
Wnikliwe francuskie kontrole rozpoczęły się dwa tygodnie temu. Inspektorzy sprawdzają polskie firmy transportowe, których udział we francuskim rynku wynosi aż 25 proc. – donosi dziennik Rzeczpospolita.
REKLAMA
Według Bartosza Najmana, prezesa Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców, który wypowiadał się dla dziennika, Francuzi sprawdzają czy kierowcom wypłacane jest minimalne wynagrodzenie, które obowiązuje we Francji. Inspekcja ma sprawdzać listy płac i przelewy dla kierowców, których zatrudniają polscy przewoźnicy.
Problemem ma być to, że nie wszystkie składniki wypłacane przez polskie firmy Francuzi zaliczają do wynagrodzenia. Chodzi tu m.in. o ryczałt noclegowy, który jest rekomensatą za niedogodności przez spanie kierowcy w kabinie.
Zdaniem Najmana z relacji polskich przedsiębiorców z branży przewozowej wyłania się obraz złośliwości francuskich inspektorów. Mają też oni zmieniać swoje interpretacje z dnia na dzień i dostosowywać je w zależności od tego, z jakiego kraju pochodzi firma przewozowa.
Francuzi nie wystawiają też polskim firmom protokołów kontroli. Francuzi argumentują, że nie robią tego, o ile kontrola nie zakończy się karą. Tyle że przewoźnik nawet nie wie czy kontrola się skończyła i czy dostanie za to karę.
Zdaniem Najmana sytuacja polskich firm przewozowych jest o wiele lepsza w Niemczech, gdzie obowiązuje konkretna procedura kontrolna, a polskie firmy wiedzą, czego się spodziewać.
Źródło: Rzeczpospolita
