Los nowego kodeksu pracy jest w rękach minister pracy Elżbiety Rafalskiej. Decyzja ma zapaść do końca kwietnia.
Los nowego kodeksu pracy jest w rękach minister pracy Elżbiety Rafalskiej. Decyzja ma zapaść do końca kwietnia. Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta

Nowy kodeks pracy powstawał przez 18 miesięcy, w oparciu o pomysły i pracę posłów, związkowców, przedsiębiorców i ekspertów. Tymczasem okazuje się, że pod projektem kluczowej dla gospodarki reformy nie chcą się podpisać najważniejsi gracze, a los całego znowelizowanego kodeksu zawisł na włosku.

REKLAMA
Wpis rzeczniczki PiS, Beaty Mazurek, na Twitterze nie pozostawia większych wątpliwości. – Prawo i Sprawiedliwość nie pracuje nad żadnymi zmianami w kodeksie pracy. Propozycji Komisji Kodyfikacyjnej nie poprzemy – napisała dziś posłanka.
NSZZ „Solidarność” jest bardziej dosadna. – Komisja Kodyfikacyjna nie ma uprawnień legislacyjnych, jest to raport złożony na ręce minister Rafalskiej – dowodził szef związku, Piotr Duda. – „Solidarność” głosowała przeciwko temu raportowi, uważamy, że w obecnej formie jest nie do zaakceptowania i nigdy nie wejdzie w życie. Jeśli rząd chciałby forsować ten projekt kodeksu, to nasz kierunek jest jeden: ulica. A my umiemy walczyć o swoje – postawił ultimatum Duda.

Nowy kodeks pracy

Wiele rozwiązań z kodeksu miało charakter niemalże rewolucyjny: próby ukrócenia wszechobecnych „śmieciowych” umów o dzieło lub umów-zleceń, furtki dla zwalniania kobiet w ciąży, czy rozwiązania uniemożliwiające branie dodatkowych prac zleconych to tylko przykłady tych elementów, o których w ostatnich tygodniach było najgłośniej. A jednak, jak każda rewolucja, kodeks szybko „narobił sobie wrogów”: część zapisów nie podobała się pracodawcom, inne – związkowcom. Stanęło na tym, że minister pracy Elżbieta Rafalska nawet nie przyszła na zamknięcie prac Komisji Kodyfikacyjnej, co było sygnałem dystansowania się do reformy. Do niej zresztą będzie zapewne należeć decyzja o ostatecznym losie nowego kodeksu pracy.
Szef NSZZ "Solidarność", Piotr Duda, zapowiada, że jest gotów wyprowadzić związek "na ulice", żeby tylko storpedować projekt nowego kodeksu pracy.
Szef NSZZ "Solidarność", Piotr Duda, zapowiada, że jest gotów wyprowadzić związek "na ulice", żeby tylko storpedować projekt nowego kodeksu pracy. Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Cztery propozycje nowelizacji prawa pracy
Pod ręką jest zresztą alternatywa. NSZZ „Solidarność” – skądinąd, bardzo często w ostatnich latach wspierający rząd Beaty Szydło, a teraz zapewne Mateusza Morawieckiego – ma własny pomysł na zmiany w kodeksie pracy (tym istniejącym, bez tworzenia nowego). „Solidarność” podpisała z Federacją Przedsiębiorców Polskich (FPP) porozumienie, zakładające – jak wylicza „Gazeta Wyborcza” – cztery propozycje.
Pierwsza to zabezpieczenie na bazie pieniędzy państwa – dla osób pracujących na umowach agencyjnych, zlecenia i im podobnych – okresu składkowego począwszy od stycznia 2009 r. aż do dnia wejścia propozycji w życie. Druga to ujednolicenie zasad podlegania ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu na różnych umowach cywilnoprawnych – co da większe wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i otworzy drogę powrotu do umów o pracę. Po trzecie, pracodawcom zafundowano by abolicję: koniec sporów co do odprowadzania składek za przeszłe lata (tu w grę wchodzi ów 2009 r.). A na koniec, „ubruttowienie” wynagrodzeń osób na umowach agencyjnych, zlecenia itp. – wynagrodzenia podniesiono by o kwotę składek, których odprowadzenie leżałoby po stronie pracownika.
Cóż, może się okazać, że siła przebicia NSZZ „Solidarność” i FPP okaże się znacznie większa niż Komisji Kodyfikacyjnej. I choć zamiast reformy będzie mała nowelizacja, to może to i lepiej?