
REKLAMA
Najprościej jest pisać teksty o wielkich markach. Apple, Google, Facebook w tytule to gwarancja tzw. klikalności. Ale są takie momenty w życiu dziennikarza, gdy należy powiedzieć "dosyć" i napisać o fanpage'u, który ma 41 lajków (stan na 17 czerwca).
BAJARBOL
– Synuś, ja nienawidzę komputera, błagam, nie będę umiała się odnaleźć – usłyszał od swojej mamy Sebastian Waśkiewicz, kiedy powiedział jej, że firma z 40-letnią tradycją zasługuje na swój fanpage. – Ale jak trzeba, to zróbmy tę stronę, będziemy musieli zmierzyć się z tym wyzwaniem – pani Barbara podjęła decyzję. W przyszłym roku kończy 70 lat. Jej mąż Bolesław, z którym prowadzi firmę, tę granicę już przekroczył.
– Synuś, ja nienawidzę komputera, błagam, nie będę umiała się odnaleźć – usłyszał od swojej mamy Sebastian Waśkiewicz, kiedy powiedział jej, że firma z 40-letnią tradycją zasługuje na swój fanpage. – Ale jak trzeba, to zróbmy tę stronę, będziemy musieli zmierzyć się z tym wyzwaniem – pani Barbara podjęła decyzję. W przyszłym roku kończy 70 lat. Jej mąż Bolesław, z którym prowadzi firmę, tę granicę już przekroczył.
Barbara i Bolesław Waśkiewiczowie od 40 lat produkują i sprzedają pamiątki. Trzy tygodnie temu założyli na Facebooku fanpage swojej firmy. Firma teraz nazywa się teraz Paula-Pamiątki, od imienia córki państwa Waśkiewiczów, ale jeszcze niedawno nazywała się BAJARBOL – od imion Barbara, Jarosław (syn) i Bolesław. Przez czas swojego istnienia zmieniało się to wielokrotnie. Dużo ważniejszy był rodzinny charakter przedsięwzięcia. Obecnie firmę wraz z rodzicami prowadzi córka Paula, a pomaga też syn Sebastian. Jarosław wyjechał do Wrocławia. Niezmienni są tylko rodzice.
Start-up z lat 70.
– Firmę założyłam w 1976 roku dlatego, że moi synowie nie dostali się do żłobka – opowiada w rozmowie z INN:Poland Barbara Waśkiewicz – Sebastian miał trzy lata, Jarosław – dwa. Chorowali, a ja szukałam pomysłu, jak zarobić trochę grosza. Brat, który zajmował się odlewami gipsowymi na Dolnym Śląsku, zaproponował, że pokaże, jak się robi reliefy z gipsu. Zaczęliśmy produkować pamiątki i okazało się to strzałem w dziesiątkę – opowiada.
– Firmę założyłam w 1976 roku dlatego, że moi synowie nie dostali się do żłobka – opowiada w rozmowie z INN:Poland Barbara Waśkiewicz – Sebastian miał trzy lata, Jarosław – dwa. Chorowali, a ja szukałam pomysłu, jak zarobić trochę grosza. Brat, który zajmował się odlewami gipsowymi na Dolnym Śląsku, zaproponował, że pokaże, jak się robi reliefy z gipsu. Zaczęliśmy produkować pamiątki i okazało się to strzałem w dziesiątkę – opowiada.
W tamtym czasie w Warszawie praktycznie nie było rynku pamiątek. Gipsowe syrenki sprzedawały się jak świeże bułeczki. Wszystkie wycieczki, które przyjeżdżały do stolicy wracały obkupione pamiątkami, które w Ożarowie produkowało małżeństwo Waśkiewiczów. Pani Barbara robiła to na pełen etat, mąż Bolesław pracował jeszcze w fabryce kabli i pomagał po godzinach.
– Prywatna inicjatywa miała wtedy bardzo ciężko. Cały czas, ktoś nas kontrolował, narzucał nam marże na jakich mogliśmy sprzedawać – opowiada pani Barbara. – Był ogromny kłopot z zaopatrzeniem. Trudno było zdobyć nawet gips. Nie mówiąc o zawieszkach, opakowaniach. Inna sprawa, to to, że nie mieliśmy transportu. Zdarzało się, że mąż wychodził na trasę Ożarów-Warszawa z ważącymi po kilka kilogramów figurkami i łapał okazję. Jakieś Żuki, Nyski, którymi mógł do stolicy przewieźć nasz towar. Ale wtedy byliśmy jeszcze młodzi, pełni werwy, zapału – nakreśla realia prowadzenia biznesu za komuny.
Pivot
Choć dziś produkcja gipsowych pamiątek przestała być modna, a przez to opłacalna, to wciąż, tak jak 40 lat temu wszystkie produkty są robione na miejscu. Nie ma żadnej chińszczyzny. Waśkiewiczowie sprzedają tylko polskie pamiątki. Już nie tylko własnej produkcji, ale też innych krajowych producentów.
Choć dziś produkcja gipsowych pamiątek przestała być modna, a przez to opłacalna, to wciąż, tak jak 40 lat temu wszystkie produkty są robione na miejscu. Nie ma żadnej chińszczyzny. Waśkiewiczowie sprzedają tylko polskie pamiątki. Już nie tylko własnej produkcji, ale też innych krajowych producentów.
– Pamiątki gipsowe to już margines naszej działalności. Musimy podążać za tym co modne. Teraz świetnie sprzedają się motywy folkowe, koronkowe – mówi Pani Barbara. – Teraz jest dużo łatwiej. Jest internet, można tu wszystko znaleźć. Ale chociaż mailuję, sprawdzam pocztę, to jeszcze nie do końca potrafię się w tym odnaleźć. Wciąż jestem pełna obaw – dodaje.Choć jest rok 2016, Waśkiewiczowie nie mają e-sklepu, sprzedaż bazuje na kontaktach: – Przynajmniej raz w miesiącu ruszają w trasę, by dotrzeć do nowych odbiorców. Łączą wtedy przyjemne z pożytecznym, bo jak Pani Barbara podkreśla, bardzo lubią podróżować, robić zdjęcia.
Sami o swoim biznesie mówią, że jest mały, na niewielką skalę, ale ciągle sprawia im wiele radości. Nie myślą o emeryturze. – Nie wyobrażam sobie, żeby przestać robić to, co kochamy – kończy pani Barbara.
Napisz do autora: tomasz.staskiewicz@innpoland.pl
