
Piknięcie telefonu wieczorem albo w sobotnie popołudnie potrafi kompletnie zrujnować wieczór, a nawet cały weekend. Pytanie od szefa, cierpkie uwagi dotyczące wykonanego rano zadania albo refleksje na temat konieczności wprowadzenia dłuższych briefingów – to nie tylko informacja o bieżącym nastroju przełożonego, ale też impuls, który niszczy nasze zdrowie psychiczne i fizyczne.
REKLAMA
Z takiego założenia wyszli właśnie Francuzi. „Prawo do rozłączenia się” czy też „bycia poza zasięgiem” zabrania firmom – nie wszystkim, co prawda, lecz tym, które zatrudniają powyżej pięćdziesięciu osób – wysyłania wiadomości do pracowników po zwyczajowych godzinach pracy. To część szeroko zakrojonej reformy obowiązującego nad Sekwaną prawa pracy.
Francuzi wzięli sobie do serca badania, z których wynikało, że w dobie cyfrowej przestajemy efektywnie wypoczywać, gdyż nasi pracodawcy nieustannie przypominają o swoim istnieniu i zwierzchności za pomocą „elektronicznej smyczy”. – Wszystkie badania dowodzą, że dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej cierpimy z powodu stresu związanego z pracą i jest on permanentny – komentował francuski eurodeputowany Benoit Hamon. – Pracownicy wychodzą z biura, ale nie z pracy. Pozostają związani elektroniczną smyczą jak psy. SMS-y, wiadomości na komunikatorach, e-maile kolonizują życie jednostki do momentu aż się załamie – kwitował.
No cóż, władze w Paryżu nie posuną się do tego, by za e-maile do pracowników karać. Za to firmy zostaną zobowiązane do stworzenia odpowiedniego „kodeksu dobrych obyczajów” i negocjowanie szczegółów takiej komunikacji z zatrudnionymi.
Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl
