddałem wnikliwej obserwacji lubelski ekosystem gospodarczy i praktyki związane z promocją gospodarczą, realizowaną przez miasto przede wszystkim w obszarze komunikacji potencjału inwestycyjnego. Później zacząłem szukać przedsiębiorców i jednocześnie zastanawiać się jak sprzedać ich historie tak, by trafiły one do innych mieszkańców i stały się przykładem dobrych rynkowych praktyk inspirujących innych. A jednocześnie ukazały, że nie do końca jest tak, jak to chcą widzieć narzekający.
Ostatecznie stanęło na tym, że będziemy się starać sprzedać historie kreatywnych mocną, klimatyczną sesją fotograficzną, ukazującą postaci przez pryzmat zawodu, który wykonują i na odwrót zawodu przez pryzmat postaci. Z czasem doszły do tego jeszcze materiały video.
I udowodnił Pan, że lublinianie się mylą?
Udowodniłem, że istnieje w Lublinie niezwykła klasa ludzi kreatywnych – twórców i przedsiębiorców w jednym, działających na styku sztuki, rękodzieła oraz technologii. Projekt powstał z przekonania o tym, że ludzie reprezentujący przemysły kreatywne, dzięki swojej naturalnej skłonności do innowacyjności i ryzyka stanowią najbardziej progresywną grupę wśród przedsiębiorców, rozwijając miejski ekosystem gospodarczy.
Czyli chcąc dziś opisać czym jest projekt „Kreatywni”, trzeba powiedzieć, że...
Od strony technicznej, należałoby wspomnieć o tym, że w ramach każdej edycji projektu identyfikowanych jest dwanaście osób prowadzących nieszablonową, inspirującą działalność. Ci którzy zakwalifikują się do projektu...
A kto ich kwalifikuje?
Ja, mocno autorsko i subiektywnie.
Stosując kryteria...
Niezwykła osobowość i pasja. Musi w danej osobie, osobach, w tym co robią być coś głębszego, wartościowego, jakiś zamysł, jakaś idea.
Na przykład?
W jednej z edycji "Kreatywnych" pojawił się twórca tandemów. Zanim go wybrałem, pojechałem go odwiedzić, porozmawiać. Wchodzę do jego warsztatu i patrzę na te jego tandemy, i myślę: "nic szczególnego, cena około 2 tys. zł, ale jakość nie powala, taka średnia supermarketowa", ale zaczynam rozmawiać z chłopakiem i okazuje się, że nie tyle produkt jest tu najważniejszy, lecz właśnie idea. Bo chłopak zajął się tworzeniem tych rowerów, by aktywizować niepełnosprawnych, zwłaszcza osoby niewidome, upośledzone umysłowo. Idea częściowo jemu samemu bliska i dla niego ważna, gdyż sam nie jest w pełni sprawną osobą.
A jak już Pan wie, że wybrał właściwe osoby, to...?
Zakwalifikowanych do projektu przedsiębiorców czekają rozbudowane sesje zdjęciowe, w efekcie których powstają ich portrety i fotograficzny opis procesu twórczego, jaki towarzyszy ich pracy zawodowej. Dodatkowo jest wiele rozmów, pogłębionych wywiadów, z których później powstają krótkie etiudy filmowe. Do końca corocznego „konkursu” do „Kreatywnych” nikomu oprócz mnie i zespołu nie są znani ostatecznie wybrani kandydaci. Publiczne ujawnienie następuje podczas wiosennego wernisażu zdjęć, połączonego z projekcją etiud filmowych oraz prezentacją całej dwunastki. Co roku na to wydarzenie przychodzi około 300 osób i to jest fenomenalne. A po wernisażu składająca się z 24 planszy wystawa podróżuje przez cały rok po Lublinie, Polsce i Europie, promując lubelską kreatywność na festiwalach, w galeriach, uniwersytetach i inkubatorach przedsiębiorczości.

