Ekspert: „Nie każdy z nas może zarabiać minimum 50 zł za godzinę. Realne płace i tak kształtuje rynek”

Tomasz Misiak z Work Service.
Tomasz Misiak z Work Service. Fot.Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
Tomasz Misiak z firmy rekrutacyjnej Work Service w rozmowie z serwisem Forsal.pl przekonuje, że nie każdy z nas może zarabiać 50 zł na godzinę. Inaczej gospodarka zostanie zrujnowana. Jego zdaniem z emigracji zarobkowej Polaków nie należy robić problemu. Zamiast tego proponuje wprowadzić ułatwienia, które zachęcą do pracy w naszym kraju np. Ukraińców. Ponadto zwraca uwagę, że często szczególnie oczekiwania płacowe młodych ludzi nad Wisłą są zbyt wygórowane.


Płacę realną kształtuje rynek
Ekspert firmy Work Service zwraca uwagę, że do propozycji związków zawodowych dotyczących podniesienia płacy minimalnej państwo, które ją ustala musi podchodzić bardzo ostrożnie. Dlatego, że konieczność dokonania drastycznej podwyżki wynagrodzeń w wyniku urzędniczej decyzji może doprowadzić wiele przedsiębiorstw do bankructwa i zaszkodzić gospodarce.
Tomasz Misiak

Łatwo powiedzieć, że od jutra wszyscy będą zarabiać minimum 50 złotych na godzinę, ale to zrujnuje gospodarkę. Powinniśmy raczej wspomagać te branże, które mają największe szanse w przyszłości na największy wzrost wynagrodzeń. Płaca powinna rosnąć tak, by nie likwidować miejsc pracy. Mamy dziś do czynienia z sytuacją, w której wiele przedsiębiorstw może przypłacić podniesienie wynagrodzeń brakiem rentowności.

Tomasz Misiak przekonuje, że wzrost realnych zarobków reguluje sam rynek i państwo nie powinno nadużywać instrumentu zbyt drastycznego podnoszenia płacy minimalnej.
Tomasz Misiak

Jednak są też takie sektory, w których płaci się znacznie więcej niż poziom minimalnej płacy. Jeśli w danym regionie jest kilka fabryk i powstaje kolejna, z ograniczonym dostępem do pracowników, naturalnym procesem jest konkurowanie wysokością wynagrodzeń. Pensji nie trzeba podnosić odgórnie. Wzrost płac najlepiej reguluje rynek i powiem więcej, to się już dzieje. Coraz więcej jest w Polsce firm, w których można spokojnie zarobić równowartość 1000 euro miesięcznie, co może stanowić już konkurencyjną ofertę dla niektórych krajów unijnych.

Nie róbmy tragedii z emigracji Polaków
Zdaniem Tomasza Misiaka nie należy martwić się z powodu emigracji zarobkowej Polaków. Dlatego, że to element racjonalnej kalkulacji, ponieważ zagranicą nasi rodacy mogą liczyć na wyższe pensje.
Tomasz Misiak

Nie do końca rozumiem histerię spowodowaną emigracją. Nie obrażajmy się na tych, którzy wyjechali. To naturalny proces. Przecież przez lata walczyliśmy by pracować w Niemczech, w Wielkiej Brytanii, a teraz, gdy jest to możliwe i Polacy korzystają z tego przywileju jako obywatele Unii Europejskiej, to zaczęliśmy panikować. To element racjonalnej kalkulacji i zwykłej konkurencji wynagrodzeń. Ponad 80 proc. ludzi wyjeżdża za granice naszego kraju ze względu na wyższe zarobki. Nie dziwmy się więc temu, że polscy pracownicy szukają możliwości podjęcia pracy i rozwoju na zachodzie Europy, gdzie dla wielu wyjazd oznacza po prostu poprawę standardu życia.

Zamiast skupiać się na narzekaniu, ekspert radzi zająć się aktywizację zawodową 2 mln Polaków, którzy aktualnie nie pracują. Proponuje również wprowadzić rozwiązania, które zachęcą obcokrajowców do zatrudnienia się w polskich firmach.
Tomasz Misiak

Jeżeli emigracja zarobkowa Polaków powoduje deficyty pracownicze w naszym kraju, zróbmy wszystko, by aktywizować tych spoza rynku pracy. Mamy w kraju niemal 2 miliony osób biernych zawodowo, które stanowią realny kapitał ludzki. Drugim rozwiązaniem jest mądra imigracja, taka która spowoduje, że u nas będą pracować Ukraińcy, Czesi, Słowacy czy Rumuni. Przekonajmy ich konkurencyjnością naszego rynku. Stwórzmy warunki do pracy dla obcokrajowców i takie przepisy, które umożliwią im łatwe podjęcie zatrudnienia i rozwój zawodowy.

Młodzi mają wysokie wymagania płacowe
Jednocześnie Tomasz Misiak za naturalny uważa fakt, że każdy z nas chce zarabiać na poziomie krajów Europy Zachodniej. Zwraca jednak uwagę, że w Wielkiej Brytanii, Holandii, Niemczech czy Szwecji gospodarka wolnorynkowa funkcjonuje przynajmniej 100 lat. Tymczasem w Polsce zaledwie 25 lat. W jego opinii szczególnie trudno zrozumieć to młodym ludziom.
Tomasz Misiak

Każdy chce zarabiać dużo i chcemy równać do Europy Zachodniej pod względem wysokości płac. Ale ta zmiana wymaga czasu. Szczególnie wysokie wymagania ma pokolenie ludzi młodych. Wyjeżdżają za granicę, widzą jak żyje się ich równolatkom w Niemczech, czy Wielkiej Brytanii i chcą podobnych standardów. Szkoda tylko, że dla równowagi i obiektywnej oceny naszego rodzimego rynku pracy, młodzież nie patrzy na takie kraje jak Grecja czy Hiszpania, gdzie bezrobocie wśród młodych sięga blisko 50 proc. Tam rynek pracy wygląda dramatycznie gorzej niż w Polsce, a to cały czas ta sama Europa. Pamiętajmy , że kraje takie jak Anglia, Niemcy, Holandia czy Szwecja mają za sobą przynajmniej 100 lat pozytywnej gospodarki rynkowej. My przez ostatnie 100 lat tylko przez 25 doświadczyliśmy kapitalizmu. Wcześniejsze lata to gospodarka komunistyczno-wojenna.

Napisz do autora: kamil.sztandera@innpoland.pl

Źródło: Forsal.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Czy można przeklinać w pracy? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż się wydaje
0 0Syn twórcy plastikowych toreb o intencji ojca. „Zostały wynalezione, by chronić planetę”
0 0Gdzie są podatki, tam zawsze będzie szara strefa. Tak wygląda "praca na czarno" w Polsce
0 0VAT na e-booki spadł, ceny ani drgną. Czytelnicy są wściekli, ale nie znają całej prawdy

INNSPIRACJE

0 0Polak rozkręcił świetny biznes w USA. Zdradza, jak radzić sobie z porażką i brakiem motywacji
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy

STARTUPY

0 0Amerykańskim naukowcom się nie udało, a one to zrobiły. Tak powstały innowacyjne kosmetyki
0 0Start-up chce zasilać samochody wodą i alkoholem. Ale trochę się zapędzili