Travis Kalanick, prezes Ubera.
Travis Kalanick, prezes Ubera. Fot. JD Lasica/http://skroc.pl/0fc71/flickr.com CC-BY/http://skroc.pl/9ffbb

Uber bardzo dynamicznie się rozwija pomimo protestów taksówkarzy w różnych krajach, którzy chcą utrudnić firmie działalność. Jednak ich opór to zaledwie małe piwo przy tym, co prezes aplikacji do zamawiania przejazdów Travis Kalanick przeżył wcześniej podczas kariery. Jak stwierdził przemawiając na jednym z wystąpień do grona 1200 przedsiębiorców, ta lekcja pokazała mu, że startup należy zamknąć, kiedy nasza psychika traci kontakt z rzeczywistością.

REKLAMA
Pozew na 250 mld dolarów
W ten sposób prezes Ubera nawiązał do historii wyszukiwarki plików Scour, w której był jednym z pierwszych pracowników w 1998 r. Działała ona bardzo dobrze. Jednak głównym jej problemem było to, że pozwalała użytkownikom ściągać filmy czy muzykę za darmo.
W efekcie firma została pozwana przez koncerny rozrywkowe na astronomiczną kwotę 250 mld dolarów. W rezultacie została zmuszona do złożenia wniosku o upadłość.
„Bezcenni” klienci
Jak widać działalność pierwszego startupu, w którym pracował Kalanick zakończyła się klęską. Jednak nie załamało to prezesa Ubera. Wręcz przeciwnie. Wyniósł z tej ogromnej porażki cenną, a raczej wręcz bezcenną lekcję.
W 2000 r. postanowił założyć podobną firmę o nazwie RedSwoosh. Jak przyznał, chodziło o to, aby 33 podmioty, które pozwały Scour dołączyły do grona klientów jego nowego projektu. W rezultacie koncerny, które pozwały pierwszego pracodawcę Kalanicka, zaczęły płacić mu pieniądze.
Następnie w 2007 r. za 23 mln dolarów RedSwoosh został kupiony przez firmę Akamai. To właśnie część pieniędzy pozyskanych z tej transakcji Kalanick przeznaczył na założenie w 2009 r. startupu UberCab, czyli poprzednika obecnego Ubera.

Napisz do autora: kamil.sztandera@innpoland.pl