Na początku jako jedyny pracownik odpowiadałem za wszystko od początku do końca - opowiada Kacper Winiarczyk, dyrektor ds, operacyjnych Ubera w Polsce
Na początku jako jedyny pracownik odpowiadałem za wszystko od początku do końca - opowiada Kacper Winiarczyk, dyrektor ds, operacyjnych Ubera w Polsce Materiały prasowe

Uber działa w Polsce ponad rok. Jego kierowcy jeżdżą po ulicach Warszawy, Krakowa czy Trójmiasta, z dnia na dzień przewożąc coraz więcej pasażerów. O samym przedsiębiorstwie wciąż jednak niewiele wiadomo, dlatego postanowiliśmy się spotkać i porozmawiać z Kacprem Winiarczykiem, dyrektorem ds. operacyjnych Ubera w Polsce. W rozmowie z INNPoland Winiarczyk opowiada o trudnych początkach, innowacyjności Polaków, a także typowych i nietypowych kierowcach Ubera.

REKLAMA
Jeździ pan czasem jako kierowca?
Kacper Winiarczyk: Niestety, wewnętrze reguły tego zabraniają. Oprócz tego moje auto nie spełnia naszych wymagań – ma więcej niż 10 lat (śmiech). Na wyjazdy za miasto wystarcza, a w mieście kombinacja Uber + karta miejska jest niezastąpiona.
Reguły?
Przykładowo pomiędzy klientem a mną dochodzi do sprzeczki. Potem niezadowolony pasażer postanawia złożyć na mnie skargę, która może zostać rozpatrzona nieobiektywnie. Pracownicy biura obsługi klienta będą mieli bowiem świadomość, że decydują o losach swojego szefa. Dlatego staramy się unikać konfliktu interesów. Niektórzy pracownicy warszawskiego biura jeździli jednak jako partnerzy, aby poznać specyfikę produktu w trakcie procesu rekrutacji. Każdy nowy pracownik, nawet zatrudniany na stanowisko menadżerskie musi też przejść przez wszystkie stanowiska – od obsługi partnerów w godzinach otwarcia biura, poprzez płatności, optymalizację systemu przypisywania zleceń, mailingi…. Dopiero ktoś, kto spróbował swoich sił w każdej z ról może skutecznie wykonywać swoją pracę.
Więc na wybory nikogo pan nie zawiezie. Po co właściwie ta akcja #JadęNaWybory? Co ma Uber do polityki?
Temat możliwości demokratycznego wyboru jest ważny dla użytkowników aplikacji. Z danych IPSOS wynika, że ponad 80% naszych użytkowników wzięło udział w poprzednich wyborach parlamentarnych, a 73% planuje zagłosować w tę niedzielę. To ponad 20% więcej niż średnia frekwencja wyborcza w Polsce. Chcemy wesprzeć ważny dla nich cel, dając im możliwość bezpłatnego dojazdu do urny, jednocześnie oferując narzędzie do zachęcania znajomych do pójścia na głosowanie. Także nawet jeśli w niedzielę będzie padać deszcz, nie ma już wymówek, każdy w Trójmieście, Krakowie czy Warszawie może pojechać za darmo na wybory. Z informacją o kampanii pro frekwencyjnej dotarliśmy już do ponad miliona osób.
Wróćmy jednak do początków. Jak pan trafił do Ubera?
Znaleźli mnie sami, w Internecie (śmiech). Wszystkie rozmowy rekrutacyjne odbyły się również online. I to jest ciekawa historia, bo wcześniej pracowałem w reklamie, co ma niewielki związek z tym, czym zajmuję się dzisiaj. Chciałem się przebranżowić i postanowiłem uzupełnić swoje studia na warszawskiej SGH o kolejny kierunek na zagranicznej uczelni biznesowej – francuskie HEC Paris. Tam znalazł mnie Uber, który często rekrutuje ludzi do biznesu właśnie wśród absolwentów tej uczelni.
logo
Uber działa w Polsce od sierpnia 2014 roku Materiały prasowe
Dlaczego?
Uber traktuje ukończenie szkoły biznesowej z europejskiego top 3, takiej jak HEC, jako pierwszy test dla przyszłych pracowników. Jeśli poradziłeś sobie z wymagającym programem studiów, nie powinieneś mieć większych problemów z pracą – tak rozumuje szefostwo firmy. Akurat HEC jest uczelnią, która bardzo stawia na praktyczną stronę biznesu – zajęcia prowadzą specjaliści z dużych firm. Formą zaliczenia jest przygotowanie konkretnych rozwiązań dla firm, np. wdrożenia platformy e-commerce na kilku rynkach dla marki Philips. Zajęcia prowadził z nami szef strategii z tej firmy.
