
Naukowcy z branży medycznej w zaciszu swoich laboratoriów opracowują wiele innowacyjnych produktów, którymi chcą zawojować rynek. Jednak żaden poważny inwestor nie zainteresuje się ich wynalazkiem, jeśli twórca nie wykaże opłacalności innowacji i kosztów związanych z jej wykorzystaniem dla pacjenta i systemu ochrony zdrowia. Szczególnie, że jest w stanie szybko ją zweryfikować za pomocą HTA (Health Technology Assessment) – oceny technologii medycznych.
W branży medycznej wprowadzenie innowacji na rynek jest bardzo skomplikowane. Najpierw trzeba często przeprowadzić kosztowne badania, a następnie certyfikację i testy bezpieczeństwa wynalazku, nim zostanie on skomercjalizowany. Jednocześnie w USA spółki biotechnologiczne należą do firm, które przynoszą największe zwroty z inwestycji.
Tylko jak to wszystko sprawdzić? Jak naukowcy mają pokazać potencjalnemu inwestorowi, że właśnie ich pomysł jest tym wyjątkowym? Jak udowodnić, że właśnie w ten startup warto zainwestować? Jak przekonać, że wprowadzona na rynek nowa technologia medyczna nie wygeneruje nagle dodatkowych kosztów, przez co pacjenci nie będą chcieli z niej skorzystać?
Przykładowo jeśli startup opracujecie testy pozwalające wykryć potencjalnie szpiczaka mnogiego (nowotwór układu krwiotwórczego, często mylony z przeziębieniem), poprzez badanie we własnym domu określonych parametrów krwi, to wydaje się to rewolucją w walce z tego typu rakiem. Do momentu aż HTA nie wykaże, że wynik takich testów jest wiarygodny tylko w 60 proc. Skoro badanie trzeba i tak powtórzyć w warunkach laboratoryjnych, by uzyskać 100 proc. pewności, to który inwestor zainteresuje się takim wynalazkiem? Praktycznie żaden.
Wyobraźmy sobie, że startup znajdzie innowacyjne remedium na kobiecą przypadłość nietrzymania moczu – np. specjalną siatkę podtrzymującą cewkę moczową w miednicy. To może to być wynalazek bardzo ułatwiający życie kobietom, którym nie pomagają specjalne podpaski czy ćwiczenia mięśni Kegla. Ale co jeśli okaże się, że poza kosztem operacji trzeba liczyć się z dodatkowymi wydatkami związanymi z powikłaniami pooperacyjnymi? HTA je pokazuje, wskazując inwestorowi ryzyka.
HTA jest od lat stosowana także przez polskie Ministerstwo Zdrowia. Systemy ochrony zdrowia na całym świecie czy ubezpieczyciele publiczni i prywatni, szukają takich rozwiązań medycznych, które będą najtańsze, a jednocześnie najskuteczniejsze. Chodzi w końcu najczęściej o publiczne pieniądze oraz portfel pacjenta. Według resortu wskazane byłoby, aby instytucja starająca się o uzyskanie finansowania jakiejś procedury czy programu zdrowotnego ze środków publicznych, miała gotową analizę HTA.
Dlatego opracowanie innowacyjnych technologii medycznych to nie tylko badania kliniczne, certyfikacja i skuteczność. Trzeba także, jeśli nie przede wszystkim, już na wczesnym etapie uwzględnić opłacalność innowacji dla potencjalnego inwestora oraz koszty związane wykorzystaniem nowej technologii.
Startupy medyczne konkurują z wieloma innymi zespołami badawczymi, a wszystkie z nich mają takie same marzenia. Po pierwsze, aby ktoś w nie zainwestował w ich innowacje. Z kolei po drugie, by Narodowy Fundusz Zdrowia zdecydował się na refundowanie kosztów właśnie ich produktu czy usługi. Posiadając wyniki analizy HTA, naukowcy już na starcie mają przewagę nad konkurencją.
Dzięki temu startup może rzetelnie wykazać, jakie ryzyka są związane z realizacją jego pomysłu. Bo że każdy inwestor zainteresowany inwestowaniem w innowacje musi z nim się liczyć, jest pewne. Na korzyść twórców działa jednak fakt, że poprzez analizę HTA mogą te ryzyka wykazać. Tymczasem ich konkurenci z produktem bez HTA są dla inwestora wielką niewiadomą. Przedsiębiorca musiałby w nich inwestować, nie znając ryzyka ani ich skali. To jak kupowanie „kota w worku”.
Napisz do autora: kamil.sztandera@innpoland.pl
