Czytelnik opowiada, jak przejadamy unijne środki
Czytelnik opowiada, jak przejadamy unijne środki Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

Jako komentarz do naszego artykułu dotyczącego przejadania unijnych środków odezwał się do naszej redakcji przedsiębiorca i napisał jak sytuacja wyglądała w jego przypadku. Zastrzegł sobie anonimowość. Dostał kilkaset tysięcy dotacji z programu – Innowacyjna Gospodarka na stworzenie innowacyjnego projektu internetowego związanego ze zdrowiem.

REKLAMA
Jako komentarz do naszego artykułu dotyczącego przejadania unijnych środków odezwał się do naszej redakcji przedsiębiorca i napisał jak sytuacja wyglądała w jego przypadku. Zastrzegł sobie anonimowość. Dostał kilkaset tysięcy dotacji z programu – Innowacyjna Gospodarka na stworzenie innowacyjnego projektu internetowego związanego ze zdrowiem.
M. jest facetem po 30-ce, z dużego miasta. Przesłał do naszej redakcji następujący list:
M.
Przedsiębiorca, który dostał kilkaset tysięcy dotacji z UE

Największym problemem rozliczeń (przynajmniej w 8.1 POIG) była zupełna sztywność instytucji rozliczających. Pisząc wniosek o dofinansowanie pisało się kompletny biznesplan, z którego realizacji rozliczali nas co do przecinka. Nie ma tam kompletnie mowy o zmieniających się okolicznościach rynkowych, dostosowaniu się do nowych technologii, zmian konkurencyjnych itp. Pieniądze rozlicza się tak, żeby opisywane i fakturowane wydatki jak najdoskonalej pasowały do tekstu wniosku sprzed kilku miesięcy lub nawet sprzed dwóch lat. W dynamicznie zmieniającym się świecie technologii to absurd. Przedsiębiorca czuje się jakby miał przy głowie dwa pistolety. Jeden trzyma konkurencja, drugi PARP. Nie może zrobić nic niezgodnego z wnioskiem, bo PARP naciśnie na spust każąc mu oddać przelane już i dawno wydane a niemałe pieniądze. Nie może zrobić zgodnie z wnioskiem o dofinansowanie, bo spust naciśnie konkurencja. Okoliczności rynkowe od czasu powstania wniosku zmieniały się przecież kilka razy. Ale nie - napisałeś, musisz brnąć czy to ma sens czy nie. Dlatego trzeba kombinować, żeby zrobić swoje a pokazać co trzeba. No i ten brak akceptacji ryzyka - dają ci kasę, ale wyłącznie na twoje ryzyko. Jeśli nie zarobisz tyle, ile deklarujesz we wniosku o dofinansowanie, będą chcieli zwrotu wypłaconych refundacji. A przecież wychodzi zaledwie 10-20% startupów. Czy PARP chce dofinansowywać tylko te, które się udadzą? Jeśli się nie uda, przedsiębiorca ma całość wziąć na siebie - zarówno wkład własny, jak i zwrot tego, co dostał z budżetu UE? No to co robi taki przedsiębiorca? Robi wszystko, żeby w papierach wyglądać na człowieka sukcesu.

Oto ciemna strona dotacji z Funduszy UE. Mocne słowa przedsiębiorcy chyba nie wymagają komentarza. Papiery się zgadzają. Innowacyjnością można się wykazać w obszarze raportowania.