I ukończenie prestiżowej szkoły wystarczyło?
Dobra uczelnia pozwala co najwyżej na „wsadzenie stopy w drzwi”. Pierwsze sito to test analityczny, następnie cały szereg rozmów z Uberowcami z całego świata z maksymalnym nastawieniem na praktykę – co byś zrobił w danej sytuacji, jak byś się zachował etc. Na końcu najważniejsza rzecz, czyli tzw. „culture fit”. Teraz gdy sam prowadzę rekrutację, też zwracam na to dużą uwagę.
Po studiach miał pan inne propozycje pracy?
Tak, miałem jeszcze inne oferty m.in. z firm na całym świecie, np. w samym Paryżu, w USA, w Indiach a także w Afryce. Były to głównie oferty pracy w dużych firmach technologicznych i konsultingowych. Jeśli jednak dostaje się propozycję z Ubera, to się nie odmawia. Poza tym podobało mi się, że mogę zrobić coś innowacyjnego właśnie w Polsce.
Początki w Polsce były trudne?
Dosyć. W pierwszych tygodniach [red. Uber zaczął działać w Polsce w sierpniu 2014 r.] cała firma to byłem ja, więc jako jedyny pracownik odpowiadałem za wszystko od początku do końca – odpisywałem na maile, rekrutowałem partnerów, prowadziłem każde szkolenie z korzystania z aplikacji. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Polskie biuro Ubera liczy obecnie ponad 20 pracowników, a do końca roku ta liczba powinna się podwoić. W tej chwili mam otwartą rekrutację na kolejne 7-8 stanowisk. Co więcej, Polska stała się bardzo ważnym rynkiem dla Ubera. W tej chwili nasze lokalne biuro zaczyna być centralą na całą Europę Środkowo-Wschodnią, zatrudniając w Polsce osoby, które zajmują się projektami na takich rynkach jak Czechy, Rumunia, Węgry czy republiki bałtyckie.
Więc największym problem był brak ludzi ?
Zdecydowanie. Zanim kierowca zostanie parterem Ubera, musi być dokładnie zweryfikowany, a także przejść cykl szkoleń. Na samym początku zajmowało to dużo czasu, bowiem, jak mówiłem wcześniej, wszystko musiałem robić samodzielnie. To była szkoła życia, dzisiaj jestem dumny, kiedy widzę efekty. W Warszawie i Krakowie czas oczekiwania na samochód jest poniżej 5 minut – to krócej niż Pan czeka na kawę w kawiarni, w której właśnie siedzimy. Korzystając z Ubera, trafia mi się czasem kurs z jednym z partnerów, którzy zaczęli korzystać z aplikacji we wrześniu 2014 roku, czyli są z nami prawie od początku. Np. Pan Radek, były pilot myśliwca, uwielbiany przez użytkowników aplikacji. Wtedy widzę, jaką drogę przeszliśmy przez ostatni rok, a to dopiero początek.
logo
Główny cel Ubera? Żeby ludzie w miastach nie musieli mieć własnego samochodu - podkreśla Winiarczyk. Materiały prasowe
Korporacyjni taksówkarze na początku nie sprawiali kłopotów?
Nie. Uber stanowi alternatywę dla konsumentów – raczej poszerzamy rynek, niż stanowimy konkurencję dla taksówek.
Opowiadał pan o szkoleniach dla partnerów, mnie bardziej interesuje jednak wcześniejszy etap rekrutacji, a więc jak znajdujecie kierowców dla Ubera?
Zwykle Uber szuka przyszłych partnerów w miejscu dla siebie najbardziej naturalnym czyli za pomocą Internetu, np. w serwisach społecznościowych lub ogłoszeniowych jak Gumtree, OLX. Z czasem dostrzegliśmy jednak naszą lokalną specyfikę. W Polsce skuteczną formą dotarcia są ogłoszenia radiowe czy ulotki reklamowe.
Taksówkarze to bardzo często barwne postacie. A wasi kierowcy mają jakieś ciekawe historie do opowiedzenia?
