Polska jest bezkonkurencyjna jeśli chodzi o kadry programistyczne.
Polska jest bezkonkurencyjna jeśli chodzi o kadry programistyczne. Fot. Ruiwen Chua / CC BY-SA 2.0 / bit.ly/1NkZmr1

Polscy programiści coraz chętniej współpracują z zachodnimi firmami. Do budowy swoich produktów wybierają nas nawet amerykańskie startupy. O tym jak wygląda taka współpraca opowiada Maciej Krasowski, współzałożyciel Binar Apps, jednej z najbardziej znanych polskich firm programujących na zamówienie

REKLAMA
Dlaczego zagraniczne startupy wybierają polskie software house'y?
Maciej Krasowski: Programiści z Polski niczym nie ustępują tym z zachodu, a jednocześnie są o wiele tańsi – bywa, że nawet trzykrotnie. Stawki co prawda stopniowo wzrastają, ale nadal jesteśmy rynkiem bezkonkurencyjnym.
Myślę, że jeszcze kilka lat temu opinia zachodnich startupów o naszym rynku była zupełnie inna – powierzanie produkcji Polakom uznawali za ryzyko. Dzisiaj polscy programiści znani są z tego, że jakość ich pracy jest bardzo dobra. Jesteśmy w najlepszym okresie – wciąż konkurencyjni cenowo, coraz lepsi merytorycznie. Najlepszym dowodem jest choćby pojawianie się na rynku wielu nowych firm programistycznych. Mamy też sytuację, w której zachodnie i amerykańskie startupy umacniają wizerunek Polaków jako konkurencyjnych wykonawców.
Jakie są plusy takiej współpracy z perspektywy klienta?
Przede wszystkim konkurencyjność: dobra współpraca, dobra jakość pracy, o wiele niższe ceny. Mam wrażenie też (z doświadczenia), że staramy się bardziej niż software house'y z Zachodu. Mamy duży apetyt na zachodnie rynki, zależy nam na wizerunku i zdajemy sobie sprawę, że w zasadzie kształtujemy świadomość polskiej marki eksportowej, jaką są po prostu „dobrzy programiści”. To wpływa na sposób pracy – klienci wiedzą, że polskim programistom się chce, że dbają o jakość kodu, bo za nim pójdzie opinia i szansa, że ktoś ich poleci.
A co zyskują software house'y?
Wynagrodzenie i jakość współpracy. Mam na myśli kulturę pracy: na Zachodzie jest nieco inne nastawienie do biznesu. Ludzie są wychowywani w duchu zaufania, chętnie więc taki kredyt zaufania dają swoim współpracownikom. To dobrze wpływa też na efekt pracy, programistom łatwiej rozwinąć skrzydła i proponować własne pomysły i rozwiązania. Zaufanie dostajemy, mimo że często nie budujemy tej relacji podczas rozmowy face to face. Przy polskich projektach najczęściej zaczynamy od uścisku ręki, a mimo to jesteśmy na starcie na cenzurowanym. Czyli musimy sobie zapracować na zaufanie.
Ogromnym plusem dla Polaków jest też sposób rozliczania w trybie time&material, czyli stawka godzinowa. Zachodni i amerykańscy klienci są przyzwyczajeni do takiego modelu współpracy. W Polsce wciąż dominuje fix price. Nie ukrywam, że to dla nas znacznie mniej korzystna sytuacja. Zarówno pod względem finansowym jak i komfortu pracy. Dla klientów też, chociaż nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
Jakie są trudności?
Minusem może być różnica stref czasowych. Można to rozwiązać przez odpowiednią metodologię pracy.
Może pojawić się też bariera językowa. Powiedzmy sobie szczerze: w tej chwili podstawą jest język angielski na poziomie bardzo dobrym. W bieżącym kontakcie z klientami bardzo ważną rolę odgrywają rozmowy przez skype’a – bez takich rozmów nie udałoby nam się nadać projektowi odpowiedniego kształtu. Więc bez umiejętności swobodnej komunikacji po angielsku się nie obejdzie.
Maciej Krasowski, współzałożyciel Binar Apps.
Maciej Krasowski, współzałożyciel Binar Apps. Fot. Archiwum prywatne
W jaki sposób pozyskuje się takich klientów z zagranicy?
1. Leady zdobywane za pomocą SEO. Ma na to wpływ oczywiście treść strony, blog technologiczny, kampanie SEO, publikacje w prasie branżowej i social media.
2. Dobrze mieć w zespole kogoś, kto zdobył już doświadczenie i kontakty w branży. To ogromny kapitał.
