Kolejka w Urzędzie Pracy w Łodzi za pracą sezonową w Niemczech.
Kolejka w Urzędzie Pracy w Łodzi za pracą sezonową w Niemczech. Fot. Małgorzata Kujawka /Agencja Gazeta

W trakcie trwającej obecnie kampanii wyborczej obie największe partie w Polsce zapowiedziały podwyżkę minimalnej stawki godzinowej do 12 zł. Jednak zdaniem ekonomistów same obietnice nie wystarczą, ponieważ należy zastanowić się nad strategicznym rozwojem rynku pracy w Polsce. Dlatego, że dalsze konkurowanie wyłącznie niskimi kosztami pracy nie wystarczy, gdyż w naszym kraju pensje są nadal niskie w porównaniu np. do Niemiec – przeciętny Schmidt zarabia ponad 3 razy więcej niż statystyczny Kowalski.

REKLAMA
Płace w Polsce trzeba podnieść, ale nie gwałtownie
Jak wskazuje w rozmowie z Money.pl analityk ekonomiczny Piotr Bodył Szymala, Polska nie może dłużej konkurować wyłącznie niskimi kosztami pracy. Choćby dlatego, że pozapłacowe koszty wbrew pozorom są w naszym kraju wysokie, gdyż wynoszą około 25 proc. Z kolei na Malcie ten odsetek wynosi jedynie 6 proc., a w Szwecji słynącej z rozbudowanego systemu socjalnego – 31 proc. Zdaniem eksperta powinniśmy postawić na wzrost innowacyjności oraz efektywności pracy, dzięki czemu zwiększy się wysokość wynagrodzeń nad Wisłą.
Jednak nieco ostrożniej do tematu podwyżki płac podchodzi prof. Witold Orłowski, ekonomista z PwC w rozmowie z TVN24.bis.pl. Jak wskazuje, nasz kraj stać na nagłe podniesienie poziomu wynagrodzeń o 10 czy 20 proc. Ale jednocześnie odbije się to na stanie polskiej gospodarki, która w rezultacie na jakiś czas spowolni i przeżyje okresową recesję. Dlatego ekspert ostrzega, że ceną szybkiego wzrostu zarobków nad Wisłą będzie spowolnienie gospodarcze, gdyż nie da się wykonać tego procesu bez kosztów.

Na tej walce tracimy wszyscy
Jednocześnie prof. Witold Orłowski twierdzi, że w Polsce wzrostowi wydajności pracy nie towarzyszy równoczesne zwiększenie wysokości zarobków. Jako główną przyczynę takiego stanu rzeczy wymienia wzajemnie toczącą się wojnę o płace pomiędzy pracodawcami a pracownikami.
Jak wskazuje ekonomista, w naszym kraju w okresach dużego bezrobocia firmy jeśli nie są do tego zmuszone, to pomimo wzrostu efektywności pracy nie oferują zatrudnianym przez siebie osobom podwyżek. Z kolei gdy pracownicy dostrzegą dobrą koniunkturę na rynku pracy, to strajkami i groźbami wymuszają wzrost wynagrodzeń. Zdaniem ekonomisty, w efekcie obie strony nie wygrywają na tych przepychankach.
Bliskość Niemiec i wyższe zarobki zachęcają do emigracji
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Work Service, Polacy pomimo tego, że w niektórych powiatach nad Wisłą bezrobocie sięga nawet 40 proc., niechętnie przemieszczają się w poszukiwaniu pracy do innych regionów naszego kraju. Znacznie chętniej wolą poszukiwać zatrudnienia w innych państwach – o takim kroku myśli 19 proc. z nas. Dużą popularnością wśród emigrantów zarobkowych cieszą się np. Niemcy, gdzie zgodnie z danymi Eurostatu średnie wynagrodzenie wynosi 2995 euro miesięcznie. Tymczasem w Polsce przeciętna pensja według GUS w lipcu wyniosła 4095 zł brutto.

Z kolei jak wynika z danych GUS, u naszych zachodnich sąsiadów mieszka już 650 tys. Polaków. Najczęściej podejmują oni prace fizyczne wymagające kwalifikacji (27 proc. emigrantów znad Wisły) oraz prace proste (25 proc.). Z kolei jak wynika z danych NBP, przeciętne wynagrodzenie naszych rodaków zatrudnionych w Niemczech w 2012 r. wynosiło 1810 euro brutto miesięcznie.
Na najwyższe zarobki mogli liczyć Polacy przebywający u naszych zachodnich sąsiadów dłużej niż 3 lata – 2000 euro brutto miesięcznie. Natomiast osoby pracujące w Niemczech sezonowo lub mieszkający w tym kraju krócej niż 3 lata otrzymywali przeciętną pensję w kwocie 1600 euro brutto miesięcznie.

Napisz do autora: kamil.sztandera@innpoland.pl