"Na 65 kilometrze zacząłem układać pozew". Wyznania uczestnika głośnego Biegu Rzeźnika

Bieszczady
Bieszczady Pixabay / CC0


Zamieszanie z tegoroczną trasą Biegu Rzeźnika odbiło się bardzo szerokim echem nie tylko w mediach związanych z bieganiem. Część komentarzy wskazywało na polityczne przyczyny cofnięcia zgody na imprezę przez Bieszczadzki Park Narodowy, inne patrzyły na tę sprawę, jako na niezwykle ciekawy case biznesowy o niedoszacowaniu ryzyka. Kilka dni po ultramaratonie odezwał się do nas uczestnik imprezy i przedstawił jak to wyglądało z jego perspektywy.


– Po pierwsze, czuję się niesamowicie naładowany tym, że dałem radę. Biegłem pierwszy raz i do imprezy przygotowywałem się przez pięć miesięcy – mówi Andrzej, właściciel kancelarii prawnej. – Nie miałem nawet problemu z tym, że trasa nie biegła przez Połoniny. Ale na 65-tym kilometrze biegu byłem tak wściekły, że zacząłem układać pozew – dodaje wyraźnie poddenerwowany.
Dla Andrzeja Bieg Rzeźnika był bardzo dużym wyzwaniem. Jego celem było zmieszczenie się w 16-godzinnym limicie. Przed startem sprawdził całą trasę, policzył, ile czasu może wraz ze swoim partnerem spędzić na każdym przepaku, czyli w punkcie kontrolnym. Wyszedł z bardzo mądrego w biegach ultra założenia, żeby nie szafować siłami. Utrzymywał ok. 20 minutowy zapas nad czasem, który gwarantował mu, że nie przekroczy limitu.

– Organizator dzień przed biegiem poinformował nas, że trasa liczy 82,5 kilometra zamiast zwyczajowych 78. W rzeczywistości miała jeszcze kilka kilometrów więcej. A pomimo tego nie zmienił limitów czasowych – wyjaśnia Andrzej. – Czuję się tym niezwykle rozgoryczony. Wszystko by było do przeżycia, gdyby człowiek wcześniej o tym wiedział. Mógłbym się przygotować, inaczej zaplanować przerwy. Tymczasem kiedy nasze GPS-y wskazywały, że przebiegliśmy już prawie 65km i powinniśmy wbiegać na punkt kontrolny, zobaczyliśmy tabliczkę, która wskazywała, że za nami 61,5km. To znaczyło, że nasz bezpieczny bufor zniknął – dodaje.


Aby zmieścić się w limicie 16 godzin, Andrzej wraz partnerem musieli zmienić całkowicie taktykę. Nie mogli realizować tego co sobie założyli, ale zmuszeni byli do maksymalnego wysiłku. Na pozostałe kilkanaście kilometrów zostały im dwie i pół godziny. Na taki dystans w górach, to bardzo mało. Niestety, okazało się, że tak naprawdę meta jest jeszcze dalej. Wedle pomiarów Andrzeja i osób, z którymi biegł – trasa miała ok. 86-87 kilometrów.
Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Prestiżowy konkurs dla polskich start-upów. Najlepsi pojadą do Doliny Krzemowej
0 0Stoją w kolejkach, kupują buty i sprzedają je drożej. Na parze zarabiają nawet 5 tys. zł
0 0Trump bije się z Chińczykami, obrywa Polska. Musimy wybrać: pieniądze czy bezpieczeństwo
0 0Już nawet Amerykanie wiedzą, że wizy zostaną zniesione. Oto mocny dowód
0 0Duże zmiany w Allegro. Ogłoszenia bez opłat i przestrzeń dla osób prywatnych