3. Poczta pantoflowa – dobra jakość pracy w dobrej cenie naprawdę może zdziałać cuda.
4. Współpraca z innymi firmami – warto uzupełniać swoje kompetencje z dwóch pobudek: pierwsza jest dydaktyczna. Czyli warto uczyć się od siebie nawzajem, zamiast zazdrośnie strzec swojej wiedzy. Tak działa cała społeczność Ruby on Rails, więc przekonaliśmy się na własnej skórze, że „dziel i rządź” naprawdę może mieć inne znaczenie niż oryginał. Druga pobudka jest zupełnie ekonomiczna: pracy na rynku jest sporo, nie wszyscy są w stanie nadążyć z mocami przerobowymi, nie wszyscy też wszystko umieją i czasem szukają innych firm w charakterze podwykonawcy. Kogoś, kto uzupełni ich kompetencje. I wtedy wchodzimy my, cali na biało.
5. Udział w spotkaniach branżowych – budowanie sieci kontaktów, networking. Prędzej czy później zaprocentuje. Tak rok temu zdobyliśmy naszego partnera biznesowego.
Jaka jest konkurencja? Z jakimi państwami rywalizuje Polska?
Myślę, że Ukraina jest tuż za nami. Dobrze sobie radzą, pozyskują dużych klientów, a ceny – chociaż niższe – są zbliżone do polskich.
Ale tak naprawdę konkurencją dla nas są software house'y, nie konkretne kraje. W przypadku naszej technologii to ci, którzy tak jak my bardzo dbają o jakość swoich produktów i usług. To działa też w drugą stronę: dla nas bardzo ważni są ci klienci, którzy stawiają przede wszystkim na jakość. To oni mają fundusze na zatrudnienie dobrego zespołu i takiego szukają. Między innymi to ci, którzy mają doświadczenie i wiedzą, że na kiepskich, przypadkowych programistach łatwo się przejechać. Rywalizujemy ze zdolnymi, pracowitymi ludźmi, nie z krajami.
Jak wygląda praca z zagranicznymi/zachodnimi klientami? Czym sama współpraca różni się od tej z klientami polskimi? Czy to w kraju czy zagranicą częściej trafiają się klienci z polecenia?
Zwykle odbywa się w atmosferze wzajemnego zaufania i biznesowej uprzejmości. Nie stoimy po dwóch stronach barykady – współpracujemy i obu stronom zależy, żeby projekt udał się jak najlepiej. Klienci zagraniczni czasem oczekują estymacji dotyczących projektu, ale są to raczej ramy czasowe – chcą przewidzieć mniej więcej, ile funduszy będą musieli miesięcznie przeznaczyć na projekt.
W naszym przypadku zleceń z polecenia mamy więcej w Polsce. Jesteśmy stąd, wciąż programujemy w języku mniej popularnym w Polsce i mamy jak na tę młodą branżę spore doświadczenie.
Jak wygląda w ogóle typowy model pracy software house'u?
Zwykle praca software house’u jest zorganizowana w ten sposób: klient najpierw ma kontakt z accountami, którzy jego potrzeby filtrują i przekazują programistom. Następnie proces działa odwrotnie – programiści kontaktują się w sprawie szczegółów z accountami, którzy pośredniczą między nimi a klientem. To dość typowe i sprawdzone rozwiązanie.
Ale przy pracy ze startupami lepiej w moim odczuciu sprawdza się nieco inna organizacja pracy. Standardowa metoda ma poważny minus – wiele informacji i niuansów jest nie do wyłapania przez accountów, którzy nie programują. Odizolowani programiści z kolei, bez kontaktu z „normalnym” człowiekiem, dziczeją i tracą zdolność mowy.
Od początku, kiedy rozkręcaliśmy firmę, nie wprowadzaliśmy do Binar Apps accountów w ogóle – zorganizowaliśmy zespół tak, że o kontakt z klientem dbają programiści podzieleni na zespoły. Każdy klient ma swój zespół i jednego lidera, ostatecznie odpowiedzialnego za kontakt z klientem. Ale w procesie tworzenia projektu uczestniczą wszyscy: programiści w zespole i klient.
Już kilku klientów powiedziało nam, że zdecydowało się kontynuować współpracę właśnie przez to, że dobrze pracuje im się bezpośrednio z programistami. Dzięki temu łatwiej i szybciej mogli wyeliminować błędy albo zrezygnować z niefortunnego pomysłu, zanim zaczął być wdrażany.

Napisz do autora: adam.turek@innpoland.pl