Jasne. Weźmy na początek pana Krzysztofa, który jest pierwszym flecistą filharmonii narodowej. Dalej pan Radek – emerytowany pilot myśliwców. Również współpracuje z nami wielu przedsiębiorców. Na przykład pan Bartłomiej, który odszedł z pracy w korporacji i dzięki Uberowi założył własny interes. Tych historii jest naprawdę bardzo dużo - wystarczy więc skorzystać z Ubera klika razy, a można wysłuchać kilku ciekawych opowieści.
Więcej!
Jest jeszcze pan Jarek, który korzystał z Ubera w tajemnicy przed żoną, chciał bowiem uzbierać na wymarzony motor. Ona się jednak wszystkiego dowiedziała i pieniądze odłożone na maszynę, trzeba było przeznaczyć na wspólne wakacje.
Czyli dla większości kierowców korzystanie z Ubera to pasja?
I tak, i nie. Według naszych wewnętrznych badań, 72% partnerów ma dodatkowe źródło utrzymania. Najczęściej pracują jednak okresowo i mają dużo wolnego czasu jak grupa muzyków studyjnych, która jeździ z Uberem w przerwach pomiędzy kolejnymi sesjami nagraniowymi. Dla naszych partnerów najważniejsza jest elastyczność. Dlatego nie brakuje np. młodych rodziców. Kobietom pomaga to łączyć opiekę nad małymi dziećmi z budowaniem niezależności finansowej, a mężczyźni dorabiają do swoich pensji na dodatkowe wydatki związane z pojawieniem się potomstwa.
A ile czasu jeździ przeciętny kierowca w Uberze?
To zależy – są osoby, które jeżdżą typowo okazjonalnie, około dwóch godzin dziennie. Są też tacy, którzy jeżdżą tylko w weekendy, ale i tacy, którzy korzystają z Ubera sezonowo, np. mają wolny miesiąc i jeżdżą codziennie. Jest to bardzo zróżnicowana grupa ludzi.
logo
Po akcji UberDRIVE w samej Warszawie supersamochody próbowano zamówić 62 591 razy Materiały prasowe
Czy, oprócz niekonwencjonalnych metod rekrutacji, wprowadziliście jakieś specjalne rozwiązania tylko na rynek polski?
Na razie przyjęcie Ubera w Polsce jest tak dobre, że skupiamy się przede wszystkim na rozwoju usługi, którą oferujemy obecnie na lokalnym rynku. Nasz plan na najbliższe miesiące jest więc prosty – utrzymać się na rakiecie, na której pędzimy ponad rok.
Nie chcecie wchodzić do kolejnych miast? Mniejszych miejscowości?
Na innych rynkach gdzie Uber funkcjonuje od kilku lat (np. USA) jest oczywiście dostępny w mniejszych miastach, 100-200 tys. mieszkańców. Jest to logiczne ze strony biznesowej. Najpierw wchodzisz na największe rynki – w polskim przypadku chodzi o Kraków czy Warszawę, w drugiej kolejności staramy się dostarczyć usługę w małych miejscowościach. Ja pochodzę przykładowo z Giżycka i nie wiem, czy moja mama będzie mogła korzystać w najbliższych miesiącach z usług Ubera, choć oczywiście bardzo bym tego chciał.
Dlaczego?
Trzeba pamiętać, że Uber działa między przestrzenią offline a online, więc dla nas wejście na nowy rynek to nie tylko dostawienie nowego serwera, ale przekonanie całej rzeszy ludzi, że Uber to najlepszy sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy. Kiedy nasza działalność w nowym mieście jest już rozwinięta coraz większa liczba partnerów przychodzi do nas z dużą wiedzą na temat Ubera, a nawet z kompletem dokumentów. Dzięki temu mogą rozpocząć z nami współpracę nawet tego samego dnia.
A co decyduje o wejściu Ubera do kolejnych miast?
Z systemu wyciągamy informacje, ile było prób zamówienia samochodu, zanim Uber pojawił się w danym mieście. Na przykład w Trójmieście prawie 10 tys. osób chciało skorzystać z aplikacji zanim się tam pojawiliśmy. Jeśli więc widzimy duże zainteresowanie użytkowników, to jest to dla nas sygnał, aby udostępnić tam Ubera.
Na koniec - ostateczny cel Ubera to…?
Żeby ludzie w miastach nie musieli mieć własnego samochodu, ponieważ mają na tyle dużo alternatywnych form transportu, że mogą komfortowo i szybko się przemieszczać z punktu A do B. Dzięki temu będzie mniej spalin, tłoku i hałasu, a więcej przestrzeni, którą dziś zajmują parkingi.

Napisz do autora: michal.budzynski@innpoland.pl