Większość mały polskich lotnisk przynosi straty. Czy jest w nie inwestować?
Większość mały polskich lotnisk przynosi straty. Czy jest w nie inwestować? Agnieszka Dąbrowska/ Agencja Gazeta

Od tygodnia pasażerowie mogą latać samolotami z Radomia do Rygi. To pierwsze regularne połączenie z radomskiego lotniska od czasu jego otwarcia w maju 2014 roku. Umowa z łotewskim liniami Air Baltic przewidywała, że loty do Rygi będą odbywały się trzy raz w tygodniu. Na dwa pierwsze połączenia bilety kupiło w sumie… dwóch pasażerów, kolejne przewoźnik odwołał bez podawania przyczyny. To woda na młyn dla krytyków małych lotnisk, którzy uważają, że ich budowanie pozbawione jest sensu.

REKLAMA
- Umowa obowiązuje do końca marca, nie jest wypowiedziana. Mówimy o dwóch odwołanych lotach, a nie o zaprzestaniu lotów Air Baltic. Oczywiście chcielibyśmy, aby te samoloty dzisiaj i w czwartek odleciały, ale stało się inaczej i sami jesteśmy postawieni w niezręcznej sytuacji -tłumaczy w rozmowie z Wirtualną Polską rzecznik radomskiego lotniska Kajetan Orzeł.
Czarne chmury
Lotnisko w Radomiu nie jest pierwszym małym portem z problemami. Jeszcze w zeszłym roku Komisja Europejska oskarżyła Gdynię o złamanie zasad konkurencyjności i zażądała zwrotu prawie 100 milionów złotych dotacji na budowę lotniska w Gdyni-Kosakowie. Ostatecznie Bruksela zmniejszyła karę do 17 milionów złotych, ponowna decyzja nie uratowała jednak realizującej inwestycję spółki Port Lotniczy Gdynia, która ogłosiła upadłość jeszcze w maju ubiegłego roku. Dziś gotowy port w Kosakowie stoi pusty, bowiem do zakończenia sporu z Unią Gdynia musi zaczekać z kolejnym inwestycjami.
Kolejny cios małym lotniskom zadały Państwowe Porty Lotnicze, które ogłosiły, że nie zamierzają dłużej tolerować nierentownych portów i zamierzają odebrać im dotacje. Decyzja PLP będzie najbardziej bolesna m.in. dla lotnisk w Zielonej Górze, Szczecinie czy Rzeszowie. Według ekspertów, tamtejsze porty nie mają wystarczających dochodów i nie obsługują odpowiedniej ilości pasażerów. W przypadku Zielonej Góry ciężko dyskutować z oceną PLP – z usług tamtejszego lotniska skorzystało zaledwie 12 tysięcy pasażerów, a państwo dołożyło do jego funkcjonowania cztery miliony złotych.
"Rynek jest nasycony"
Sytuacja Szczecina (280 tys. pasażerów w 2014) i Rzeszowa (600 tys. pasażerów w 2014 r.) jest jednak dużo bardziej skomplikowana. – Każdy przypadek należy rozpatrywać oddzielnie – twierdzi Dominik Sipiński z portalu Pasazer.com i Polityki Insight. – Na pewno jednak Szczecin i Rzeszów mają jedną cechę wspólną: oba rynki są bardzo nasycone. W skutek czego ciężko spełnić im stawiane wymagania - dodaje.
Dominik Sipiński, Pasazer.com

Szczecin-Goleniów obsługuje w większości połączenia lokalne, głównie trasę do Warszawy, na trasach międzynarodowych ciężko bowiem rywalizować z położonym niedaleko Berlinem. Trudno jednak sobie wyobrazić likwidację połączenie ze stolicą – samolot wciąż jest najlepsza formą połączenia z Warszawą.

A Rzeszów? – Po pierwsze, lotnisko w Rzeszowie jest bardzo ważnym portem regionalnym. Po drugie, na Podkarpaciu istnieje wiele firm lotniczych, z tego powodu ciężko wyobrazić sobie, żeby zabrakło tam lotniska – mówi Sipiński.
Nadzieja w lotniskach sezonowych
Polsce jest daleko do innych krajów europejskich, które posiadają sieć doskonale rokujących lotnisk w niewielkich miejscowościach. Ambicją polskich władz było stworzenie podobnej sieci. Przykłady Radomia i Zielonej Góry zniechęcają jednak do dalszych inwestycji. Czy jest więc sens budować kolejne małego lotniska?
Dominik Sipiński, Pasazer.com

Bardzo trudno ocenić jednoznacznie sens budowy małych lotnisk. Nie można patrzeć wyłącznie na tabelki i sprawdzać, czy lotnisko zarabia czy traci. Trzeba próbować przeprowadzać bardziej złożone analizy, oceniające również korzyści dla regionu. Z jednej strony małe lotniska obsługują 90 procent lotów wylotowych w kierunkach emigracyjnych, to na pewno nie pomaga w przyciąganiu inwestorów. Z drugiej strony emigranci przysyłają do domu pieniądze, które wydawane są później regionie. W tak szerokiej perspektywie jednak nikt w Polsce nie próbuje patrzeć na inwestycje w lotniska.

Sipiński dodaje, że w Polsce warto byłoby zbudować kolejne lotniska, tylko trzeba to robić z głową. A gdzie? – Lotnisko przydałoby się na Podlasiu. Oprócz Polaków z portu korzystaliby na pewno Białorusini, którzy maja bardzo słabą infrastrukturę lotniczą w swoim kraju. Ostatnie dane z Wilna pokazują, że z 20 procent pasażerów korzystających z tamtejszego lotniska to Białorusini – podkreśla Sipiński.
– Warto wykorzystać przepis o lotniskach o ograniczonej certyfikacji i zbudować w całej Polsce kilka lotnisk sezonowych. To miniaturowe obiekty z niewielką obsługą czy malutkimi terminalami. Najlepszym przykładem lotniska sezonowego jest port Heringsdorf Świnoujście. W sezonie turystycznym ląduje tam dwa czy trzy razy w tygodniu niewielki samolot z 19 pasażerami. Tego typu lotniska mogłyby powstać we wszystkich polskich regionach turystycznych – czy na Mazurach czy w Tatrach czy nad Bałtykiem – kończy ekspert.
Liczba pasażerów obsłużonych na polskich lotniskach w 2014 roku:
1. Warszawa – 10,55 mln.
2. Kraków – 3, 82 mln
3. Gdańsk – 3, 25 mln
4. Katowice – 2,7 mln
5. Wrocław – 2,08 mln,
6. Modlin – 1,7 mln
7. Poznań – 1,4 mln.
8. Rzeszów – 0,6 mln
9. Bydgoszcz – 0,29 mln
10. Szczecin – 0,28 mln
11. Łódź – 0,25 mln
12. Lublin – 0,18 mln,
13. Zielona Góra – 0,013 mln

Napisz do autora: michal.budzynski@innpoland.pl