Pełen sukces.
Myślę, że dziś „Kreatywni” są antytezą obiegowych, opinii mówiących o słabości lubelskiej przedsiębiorczości, prezentując nieznane i nieuświadomione przez otoczenie zasoby tkwiące w niewielkich mikro firmach, doskonale radzących sobie na niszowych rynkach. Wbrew obiegowym opiniom o powolnym kurczeniu się gospodarki miasta po upadku wielkiego przemysłu, jaki miał miejsce pod koniec lat 90-tych, „Kreatywni” stanowią namacalny dowód istnienia lubelskiej klasy kreatywnej transformującej pasję w wartość ekonomiczną, będącą naturalną przestrzenią rozwoju dla najbardziej pomysłowych i aktywnych oraz potencjalnym źródłem idei dla wielkich
i bogatych.
Czy po trzech edycjach akcji, widzi Pan jakieś zmiany, choćby w mentalności lokalnej społeczności?
Dla miasta projekt stał się swego rodzaju narzędziem komunikacji z rozwojowym biznesem, wpisując się w jedną z kluczowych tez zapisanych w strategii miasta, głoszącą że kreatywność jest siłą napędową wzrostu gospodarczego. Jest także realnym wsparciem promocyjnym przedsiębiorców, w sytuacji gdy tradycyjna pomoc publiczna jest w zasadzie bezradna. Dzięki intensywnej komunikacji wzrasta świadomość biznesów przekładająca się na zdolność do sieciowania; pojawiają się nowe zlecenia, rosną obroty. Zainteresowanie mediów i odbiór społeczny dowodzą, że obopólnie korzystna współpraca na linii biznes - samorząd jest możliwa przynosząc wymierne efekty wizerunkowe. To też uważam za sukces, bo media zwykle nie lubią samorządów.
Nie lubią, bo zwykle działania samorządów wieją nudą i rzadko się zdarza, że potrafią pociągnąć długofalowo jakiś projekt, obudowując go ideą, którą z sukcesem realizują i która ma autentyczny wpływ na życie lokalnej ludności... Jak w ogóle udało się Panu tak estetycznie to wszystko obudować? I skąd na to budżet?
Projekt realizowany wspólnie z grupą młodych lubelskich twórców, których również cechuje pasja i talent. Współpracujemy ze świetnymi fotografami Martą Zgierską i Maćkiem Rukaszem, którzy są bardzo dobrzy w portrecie. Na zdjęciach "Kreatywnych" widać, że wychodzi im on znakomicie.
Zresztą inspiracją dla stylu, jaki charakteryzuje nasze fotograficzne opowieści było to, co inny znany fotograf Michał Szlaga zrobił kiedyś dla PZU. On pokazywał ludzi pełniących niebezpieczne zawody właśnie w naturalnym dla ich pracy środowisku. To były niezwykłe ujęcia. Jak widać w naszym projekcie portret także się sprawdził. Co do budżetu, to okazało się, że całe przedsięwzięcie w sumie nie jest bardzo kosztowne. Dlatego całą produkcję udaje się sfinansować posiłkując się budżetem Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów Urzędu Miasta Lublin.
Plany na przyszłość?
Przede wszystkim chciałbym bardziej efektywnie eksportować idee projektu poza Lublin. Wierzę, że „Kreatywni” mogą być się inspiracją dla podobnych inicjatyw w innych miastach Polski. Dobrym narzędziem są tu wszelkie wydarzenia promujace start-upy i małą przedsiębiorczość. Moje plany sięgają jednak dalej. Z racji moich związków zawodowych z Rosją i Ukrainą, a ostatnio i Białorusią bardzo interesuje mnie promocja naszego podejścia na Wschodzie.
Projekt i w ogóle sposób w jaki traktujemy promocję gospodarczą bardzo pozytywnie rezonuje wśród osób zajmujących się rozwojem miast i marketingiem terytorialnym. W ten sposób mogę także realizować jedną z kluczowych inicjatyw strategicznych jaką jest wspieranie dobrymi praktykami naszych partnerów w ramach Centrum Kompetencji Wschodnich.
Dziwny z Pana marketingowiec... z duszą społecznika.
Absolutnie nie jestem społecznikiem. Jestem marketingowcem, myślę po prostu o tym jak w dobry, autentyczny sposób coś sprzedać.
Autentycznie w marketingu?
Tylko autentycznie. Inaczej nie ma sensu. Inaczej jest bez refleksji, prymitywnie i na krótką metę, a mnie zależy na zmianie, która będzie trwała.
Michał Furmanek

Ekspert ds. komunikacji rynkowej, marketingu terytorialnego oraz relacji biznesowych. Absolwent Moskiewskiej Szkoły Studiów Politycznych oraz Wydziału Politologii Uniwerystetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, studiował w amerykańskim Lock Haven University oraz Uniwersytecie Al Fatah w libijskim Trypolisie. Od 2011 roku związany z samorządem terytorialnym Miasta Lublin. Pełni funkcję brand managera marki gospodarczej miasta koordynując projekty związane z marketingiem gospodarczym, rozwojem przedsiębiorczości.

Napisz do autorki: izabela.marczak@innpoland.pl